Czuwaj

12/1998

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
Czy tylko "nie deptać trawników"?

"Harcerz miłuje przyrodę i stara się ją poznać"

PRZYBYŁ kiedyś do nas Ekolog (celowo piszę wielką literą - bo to przezwisko, a nie zajęcie). Miał prowadzić zajęcia o ekologii dla kursu chorągwianego. Kurs odbywał się w naszej stanicy na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego - wprost wymarzone miejsce na rozmowę o takiej tematyce. Ekolog był w stanicy kilka dni, a spędził je bardzo pracowicie. Pouczył właściciela dwóch wielkich psów, że owe psy powinny odżywiać się wegetariańsko, skrytykował całkowicie nieekologiczny (jego zdaniem) tryb życia wszystkich mieszkańców stanicy, a wreszcie - pełen oburzenia - oświadczył kilkuletniemu Jędrusiowi zjadającemu z apetytem zupę mleczną, że "mleko to biała śmierć". To, że sam chodził w skórzanych butach, a jego samochód wcale nie kopcił mniej od innych używanych w stanicy, nie odbierało mu pewności siebie. W rezultacie najbardziej proekologicznie nastawieni kursanci patrzyli na Ekologa spode łba, pozostali mieli okazję podśmiewać się nie tylko z Ekologa, ale z ekologów i ekologii w ogóle, a komendant naszej chorągwi wygłosił nam krótką gawędę o dwóch rodzajach misjonarzy: tych, którzy mówią o miłości, i tych, którzy straszą piekłem...

CZĘSTO w naszej pracy wychowawczej, gdy mówimy o VI punkcie Prawa, tak nam się jakoś dziwnie ten punkt infantylizuje.

OGRANICZAMY się do niedeptania trawników i zachowywania ciszy w lesie. Ale skoro często powtarzamy, że "jesteśmy cząstką przyrody", to chyba problem trzeba rozumieć szerzej. Ksiądz Staszek Sikorski mawia czasem półżartem, że jesteśmy bardzo tolerancyjni wobec Murzynka w Afryce, ale już wobec kolegi siedzącego obok - nie bardzo. Z tym "miłowaniem przyrody" jest chyba podobnie. Czy nie ma w nas trochę mentalności paniusi, która chętnie dokarmia bezdomne koty, ale jeszcze chętniej otrułaby niemiłego sąsiada?

LAS ze swoimi mieszkańcami dawno już przestał być naszym naturalnym środowiskiem. I nie będzie nim - nie oszukujmy się. Jesteśmy w dużej części dziećmi miasta. Widać to choćby po harcerskich nowicjuszach - pierwsza noc w namiocie jest dla nich ekscytująca, ale i trochę przerażająca, samotny marsz nocą przez las podejmuje się z biciem serca, wycieczka z obozu do pobliskiej wioski (a jeszcze lepiej - miasta) jest w dużej części obozów (także tych ze świetnym programem) wyczekiwana z utęsknieniem. Nasze środowisko to domy, osiedla, ulice; tam czujemy się pewnie i "u siebie". Wycieczka do lasu czy w góry zawsze będzie dla nas atrakcją, oderwaniem od codzienności. A skoro mamy być harcerzami "całym życiem", to powinniśmy "miłować przyrodę" tu i teraz, w miejscu naszego codziennego życia.

JEDNAK określenie "miłować przyrodę" budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Miłować to znaczy kochać. Można kochać Boga i bliźniego, ale przyrodę jako całość? Chyba trochę za poważne określenie...

ZA poważne - jeśli się chce obdarzać naturę uczuciem ze względu na nią samą. Wtedy możemy się znaleźć na granicy bałwochwalstwa - czcić drzewa, uprawiać kult ognia, w imię obrony przyrody wyrządzać krzywdę ludziom. Ale od samego początku swego istnienia skauting zalecał coś innego. Zalecał poznawać naturę, aby przez to odkryć wyższe wartości, zalecał szanować stworzenie - ale tylko przez wzgląd na jego Stwórcę.

TAK, "szacunek" jest chyba lepszym słowem...

TU znów mimo wszystko kusi, by zacząć mówić o oszczędzaniu wody, o segregacji śmieci, o wielorazowych opakowaniach... Owszem, to ważne. Ale częścią przyrody jesteśmy również my sami - my i ludzie nas otaczający.

NIEDAWNO w Głównej Kwaterze ZHP zaczęliśmy pracę nad nowym programem poświęconym zdrowiu. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, drużynowi będą mogli rozpocząć jego realizację w gromadach i drużynach od września przyszłego roku. Wśród problemów związanych ze zdrowiem, jakie można spotkać u młodych ludzi, a które chcemy rozwiązać realizując ten program, jest nieznajomość własnego organizmu. Harcerzowi nie wystarczy powiedzieć "nie bierz narkotyków" czy "zachowuj higienę". Trzeba jeszcze wyjaśnić mu w zrozumiały sposób, dlaczego nie powinien tego robić. A czymże to jest, jak nie "poznawaniem przyrody"?

SZACUNEK dla przyrody zaczyna się od poznania siebie samego. Jeśli tego zabraknie, VI punkt Prawa nie będzie - jakby powiedział psycholog - uwewnętrzniony, nie stanie się czymś naturalnym, wynikającym z potrzeby serca. Nie możemy się opierać tylko na zakazach typu "nie depcz trawników" - to niecelowe i niezgodne z metodą harcerską. Skuteczniej będzie pokazywać harcerzom, jakim wielkim i pięknym dziełem jest świat, jak wszystko w nim się ze sobą łączy - i jakim cudem jest nasz organizm. Wszystko ma w nim swoje miejsce i swoje zadania.

A czy w twojej drużynie, w twoim szczepie, kręgu, hufcu też tak jest?

hm. Jerzy Rzędowski



 Generuje GazEla