Czuwaj

12/1998

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
Dedykuję Agacie, która nie mogła tam być.

"Non omnis moriar"

NAJPIERW jazda pociągiem lub autobusem z Krakowa do Zakopanego, potem wędrówka z Kuźnic do Hali Gąsienicowej. Październikowa mgła, przechodząca raz po raz w mżawkę, uniemożliwia podziwianie pięknych widoków. Czasem tylko powietrze staje się z nagła przejrzyste i można zobaczyć tuż obok szlaku przepastny żleb sięgający aż do dna doliny. Dwie, czasem trzy godziny - i można się napić gorącej herbaty w "Murowańcu". Schodzą się kolejne grupy młodych, przybywają samotnie starsi członkowie i przyjaciele szczepu. Późnym popołudniem - wspólny kominek.

TAK zaczyna się akcja "Non omnis moriar", zwana potocznie "Karłowiczem" - najważniejsze w roku przedsięwzięcie Szczepu Harcerskiego "Orogen" im. Mieczysława Karłowicza w Krakowie Nowej Hucie. W tym roku już po raz dwudziesty trzeci. Popatrz naprzód,
w dali wstają góry

STARSI członkowie szczepu powtarzają przy tej okazji, że bywały już różne "Karłowicze". Bywały tłumne, z 65 uczestnikami, i taki, na którym były zaledwie cztery osoby. Bywały bezśnieżne (jak tegoroczny) i takie, gdy uczestnicy musieli odkopywać Głaz spod śniegu. Bywały wieczory ciepłe - dwudziestostopniowe, a bywał i mróz utrudniający grę na gitarze i zadymka uniemożliwiająca rozpalenie tradycyjnych zniczy.

JAK zawsze - również na XXIII "Karłowiczu", są różne orogenowe pokolenia. Jest garstka tych, którzy są tu po raz -nasty, są ci, którzy byli tu kilka razy, są "pierwszaki". Wieczorem, po kominku i spotkaniu rady szczepu, wszyscy schodzimy pod Głaz - miejsce, gdzie zginął Mieczysław Karłowicz. Gdyby tutaj była trawa,
nie kamienie
- ile ścieżek wydeptaliby
tu ludzie

TRAWY, istotnie, nie ma. Do Głazu schodzi się dość stromo w dół skalnym rumowiskiem. Trzeba uważać, gdzie się stawia nogę, by nie ześliznąć się po wilgotnym kamieniu, by but nie utknął w szczelinie. Często trzeba sobie pomóc ręką, przydaje się też pomoc rozstawionych na trasie asekurujących - dla osób będących tu po raz pierwszy, a nie obeznanych z górami, są to duże emocje. Wreszcie wszyscy siadają w skalnym amfiteatrze i zaczyna się spotkanie pod Głazem.

PROGRAMY corocznych spotkań są na pozór podobne do siebie, a jednak każdy "Karłowicz" jest inny. Są więc znicze zapalane przez najstarszego i najmłodszego stażem uczestnika akcji, jest wieniec składany pod Głazem przez komendanta szczepu, są teksty Karłowicza i o Karłowiczu, przeplatane orogenowymi piosenkami. Jest prezentacja wszystkich uczestników (krótka, bo zimno - tylko imię i który raz na akcji). Zawsze jest gawęda - o górach, o Karłowiczu i o innych "świętych góralskich", tych, którzy nigdy nie wrócili z gór. I zawsze tak samo wstrząsające jest wspomnienie o tym, który wracając właśnie z "Karłowicza", zamarzł podczas nagłego załamania się pogody.
I finał mu zabrzmiał
lawiny zwałami

W "Orogenie" harcerki i harcerze nie uczą się długich życiorysów bohatera szczepu, a mimo to wiedzą, kim był. Wystarcza wiedza zawarta w orogenowych piosenkach i to, co uczestnicy akcji słyszą pod Głazem. Mieczysław Karłowicz żył na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego stulecia. Miał talent muzyczny, komponował; właśnie dzięki muzyce jego nazwisko znane jest w Polsce. Ale dla członków "Orogenu" ważniejsze są jego związki z górami. Chodził po nich samotnie, jakby wbrew wszelkim zasadom - ale za to znał je dobrze, wytyczył w Tatrach wiele szlaków. Wrażenia wyniesione z gór wplatał w swą muzykę. 8 lutego 1909 roku ruszył w ostatnią samotną podróż, by zginąć pod lawiną u stóp Małego Kościelca.

ALE są też rozmowy o tym, co współczesne. Pod Głazem składane są Przyrzeczenia i Zobowiązania, nadawane stopnie i orogenowe sprawności. Czasem też odbywa się tu tzw. chrzest taternicki, czyli obrzęd przyjęcia do Harcerskiego Klubu Górskiego "Yeti", najstarszej wiekiem części szczepu. Kandydat, którego Rada Yetich - najwyższa władza klubu - mianowała na stopień adepta HKG, jest symbolicznie uderzany liną w trzy miejsca, czemu towarzyszą trzy napomnienia. Mnie najbardziej podoba się to, które jest najbardziej uniwersalne, ważne nie tylko w górach. "Pamiętaj, byś uważał w miejscach łatwych, bo w trudnych każdy głupi potrafi".

PO powrocie do schroniska starsi rozmawiają jeszcze o tym, czym żyje klub - o organizowanej przez "Orogen" Harcerskiej Wyprawie Andyjskiej "Aconcagua 1999", oficjalnym przedsięwzięciu ZHP towarzyszącym wyprawie na Jamboree. Jeszcze tyle gór na nas czeka

O "Orogenie" usłyszałem po raz pierwszy jako bardzo młody harcerz, a właściwie przeczytałem w wydawanym wtedy krakowskim "Harcerzu Rzeczypospolitej", który jakimś cudem dotarł do mojego rodzinnego Piotrkowa. Dziesięć lat później poznałem ludzi z tego środowiska. Na zlocie w Zegrzu Jarek Balon opowiadał mi właśnie o "Karłowiczach" - tak ciekawie, że sam zapragnąłem na akcję pojechać. Widziałem w tym szczepie ciekawą tradycję, ciekawy pomysł. Ale najważniejszą, moim zdaniem, wartość "Orogenu" dostrzegłem już będąc "wewnątrz". Choć jest to środowisko specjalnościowe, nikt w nim nikomu nie narzuca "jedynej, uniwersalnej recepty na Harcerstwo". Można być w tym górskim szczepie, a jednocześnie znać góry tylko "z widzenia". Kiedyś nawet była orogenowa drużyna żeglarska! Istnieją jednak różne "mody" - jest moda na zdobywanie stopni, na podejmowanie ważnych funkcji w ZHP. Dlatego chyba "Orogen" bywa postrzegany jako środowisko kadrotwórcze. Ze szczepu wyszedł były wiceprzewodniczący Związku, dwóch komendantów chorągwi, trzech zastępców komendanta chorągwi, nie licząc instruktorów na różnych innych wysokich funkcjach. Ale to, co cieszy najbardziej, to rozwój samego szczepu. Gdy pierwszy raz zetknąłem się z "Orogenem", były to trzy maleńkie drużyny, no i oczywiście klub. Dziś "Orogen" to cztery gromady zuchowe, cztery drużyny harcerskie, dwie drużyny starszoharcerskie, Harcerski Klub Górski, zaczątki kręgu instruktorskiego i drugiego klubu specjalnościowego. Kilkunastu instruktorów, w tym pięcioro harcmistrzów. Jest też kilku przewodników tatrzańskich. To są chyba powody do dumy?

W niedzielę rano apel - i powrót. Tradycja nakazuje jeszcze wyprawę do zakopiańskiego koktajlbaru (tak!). Niestety, ja jadę prosto do Krakowa - z nadzieją, że w przyszłym roku będę na akcji po raz czwarty.

hm. Jerzy Rzędowski

kandydat HKG, trzeci raz na "Karłowiczu"

ŚRÓDTYTUŁY pochodzą z orogenowych piosenek Jarka Balona.



 Generuje GazEla