Czuwaj

8-9/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Niezwykły wąż

NIEZWYKŁĄ atmosferę i niecodzienne poruszenie dało się odczuć od początku tego zgrupowania.

CZWARTEK, 3 czerwca, wieczór. Sztab i komenda rozpoczynają pracę w bazie Białej Służby Chorągwi Gdańskiej ZHP ulokowanej w Szkole Podstawowej nr 1 w Sopocie. Komendanci poszczególnych służb zdają relacje z przygotowań. Na bieżąco podejmujemy decyzje. Około 20.00 wspólna odprawa BS w gronie sztabu: ZHP, ZHR, PCK. Błyskawiczna wymiana zdań, wspólne wypunktowanie problemów, dyskusja. Dobra współpraca wszystkich organizacji. Po dwóch godzinach kończymy odprawę. Ostatnie przygotowania.

NASTĘPNEGO dnia wczesna pobudka. Schodzą się i zjeżdżają pierwsi harcerze i instruktorzy - uczestnicy Białej Służby. I tak przez cały dzień, mimo że zbiórka wyznaczona na godz. 20.00. Wszyscy chcą być wcześniej, przeżyć atmosferę niezwykłego wydarzenia, jakie nas czeka. Ludzi wciąż przybywa. Zajmujemy salę gimnastyczną, bardzo długi korytarz, sale lekcyjne, korytarze na piętrach... Nie jest łatwo przygotować posiłek dla tak wielu osób w małej kuchni i stołówce. Przewozimy cały potrzebny sprzęt - śpieszymy się, bo od północy Sopot będzie zamknięty.

O 12.00 wizyta na torze wyścigów konnych, gdzie odbędzie się spotkanie z Ojcem Świętym. Oglądamy, co się da, rozstawiamy ludzi: poznajemy topografię terenu. W pewnej chwili tuż obok przechodzi ksiądz arcybiskup Tadeusz Gocłowski, sam, tak zwyczajnie. Kończymy manewry i szybko wracamy przed deszczem. Około 15.00 potworna ulewa nad Sopotem, oberwanie chmury, jakiego dawno nie było. Podtapia nam szkołę! Szybka akcja, koniec burzy i deszczu. Sprzątamy. O 20.00 apel zgrupowania Białej Służby - przekazanie najważniejszych informacji i ustaleń, podział na drużyny i patrole. Późna kolacja. Idziemy spać. Noc krótka - mało snu, ale wszędzie daje się wyczuć trudną do określenia atmosferę wyczekiwania i radości.

J sobota, piąta rano. Mycie, śniadanie i zbiórka. Wymarsz na hipodrom. O 7.00 wchodzimy - policja nic o nas nie wie - trochę ludzi wpuścili, dalej nie chcą. Nerwy, zwłaszcza że godzinę 7.00 wyznaczyli nam organizatorzy. Na szczęście dwa telefony załatwiają sprawę. Szybko stawiamy sztab, wspólny - ZHP, ZHR, PCK. Patrole pobierają nosze i ustawiają się w wyznaczonych punktach. O godz. 8.00 jesteśmy w pełnej gotowości. Stopniowo, powoli pojawiają się pierwsi pielgrzymi. Największy ruch zaczyna się około 12.00. Od przodu, od ołtarza coraz więcej ludzi. Tłum napiera coraz mocniej. Zaczynają się pierwsze omdlenia, jedna osoba z padaczką, zasłabnięcia. Około 14.30 z przodu jest bardzo niebezpiecznie. Ludzie napierają tak mocno, że grozi to stratowaniem.

Z trudem radzimy sobie, chociaż powinny zadziałać służby porządkowe. Zastąpiliśmy je sprawnie. Parę minut po 17.00 wjeżdża Ojciec Święty. Wielka radość z powitania. Choć przez chwilę wsłuchujemy się w jego słowa, po czym ruszamy z powrotem do pracy. Na szczęście cała msza przebiega spokojnie. Roznosimy dużo wody mineralnej. Po mszy pielgrzymi zaczynają się rozchodzić. Bardzo szybko wielotysięczny tłum ludzi "odpływa" z hipodromu. Kończy się nasza służba. Kolejne patrole wracają do bazy. Większość z nas czeka jeszcze męcząca podróż, specjalnym nocnym pociągiem do Pelplina. Na szczęście z kolacją zdążymy na czas. Szybkie pakowanie i wymarsz dużej kolumny ulicami na dworzec. Pociągiem i kilkoma samochodami "przerzucamy się" do Pelplina. Bardzo zmęczeni i śpiący docieramy do bazy. Tylko 2,5 godziny snu.

W niedzielę o 8.00 wszyscy są na Biskupiej Górze, gdzie przybędzie Ojciec Święty. Wejścia dla pielgrzymów są już zamknięte. Wszyscy czekają. Znów ta niezwykła atmosfera! Parę minut po 10.00 przyjeżdża papież i rozpoczyna się msza. Coraz bardziej doskwiera upał i słońce. Woda mineralna "rozpływa" się w szybkim tempie. Już zaczyna jej brakować. Podjeżdża wóz ciężarowy. Robimy "węża" do rozładowania dużych palet. Niezwykły to wąż: Komendant naszej chorągwi, harcerze z ZHP, harcerze z ZHR, instruktorzy, komendant BS ZHR, komendant BS ZHP... Razem. W pocie czoła, bo słońce przypieka bardzo mocno. Jest dużo omdleń, zasłabnięć. Pogotowie i my mamy dużo pracy. Kończy się msza święta. Pielgrzymi zaczynają odchodzić. Woda wciąż bardzo potrzebna. Jest samo południe. Jeszcze bardzo trudny moment - wielki tłum napiera na pusty już ołtarz, ludzie starają się dostać jak najbliżej. Na prośbę "głosu z mikrofonu" interweniują harcerze, jest naprawdę niebezpiecznie. Służby porządkowe nie sprawdziły się. Harcerze tak!

W bazie jemy pyszny krupnik i odpoczywamy, bo wszyscy są bardzo, bardzo zmęczeni.

O 16.00 gromadzimy się przy bramie Pałacu Biskupiego. Czekamy. Chwilę po 16.30 wyjeżdża Ojciec Święty. Jest bardzo blisko - 3 może 2,5 metra przed nami. Jest z nami. Tak krótka chwila, wszyscy są poruszeni, cieszą się. W sercu zostaje ślad, niezwykłe przeżycie. Każdy chce zachować tę chwilę dla siebie na zawsze. Czy się uda? W razie czego - są zdjęcia!

SIŁA i radość płynące ze spotkań z Ojcem Świętym wszystkim nam dużo dały. Ofiarowaliśmy Ojcu Świętemu i pielgrzymom naszą służbę, samych siebie. To największy dar, jaki możemy dać innym ludziom.

hm. Maciej Szafrański
komendant Białej Służby
Gdańskiej Chorągwi ZHP



 Generuje GazEla