Czuwaj

8-9/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

SAN 99

BYŁO to chyba jakieś późne popołudnie w dusznej stolicy, ponad dwa lata temu, kiedy w redakcji "Czuwaj" zgodziłam się po długich namowach zabrać swoją drużynkę do Pragi na Zlot Skautów Europy Środkowej i Wschodniej "Fenix". Nie przypuszczałam, że nawiązując w ten sposób do tradycji Zlotów Skautów Słowiańskich zapoczątkowanej przez czeską organizację skautową zlotem w 1931 r. w Pradze i kontynuowanej w Spale w 1935 r., tak bardzo zaangażuję się w podobne przedsięwzięcie dwa lata później w Polsce.

TRADYCJA organizowania zlotów odrodziła się po wojnie, jak mityczny ptak Feniks z popiołów, z inicjatywy czeskiego Związku Skautowego "Junak". Pomysłodawczynią i duszą zorganizowanego w roku 1997 na obrzeżach pięknej czeskiej Pragi "Fenixa" była Michala "Kača" Rocmanova, która mimo wielu przeciwności przekonała kogo trzeba, że warto takie spotkanie przeprowadzić. Następnym zlotem był ubiegłoroczny "Eurocor" przygotowany w Żarnowicy na Słowacji przez Związek Skautów Słowackich. Jednak już w Pradze druh naczelnik Pacławski zaprosił wszystkich chętnych do Polski w 1999 r. Od tej pory w gronie entuzjastów zlotu zastanawiano się, jak zaprezentować naszym bliższym i dalszym sąsiadom unikatowy w tej części Europy dorobek ZHP.

Zlot, jakiego jeszcze nie było

ZARÓWNO "Fenix", jak i "Eurocor" z pewnością na trwałe zapisały się w pamięci nie tylko uczestników z krajów regionu Europy Środkowej i Wschodniej, ale także tych, którzy zlot organizowali korzystając ze wsparcia bratnich organizacji skautowych. Zarówno Czesi, jak i Słowacy robili to przecież po latach na tak wielką skalę po raz pierwszy.

ZHP ma bardzo bogatą tradycję i doświadczenie w organizowaniu dużych przedsięwzięć programowych (Spała, Zegrze, PZHS-y, "Arsenał" i inne doskonałe rajdy ogólnopolskie itp). A jednak tak naprawdę, co zauważył na jednym ze spotkań phm. Radomir Korsak - komendant SAN-u, miał to być nasz pierwszy zlot międzynarodowy. Jak więc tych skautów rozgryźć, jak przygotować imprezę, jakiej jeszcze nie było?!?

Specjalności czy archeologia

O powodzeniu zlotu decyduje wiele czynników, jednak jednym z ważniejszych powinien być dobry i ciekawy program. Myśląc o tym postanowiliśmy z jednej strony zaprezentować nasze tradycje, zwrócić uwagę na słowiańskie zwyczaje, z drugiej zaś - pokazać to, co dla skautów może być odkrywcze, nowe i bardzo atrakcyjne - czyli różnorodne zajęcia specjalnościowe. Zespół programowy pod kierunkiem hm. Rafała Bednarczyka miał więc trudne zadanie, aby pogodzić oba trendy, układając program zlotu w spójną, atrakcyjną i barwną całość. Wyobraźcie sobie miny naszych czerwono-beretowych specjalistów, kiedy w dyskusjach pojawiła się kwestia mistycznej obrzędowości, znaczenia ognia dla funkcjonowania domowego ogniska, potrzeby poznania starodawnych czynności domowych, aby lepiej zrozumieć ludowe korzenie. Nie było łatwo, ale może także dzięki temu, że każdy z nas - przedstawicieli środowisk przygotowujących SAN - reprezentował inne zainteresowania i odmienne harcerskie trendy, udało się stworzyć program w takiej formie, w jakiej zaistniał na zlocie.

Cztery żywioły

(albo magiczna cyfra "4")

KIEDY ustaliliśmy podstawowe założenia, należało "ubrać" zlot w fabułę. I tu bardzo pomógł nam zaprzyjaźniony spec od etnografii i archeologii (zresztą także czerwony beret, z Łodzi), który - uwzględniając różnorodność propozycji - z natchnioną miną przedstawił koncepcję słowiańskiej obrzędowości z uwzględnieniem doskonałej, jak się okazało, propozycji podziału zajęć na cztery żywioły - ziemię, wodę, ogień i powietrze. Właściwie od tego momentu zaczęło się dalsze logiczne planowanie.

CZTERY żywioły, więc i cztery biwaki, zatem czterech komendantów i... mnóstwo roboty. Na szczęście, choć czasu nie było wiele, dalej pałeczkę podchwyciły zaprzyjaźnione środowiska Klubu Pikującego Orła z całej Polski oraz Harcerskiej Grupy Ratowniczej z Wrocławia, które zaczęły wypełniać ramy zlotu treścią. Każdemu zależało na tym, aby przedstawić jak najciekawsze propozycje, a po zatwierdzeniu zrealizować je jak najlepiej, w możliwie najpełniejszym zakresie.

I tak oto w skrócie powstała znaczna część naszej programowej oferty.

Czyżby jednak specjalności?

GROMADZĄC drużyny programowe komendanci biwaków kierowali się głównie umiejętnościami instruktorów i harcerzy w wybranych dziedzinach działalności programowej. Tak więc:

  • Przygotowywana przez wrocławską HGR (phm. Jacek Sęp Starzyński) "Woda" zaproponowała nam między innymi zajęcia z płetwonurkowania prowadzone przez wrocławską "MOANĘ", pływanie na kajakach, sprawnościowe przeprawy przez rzekę w trudnych warunkach, wodny surwiwal czy spanie na drzewie.
  • W "Powietrzu" - prowadzonym przez kielecki Szczep Drużyn Pikującego Orła (pwd. Ola Polesek) - królowało łucznictwo sportowe, "latanie" w rozmaitych formach, ulubiony paintball, czy "Łowy na lisa", których przygotowaniem zajęła się fachowa ekipa "łącznościowców".
  • Lęborska "7" w biwaku "Ogień" (pwd. Hanna Okrój) hołubiła wszelkie formy wykorzystania drogocennego ciepła w naszym życiu, jak biesiada przy zbudowanym specjalnie na tę okazję piecu chlebowym nad brzegiem rzeki, przebojowe banany z ognia, surwiwalowa wyprawa po ogień, strzelectwo (Harcerski Klub Strzelecki hm. Darka Kwapisza z Kielc), integracyjne tańce krzesańce itp.
  • Aż wreszcie "Ziemia" - kierowana przez KPO z Gniezna (pwd. Klaudiusz Sytek) - prowadziła zajęcia związane z naturą, ekologią, ziemnym surwiwalem oraz wspinaczkę, specjalnościowe tory przeszkód, pracę na wykopaliskach i wiele innych zajęć i warsztatów.

PO rozwinięciu tych propozycji okazało się, że mamy bardzo barwne i urozmaicone zajęcia specjalnościowe. Przyznać jednak trzeba, że powstał też pomysł "hike'ów", czyli wędrówek przez bieszczadzkie stanice harcerskie (wszyscy zapamiętają Wołosate, gdzie gospodarzył Szczep 8 KDH "Czarna Ósemka" z Kielc z hm. Piotrem Prokopem na czele), a także zajęć teatralnych i artystycznych. Znalazło się też miejsce na narodowe ekspozycje w Muzeum Skautowym i oczywiście elementy służby na rzecz środowiska lokalnego - uprzątanie miejscowego cmentarza czy praca w ogródku jordanowskim. Bardzo ciekawa okazała się prowadzona przez czeskiego Junaka herbaciarnia, która

Z powodzeniem spełniała funkcję integrującej oazy dobrego nastroju i cudownych zapachów herbaty i innych "specyjałów" ze wszystkich stron świata.

"Uroczysko"

POCZĄTKOWO miało to być centralne miejsce zlotu, gdzie każdy uczestnik, wychodząc z promieniście usytuowanych biwaków, mógłby w dowolnym momencie przyjść i wziąć udział w zajęciach artystycznych, które nie mieściły się w konwencji specjalności. Rzeczywistość pozwoliła nam jednak na wykorzystanie przepięknego skansenu - Muzeum Budownictwa Ludowego na wolnym powietrzu w Sanoku. Tam według osobnego schematu i pomysłu odbywały się zajęcia o nieco innym charakterze, nawiązujące do pomysłu Festynu Archeologicznego w osadzie w Biskupinie, czyli poznawanie historii, tradycji i obyczajów naszych przodków w otoczeniu, w jakim żyli. Do współpracy udało nam się zaprosić też kilkoro twórców ludowych, którzy z radością pokazywali zapomniane już techniki artystyczne:

  • przy kuźni dostrzec można było pomocnice kowala, przygotowujące wraz z harcerzami i skautami ozdoby z drutu miedzianego i nie związane z kowalstwem kwieciste makatki,
  • dalej - układanie kompozycji z kwiatów i zbóż, a w czasie Jarmarku także malowanie pisanek woskiem czy robienie bawełnianych frywolitek - prowadzone przez twórców ludowych,
  • przy chacie kołodzieja tkactwo na bardku i warsztat neolityczny - prowadzony przez naszych przyjaciół z Muzeum Archeologicznego w Warszawie,
  • nieopodal wycinanki ludowe, obrazki słowiańskie i malowanie farbkami na szkle,
  • nauka alfabetu Morse'a podczas układania kolorowych koralików czy tworzenia ozdób z makaronu,
  • zabawa ze sznurkiem i muliną, kolorową bibułą i glinką także cieszyła się ogromnym zainteresowaniem,
  • największym jednak przebojem okazały się zajęcia, na których zaprzyjaźniona instruktorka z Muzeum Archologicznego uczyła tworzyć paciorki z modeliny. Polecam gorąco!!!

TAK więc słowiańskie warsztaty w skansenowym "Uroczysku", stanowiąc osobny blok programowy, dawały możliwość zaczerpnięcia kilku nowych pomysłów na to, co zrobić, gdy "w czasie deszczu dzieci się nudzą". Trzeba też przyznać, że zajęcia artystyczne integrowały niepokornych, a także, co ciekawe, intrygowały nawet tych nieprzejednanych...

SŁUŻBY Zlot nie mógłby odbyć się sprawnie i bezkolizyjnie, gdyby nie prężnie działające służby. W przeciwieństwie do ekip programowych, drużyny zajmujące się technicznym i organizacyjnym zapleczem zlotu nie znały się wcześniej. Być może dlatego udało się wprowadzić w życie schemat organizacyjny, który dzięki sprawnemu zarządzaniu sztabem przez hm. Przemka Ślęzaka doskonale sprawdził się w działaniu.

POLEGAŁ on na wydzieleniu osobnych pionów:

  • programowego podlegającego bezpośrednio komendantowi do spraw programowych,
  • logistycznego (tu ukłony w stronę Romka Kasprowicza i jego ludzi), czyli kwatermistrzostwa, zaopatrzenia i finansów,
  • specjalnej komórki "Emergency" (Sztabu Kryzysowego pod dowództwem hm. Zbyszka Geisslera), której podlegały służby ratowniczo-interwencyjne.

ROZWIĄZAŁO to wiele potencjalnych trudności i jest z pewnością godne polecenia na przyszłość. Dzielnie wspierały nas w tym ekipy medyczne z Sanoka (phm. Sławek Mańko), Harcerski Klub Łączności "Pająk" z Otwocka (dh. phm. Tomek Lubas), HSP pod czujnym okiem phm. Jarka Koniecznego, w której składzie oprócz drużyn KPO ze Szczecina i Lęborka znaleźli się także przedstawiciele czeskiego Junaka, "Watra" z Zabrza, no i oczywiście nieoceniony CORT Łosice, który w miarę możliwości natychmiast dostarczał brakujących materiałów zarówno programowych, jak i wszystkich innych. Nie byłoby też zlotu bez zgranej Drużyny Sztabowej, którą została wybrana przez Komendę Chorągwi Małopolskiej 9 RŚDH z Rzeszowa (phm. Janusz Majkut). Myślę, że warto podkreślić, iż kadrę zlotu stanowili społeczni instruktorzy, których profesjonalne podejście, zapał i entuzjazm godne są serdecznych podziękowań.

* * *

PODCZAS zlotu wykorzystaliśmy nasze zagraniczne doświadczenia, nie wyłączając ostatniego Jamboree w Chile i mamy nadzieję, że SAN '99 jako ostatni w tym tysiącleciu zlot Skautów Europy Środkowej i Wschodniej śmiało może posłużyć za przykład udanej i sprawnie przeprowadzonej imprezy, gdzie mimo różnorodności zainteresowań i potrzeb każdy mógł odnaleźć to, co interesowało go najbardziej. Nie wspominam tu o międzynarodowych przyjaźniach i forum do spotkania na przykład z seniorami naszych organizacji, bo zlot jako taki i tę funkcję spełniać powinien z założenia. Duże też znaczenie miał fakt, że SAN był zlotem stosunkowo kameralnym, pełnym ciepła i swojskiego klimatu. Słychać to było w czesko-polsko-słowacko-rosyjsko-ukraińskich rozmowach prowadzonych "Pod lipą" lub choćby w wydawanej na zlocie w czterech językach gazecie "Czuwaj na SANie" (hm. Adam Czetwertyński i hm. Halina "Misia" Jankowska). Nie przeszkodziło to jednak dociekliwym dziennikarzom w zaprezentowaniu Zlotu we wszelkich możliwych mediach nie tylko Małopolski, ale i całego kraju.

MOIM zdaniem ZHP, przygotowując się do GNIEZNA 2000, z pewnością może być dumny, że mimo różnych opinii, wciąż jeszcze można się czegoś od nas nauczyć, i że polskie doświadczenia i tradycje zarówno te najstarsze, jak i te całkiem współczesne, mogą posłużyć za międzynarodowy pomost przyjaźni, porozumienia i współpracy, po którym jak po tęczy (oby!) wkroczymy w rok 2000.

phm. Aleksandra Filińska
komendantka Centralnego Zespołu
Programowego "Uroczysko"
Zlotu SAN '99



 Generuje GazEla