Czuwaj

8-9/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

60-lecie Światowego Zlotu Skautek w Gödöllő

WŚRÓD entuzjastów historii skautingu są tacy, którzy szczególnie interesują się historią światowych jamboree - zbierają dane statystyczne, wydawnictwa, plakietki, znaczki, pamiątki... Jednak i oni nie zawsze wiedzą (a powiedział mi to jeden z takich właśnie jamborowych zbieraczy - Herman Oomen, instruktor skautowy z Holandii) o jedynym światowym zlocie skautek, który odbył się latem 1939 r. w Gödöllő na Węgrzech. Większości nazwa tego miasta kojarzy się tylko ze Światowym Jamboree Skautowym w 1933 r.

PAX Ting

GDY w lipcu do Głównej Kwatery ZHP dotarło z Węgier zaproszenie na jubileuszowe spotkanie i seminarium organizowane w 60 rocznicę zlotu i gdy dowiedziałam się, że będę w nim uczestniczyć, zaczęłam szukać informacji o tej imprezie. Niewiele udało mi się znaleźć. Wyczytałam, że zlot odbył się w dniach 25.07 - 7.08. 1939 r. pod hasłem "Pax Ting" (Zlot Pokoju), że uczestniczyła w nim 33-osobowa delegacja polskich harcerek z Marią Krynicką, ówczesną naczelniczką GK Harcerek na czele i że były wśród nich druhny z 2 WŻDH i 14 WŻDH z Warszawy... W pamięci druhny Marii Trojanowskiej - członkini ówczesnego Wydziału Zagranicznego GK Harcerek, która również była w Gödöllő, pozostała przede wszystkim atmosfera zbliżającej się wojny, do której polskie harcerki przygotowywały się już od wielu miesięcy, organizując Pogotowia Harcerek...

TAK, wojna wybuchła w niecały miesiąc po zakończeniu Zlotu, nie było więc czasu na pisanie sprawozdań, spisywanie wspomnień... Na Węgrzech skauting, po kilku latach powojennej działalności, został na wiele lat zakazany. Odrodził się przed 10 laty, między innymi za sprawą tych, którzy uczestniczyli w zlotach w Gödöllő. Właśnie oni postanowili zachować dla następnych skautowych pokoleń pamięć o tych ważnych dla historii ruchu skautowego wydarzeniach.

***

DO Gödöllő jedzie się z Budapesztu 45 minut podmiejską kolejką elektryczną. Około 30-tysięczne miasto położone jest na wzgórzach, wśród lasów. Domy tu niewysokie, w większości jednorodzinne, lub niewielkie 1-2-piętrowe bloki; te najnowsze bardzo ładne, kolorowe. Chlubą i dumą mieszkańców jest odrestaurowany po latach dewastacji pałac cesarzowej Elżbiety, żony cesarza Austro-Węgier Franciszka Józefa. To na terenie otaczającego pałac pięknego parku odbył się 60 lat temu zlot "Pax Ting" i tu spotkaliśmy się po latach w upalną sobotę 31 lipca br.

Jubileuszowe uroczystości

TEGO dnia od rana w budynku ośrodka kultury w Gödöllő gromadzili się uczestnicy rocznicowego spotkania. Sędziwe dziś druhny - uczestniczki zlotu witały się z radością, oglądały zdjęcia i pamiątki, wspominały dawne czasy. Towarzyszyły im często córki i wnuczki w skautowych mundurach. Byli też druhowie - seniorzy, a także najmłodsze pokolenie skautek i skautów. Na stoiskach - wydawnictwa skautowe, obok - poczta z jubileuszowym datownikiem. W holu wystawa - na powiększonych zdjęciach od razu odnalazłam polskie harcerki.

O godzinie 11.00, w przylegającym do ośrodka parku, przy pomniku skauta, który, dzięki staraniom fundacji, wspierającej odradzający się skauting, stanął tu ponownie w 1994 r., rozpoczęły się oficjalne uroczystości. Jak zwykle w takich momentach było wiele oficjalnych wystąpień i przemówień. Po gawędzie przypominającej postacie gen. Roberta Baden-Powella i Olave Baden-Powell oraz założycieli węgierskiego skautingu, którymi byli Pal Teleki i Antonina Lindenmeyers, na pomniku skauta odsłonięte zostały ich płaskorzeźby. Zabrzmiały wiersze i pieśni w wykonaniu skautów i skautek, były życzenia, podziękowania i kwiaty...

POTEM wszyscy zwiedzali wystawę. W jednej z gablotek widzę w albumie zdjęcie czterech dziewcząt - dwóch Polek i dwóch Węgierek.

I podpis: "Polsko-węgierskie braterstwo". Po południu zaś sędziwe jubilatki i towarzyszące im osoby, a także mieszkańcy miasta uczestniczyli w parku Elżbiety w programie przygotowanym przez młodzież skautową. Były gry, zabawy, pieśni i tańce. W tym samym czasie w domu kultury odbyła się

II Krajowa Konferencja Instruktorek "Aktualne problemy wychowania węgierskich przewodniczek w przededniu nowego tysiąclecia".

UCZESTNICZYŁO w niej około 40 osób - instruktorek i instruktorów z obydwu węgierskich organizacji skautowych - Węgierskiego Stowarzyszenia Przewodniczek (członka WAGGGS) i Węgierskiego Związku Skautowego (ten ostatni jest organizacją koedukacyjna, liczącą ponad 20 000 członków i jest członkiem WOSM).

PO medytacji prowadzonej przez jedną z instruktorek głos zabrała Zsuzsznna Ballenegger, uczestniczka zlotu Pax Ting. Przypomniała przygotowania skautek węgierskich, a potem, dzień po dniu, przebieg zlotu: przyjazd poszczególnych delegacji, otwarcie, dzień odwiedzin w obozach, dzień szukania przyjaciół do korespondencji, zwiedzanie Budapesztu, wycieczkę statkiem po Dunaju, dzień sportu, wycieczkę do lasu i uroczyste, bardzo kolorowe zamkniecie zlotu... Kilkakrotnie w swej wypowiedzi wspominała polskie harcerki - ich przyjazd, zorganizowanie, występy podczas prezentacji narodowych. Podkreśliła też wagę tego międzynarodowego spotkania 4000 dziewcząt z różnych krajów świata, którego przesłaniem było budowanie pokoju, a które odbywało się przecież w przededniu II wojny światowej.

NASTĘPNE głosy odnosiły się już do współczesności. Omawiały obecną sytuację w społeczeństwie węgierskim, w rodzinie, wśród młodego pokolenia, ze szczególnym zwróceniem uwagi na sytuację dziewcząt i kobiet, analizowały doświadczenia 10-letniej pracy Węgierskiego Stowarzyszenia Przewodniczek oraz przedstawiały ważne problemy w wychowaniu dziewcząt w organizacji skautowej. Kilka głosów nie tylko bardzo bezpośrednio nawiązywało do wzorców chrześcijańskich, ale wprost odnosiło się do Ewangelii i przykładów z życia Jezusa i Maryi.

CIEKAWA była wypowiedź, charakteryzująca sytuację w Węgierskim Stowarzyszeniu Przewodniczek. Okazuje się, że wysiłki instruktorek włożone w ciągu 10 lat są nieproporcjonalne do efektów. W organizacji, liczącej kilkaset dziewcząt, są przede wszystkim dziewczynki w wieku zuchowym, tylko nieliczne pozostają dłużej, trudno wychować młodą kadrę instruktorską. Jest to wynikiem zmian, jakie zaszły w społeczeństwie w ciągu ostatnich 40 lat. Praca nad przywróceniem wagi tradycyjnym wartościom skautingu wymaga czasu.

Polak, Węgier - dwa bratanki...

WSZYSCY znamy to przysłowie... Nasze narody zawsze łączyła przyjaźń i sympatia. Mieliśmy wspólną historię i wspólnych bohaterów - królów, świętą Kingę, generała Józefa Bema... Jednak w ostatnich latach kontaktów między naszymi krajami i narodami nie jest wiele. Podobnie między nami skautami - na palcach można policzyć wizyty węgierskich skautów w Polsce i udział harcerzy w obozach na Węgrzech.

DLATEGO cieszę się, że mogłam uczestniczyć w spotkaniu w Gödöllő, poznać to historyczne miejsce i kawałek nieznanej historii skautingu żeńskiego, zobaczyć w działaniu węgierskich skautów i przewodniczki, a także spotkać starych i poznać nowych przyjaciół. Nie mogę o nich nie napisać.

W pierwszej kolejności to druhowie hm. Staszek Gwizdalewicz i Endre Kondor "Bandi" - były i obecny drużynowy 513 drużyny imienia gen. J. Bema z Budapesztu.

DLA tych, którzy słyszą o niej po raz pierwszy, wyjaśniam - jest to drużyna składająca się z Węgrów polskiego pochodzenia i Polaków mieszkających na Węgrzech. Drużyna działa przy Stowarzyszeniu Kulturalnym im. J.Bema, jest członkiem Węgierskiego Związku Skautowego, ale kultywuje wiele polskich tradycji harcerskich. Druh Staszek, były instruktor Hufca Warszawa Praga Południe, mieszka od ponad 30 lat na Węgrzech, ożenił się z Węgierką i już tam pozostał. Bandi jest Węgrem, zawsze lubił Polskę, bywał w naszym kraju wielokrotnie, prowadząc wycieczki młodzieżowe, a w 1990 r. dołączył do polsko-węgierskich harcerzy jako instruktor. Okazało się, że jego żona, Anna, uczestniczyła jako 11-letnia skautka w Zlocie w Gödöllő w 1939 r.

PANI Anna przyjechała na jubileuszowe spotkanie z koleżanką z zastępu - Magdą Pavetics. Obie wyjęły zaraz z torebek plik zdjęć. Z malutkich starych fotografii i z tych nowszych, powiększonych niedawno, uśmiechają się dziewczęta w różnych mundurach i strojach ludowych. Pani Magda pokazuje polskie harcerki - to jest Wanda Górecka - mówi - była na Zlocie z siostrą Bellą. Zaprzyjaźniłyśmy się bardzo, korespondowałyśmy do 1950 r. Potem kontakt się urwał. Ciekawe, czy jeszcze żyje, co porabia?

PO chwili podbiega do mnie kilkunastoletnia skautka, dumnie pokazując przyszytą do munduru plakietkę naszego zlotu "SAN '99". Anna, bo tak ma na imię, promiennie uśmiechnięta, opowiada, jak wspaniale wspomina pobyt w Polsce, jak węgierska grupa zaprzyjaźniła się z harcerzami z Gorlic, jak podczas wyjazdu do Tarnowa, związanego z uroczystościami ku pamięci gen. J. Bema, zaskoczeni byli życzliwością gospodarzy, jak, jak...

A za moment ktoś piękną polszczyzną woła do mnie ze zdziwieniem: - Czy dobrze widzę, pani z Polski? Okazuje się, że jedna z uczestniczek spotkania jest tłumaczką, przez lata pracowała z Polakami. Dziś jest tu z mężem, też skautem. Potem jeszcze kilka osób podchodziło do mnie, aby powiedzieć, że byli w Polsce, lubią Polaków i cieszą się, że jestem z nimi.

JEDNĄ z współorganizatorek spotkania była instruktorka Węgierskiego Związku Skautowego Ildiko Varodi. To ona wysłała do Polski zaproszenie i dzwoniła potem, aby przekazać szczegółowe informacje, to ona powitała mnie po polsku (!) w piątkowy wieczór w Gödöllő, a w niedzielę, po zakończeniu spotkania, zaprosiła do domu, pokazała miasto i oprowadziła po odnowionym pięknie pałacu (w którym, notabene, pracownicy traktują ją jak kogoś związanego z tym miejscem, bowiem cioteczna babka Ildiko była najbliższą przyjaciółką i powierniczką cesarzowej Elżbiety - zwiedziłam jej apartamenty, oglądałam zdjęcia, portrety, listy...).

W cichym, wypełnionym antycznymi meblami, bibelotami i pamiątkami domku, gdy zasiedliśmy do obiadu, dowiedziałam się o wieloletnich kontaktach Ildiko z Polską, o jej polskich przyjaciołach, o wędrówkach po całym naszym kraju. Było to wiele lat temu, ale razem z mężem bardzo ciepło wspominają te czasy. Opuszczałam ich gościnny dom, obdarowana świeżą papryką prosto z ogródka, węgierskim salami i konfiturami z moreli.

A przed odjazdem z Budapesztu byłam jeszcze w domu u druha Staszka, poznałam jego żonę, przesympatyczną Agnieszkę. Mieszkają blisko Dunaju, naprzeciw Wyspy Małgorzaty. W promieniach chylącego się ku zachodowi słońca razem spacerowaliśmy po pnących się wzwyż i opadających w dół uliczkach Budy.

I znów ożyło stare przysłowie Polak, Węgier - dwa bratanki....

hm. Halina Jankowska

PS. Bardzo proszę druhny, które uczestniczyły w Zlocie Pax Ting w 1939 r., o kontakt ze mną pod adresem redakcji.



 Generuje GazEla