Czuwaj

8-9/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Poczuć przez chwilę tę siłę...

BUDZĘ się rano. Świeci słońce, już teraz jest bardzo gorące. Zapowiada się przepiękny, czerwcowy dzień. A ja? Ja jestem szalenie zdenerwowana, pełna oczekiwania na to, co jeszcze dzisiaj ma się zdarzyć...

WSZYSCY siedzimy już w autokarach. Czyściutkie mundury i uśmiechy na twarzach. Właśnie dowiedziałam się, że jestem odpowiedzialna za sektor. Pojawiają się pytania i wątpliwości: jacy będą ludzie, czy harcerze z różnych środowisk zgrają się ze sobą? Podróż strasznie mi się dłuży. Wreszcie docieramy do celu. Podział na sektory - już widzę, z kim przyjdzie mi pracować. Najpierw ogarnia mnie strach, bo to prawie sami chłopcy, w dodatku więksi ode mnie. Lecz w chwilę później już wiem, że nie chcę innego sektora i innych ludzi...

SŁOŃCE stoi w zenicie, sektor zapełniony po brzegi. Zostały tylko dwie godziny do przyjazdu papieża. Wszyscy się niecierpliwią, są spoceni i już teraz zmęczeni, a przecież przed nami jeszcze połowa dnia. Żar leje się z nieba, a nam ktoś bez przerwy powtarza, żeby oszczędzać wodę, bo się skończy. Tylko jak oszczędzać, gdy prosi cię o nią zmęczona mała dziewczynka czy sympatyczna starsza pani. Wbrew nakazom rozdajemy wodę na prawo i lewo, bez przerwy napełniając butelki w pobliskim domu.

POTEM już tylko jeden wielki szał, jedzie Jan Paweł II. Wszyscy osłupiali patrzymy, jak przejeżdża zaledwie kilka metrów od nas. Wpatrujemy się w niego, nie potrafimy oderwać wzroku...

NASTĘPNE godziny to już czysta harówka, nie nadążamy z roznoszeniem wody. Jesteśmy coraz bardziej zmęczeni, czujemy, jak mundury się do nas przyklejają, lecz nadal biegamy, ile sił w nogach. I gdy już mamy wszystkiego dość, gdy nie możemy oddychać przez nieustannie unoszący się kurz, wszystko się kończy. Powoli zaczyna zapadać zmrok, wracamy do swoich drużyn, lecz najpierw żegnamy się, obiecując, że się jeszcze zobaczymy. Mam łzy w oczach, gdy harcerze z mojego sektora rozchodzą się do swoich drużyn. Nie mogę uwierzyć, że było tak cudownie...

A dziś, w kilka dni po tym wydarzeniu, wiem, że były to wspaniałe dla mnie chwile. Chcę jechać dalej z Ojcem Świętym, bez różnicy, gdzie będzie, bo wiem, że to dzięki Niemu ludzie zaczynają inaczej się zachowywać. Są jak zaczarowani przez Jego dobroć i miłość do wszystkich. Nadal czuję potrzebę niesienia pomocy... Teraz nie potrafię oglądać transmisji w telewizji, bo nogi same wyrywają się, aby jechać tam, gdzie jest On. Chcę znowu poczuć tę cudowną atmosferę, jaka panuje, gdy Ojciec Święty odprawia mszę. Chcę znowu Go zobaczyć, choćby miał być maleńką kropeczką na horyzoncie. Poczuć przez chwilę tę siłę, jaką ma w sobie, usłyszeć Jego głos...

TERAZ już wiem, że Biała Służba to nie tylko spotkanie z Wielką Osobą, to przede wszystkim pomoc ludziom, nawet najmniejsza pomoc, jak choćby podanie kubka zimnej wody. Biała Służba to takie nasze prywatne sprawdzenie się przed samym sobą i przed Tym najwyższym...

Agnieszka Hubar
Hufiec ZHP Białystok



 Generuje GazEla