Czuwaj

8-9/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Potęga czy sen o potędze

NAJWYŻSZY czas na stworzenie stałej, ogólnozwiązkowej bazy danych o środowiskach naszego Związku.

BYWA, że myślimy: może nie wszystkie nasze drużyny są genialne, nie wszyscy instruktorzy zasługują na to miano, nie wszystko, co robimy, jest zgodne z metodyką - ale za to ile nas jest!

TAK się zdarzyło, że w swojej karierze harcerskiej tylko bardzo krótko byłem zuchem. I niewiele z tego pamiętam. Przede wszystkim to, że zdobyłem na kolonii w Pleniewie sprawność "wopisty". No i oczywiście pamiętam wiele zuchowych zabaw, proponowanych przez nasze druhny. Jedna z nich (rzecz jasna zabaw, nie druhen!) polegała na dołączaniu do kręgu i przyśpiewywaniu: "Mało nas, mało nas do pieczenia chleba, jeszcze nam, jeszcze nam ... (tu stosowne parametry kolejnego zucha) trzeba". Po jakimś czasie, gdy zuchów w kręgu przybywało, przyśpiewka zaczynała się znacznie bardziej optymistycznie: "Dużo nas, dużo nas do pieczenia chleba...". Ale dlaczego piszę o tym? Nie przeprowadzam tu przecież mikrokursu pląsów przedszkolno-zuchowych. Otóż ta przyśpiewka nasuwa mi się - zupełnie bezwiednie - zawsze, gdy słyszę o spisie harcerskim, liczebności naszego Związku, rozmiarach akcji letniej... Mało nas? Czy też dużo nas? Jak to jest naprawdę?

WARTO zwrócić uwagę, że problem jest co najmniej dwupłaszczyznowy. Jedna sprawa - to ile jest naprawdę, nas - harcerzy. Druga kwestia - to czy ta znana już liczba to dużo, w sam raz, czy też mało... Dziś chciałbym się skupić przede wszystkim nad pierwszym problemem, czyli ile naprawdę jest nas - członków Związku Harcerstwa Polskiego.

Z kilku powodów uważam to za sprawę podstawową. Po pierwsze przez ostatnie dziesięć lat działania Związku (przedtem zresztą też, ale inaczej) argument "wielkościowy" należy do najczęściej podnoszonych przy różnych próbach określenia tożsamości naszej organizacji. Określamy się jako "nie tylko największe stowarzyszenie harcerskie, ale i wielokroć większe od wszystkich innych", "drugie co do wielkości stowarzyszenie skautowe w Europie", porównujemy naszą wielkość do innych stowarzyszeń "młodzieżowych" w Polsce, stwierdzając przy tym naszą wyjątkowość. Nie bez pewnej racji twierdzimy, że z naszej wielkości wynika wiele rzeczy pozytywnych, choćby zasięg działania wychowawczego, różnorodność proponowanych form pracy, możliwości organizacyjno-logistyczne przy wyzwaniach, które niesie rzeczywistość (np. powódź...). Ta wielkość organizacji okazuje się też - mimo werbalnych deklaracji, że nie ilość, a jakość - podstawowym wyznacznikiem w stosunkach z innymi organizacjami harcerskimi. Bywa, że myślimy (oczywiście oficjalnie nie przyznając się do tego): "Może nie wszystkie nasze drużyny są genialne, nie wszyscy instruktorzy zasługują na to miano, nie wszystko, co robimy, jest zgodne z metodyką, ale za to ile nas jest!".

BEZDYSKUSYJNIE jesteśmy najwięksi. Ale równie bezdyskusyjnie liczba członków naszej organizacji systematycznie spada. Pamiętam, kilka lat temu, naczelnik hm. Ryszard Pacławski na odprawie komendantów chorągwi pół żartem, pół serio twierdził, że nie życzy sobie być naczelnikiem Związku mniej niż półmilionowego... Nic nie "pomogło". Związek zmniejszył się najpierw poniżej zaklętej liczby 500, potem 400 tysięcy... Skąd ten spadek? Czy stajemy się mniej atrakcyjni, czy to efekt - jak nas czasem przekonują członkowie zespołu analiz GK ZHP - zmian demograficznych (mniej dzieci, mniej młodzieży), czy po prostu źle, nieskutecznie pracujemy, czy - jak twierdzą niektórzy - staliśmy się przeżytkiem i powoli odchodzimy do lamusa historii... A może to - jak twierdzą nam nieżyczliwi - po prostu efekt trwającego od 10 lat "urealniania" spisu harcerskiego, który w latach osiemdziesiątych był - ich zdaniem - wielokroć zawyżony?

NO więc jak jest naprawdę z tym spisem? Zgodnie ze "spiskową teorią spisu" spis harcerski wygląda tak - drużynowy uczciwie wypełnia arkusz i odnosi do hufca. W hufcu do arkuszy dopisuje się nowych harcerzy i oczywiście nowe fikcyjne drużyny. Potem w chorągwi znowu dodaje się "nowe twarze". Dalej w GK... itd. I tak z niewielkiej liczby członków Związku robi się nagle dużo... W jakim stopniu ta teoria jest prawdziwa? Z moich doświadczeń harcerskiego "urzędnika" wynika, że w bardzo niewielkim. Z różnych zresztą powodów. Po pierwsze są trudności techniczne - jakoś trudno wyobrazić mi sobie rzesze hufcowych pracowicie przepisujących arkusze spisowe celem dopisania do drużyn po kilku harcerzy. Zaś dopisywanie całych arkuszy - no fajnie, ale skąd wziąć drużynowych tych fikcyjnych drużyn? ... Po drugie - spiskowa teoria automatycznie zakłada, że generalnie nasi funkcyjni to oszuści, wykorzystujący naiwność drużynowych. To bardzo ponura, ale na szczęście nieprawdopodobna wizja. Choćby dlatego, że funkcyjnych (w hufcu) wybierają właśnie ci drużynowi. Po trzecie - po co to właściwie robić? Przecież z tego, że hufiec jest większy, nic już dziś realnie nie wynika! Dawniej - mogło to dać na przykład dodatkowy etat, albo talon na samochód, albo premię... Ale dziś? Po co, dla chwały? Dla źle pojętego honoru hufca (u nas nie spadło!)? Ze wstydu (że u nas tak zmalało...)? Dla jednego delegata więcej w wyborach na zjazd chorągwi??? No fajnie, ale przecież za każdego "dopisanego" harcerza trzeba zapłacić składki!

Z moich obserwacji wynika, że w interesie zarówno drużyny, jak i hufca, nie leży obecnie raczej zawyżanie, lecz "ukrywanie" części harcerzy. Bo a nuż ci z jesiennego naboru "wykruszą się", a składki przekazać trzeba... Bo wiadomo, że na zlot hufca (chorągwi) wszyscy nie przyjdą, a dobrze jest "stawić się w wysokim procencie zorganizowania". Bo jak w przyszłym roku nas z jakichś powodów ubędzie, to lepiej teraz wykazać ostrożnie mniejszy wzrost, by potem nie było spadku... Gdzieniegdzie zrodził się nawet obyczaj - sprzeczny notabene z obecnym statutem - że jako członków Związku wykazuje się dopiero harcerzy po Przyrzeczeniu...

INNYM problemem jest fakt niewykazywania części jednostek naszego Związku w spisie... Nie świadczy to dobrze o naszej organizacji, ale część instruktorów wcale ankiety spisowej nie wypełnia... Albo przysyła tak późno, że podsumowane wyniki już dawno powędrowały "wyżej". Albo do niektórych ankiety w ogóle nie docierają.

NIE wierzycie? Przez czas (8 lat) pełnienia funkcji komendanta chorągwi udało mi się "odkryć" u siebie co najmniej kilka dobrze działających środowisk harcerskich, o których w macierzystym hufcu dawno zapomniano, albo w ogóle o nich nie wiedziano. Wcale nie dlatego, że działały w opozycji. Były to głównie środowiska wiejskie, znakomicie współpracujące z macierzystą szkołą, które podobno "nic od hufca nie potrzebowały", więc nie widziały potrzeby kontaktów. W hufcu zmieniły się władze i brak kontaktu uznały za zanik działalności... Jak odkrywaliśmy takie środowiska? Na przykład poszukując miejsca na zimowisko i odkrywając gazetkę harcerską w szkole, gdzie podobno była tzw. biała plama... Potem od słowa do słowa... Albo pojawiał się ktoś w chorągwi zgłosić obóz czy akcję nieobozową. Ktoś, kto nie figurował od kilku lat w spisie instruktorów i dopiero na miejscu dowiadywał się, że trzeba może zapłacić składki, odbyć kurs komendantów... Albo na kursie instruktorskim dla nauczycieli pojawiła się starsza druhna, która już od kilku lat prowadziła nieznaną nikomu wiejską drużynę, prenumerowała "Zuchowe Wieści", ale doszła właśnie do wniosku, że przydałoby jej się doszkolenie z metodyki...

JA wiem, że wszystkie te przykłady nie najlepiej świadczą o różnych rzeczach w naszym Związku, na przykład o tzw. stopniu utożsamiania się instruktorów z organizacją. Albo o niespełnianiu podstawowych funkcji przez niektóre hufce. Ale są to fakty. Nie wierzę, że typowe tylko dla naszej chorągwi...

WIĘC jeśli gdzieniegdzie ktoś usiłuje spis zawyżać, to istnieją również poważne podejrzenia, że spis w wielu miejscach może być zaniżany. Jak się mają te dwie cyfry do siebie? Trudno powiedzieć, wydaje mi się, że mojej chorągwi od kilku lat "straty z zaniżania" są co najmniej równe "zyskom z zawyżania" spisu.

JAKI z tego morał? Wydaje się, że najwyższy czas na stworzenie stałej, ogólnozwiązkowej bazy danych o środowiskach naszego Związku. Bazy pozwalającej na operowanie danymi na każdym szczeblu, nie tylko GK ZHP. Bazy zawierającej minimalną ilość danych podstawowych, ale pełnej (dzisiejszy spis nie uwzględnia np. - uwaga - adresu działania drużyny - jest tylko adres drużynowego, ale to zupełnie nie to samo!!!). Bazę taką aktualizowano by co najmniej raz do roku (zamiast dotychczasowego spisu), ale "w szanujących się" hufcach - po prostu na bieżąco - przy okazji każdego istotnego rozkazu, powołującego nowe i rozwiązującego stare jednostki, czy zmieniającego drużynowych, przyznającego im stopnie...

TO niełatwe zadanie... na pewno. Są ważniejsze - oczywiście. Ale nie wierzę, byśmy mogli bez tego - nawet w przybliżeniu - wiedzieć, ile naprawdę liczy Związek Harcerstwa Polskiego.

hm. Jarosław Balon



 Generuje GazEla