Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
 Okładka

Od Redaktora

PĘKLIŚMY, pękliśmy w szwach... Upychaliśmy w tym numerze artykuły kolanami jak się dało i nie przyniosło to żadnych widocznych efektów. Ciągle pozostawało dużo tekstów, które koniecznie (naszym zdaniem) powinny być wydrukowane, a miejsca na nie nie było. Poprosiliśmy więc hm. Wiesława Maślankę - zastępcę naczelnika ZHP, dbającego o nasze związkowe finanse, by pozwolił nam powiększyć "Czuwaj" o osiem stron. Druh Wiesiek wyraził zgodę i macie przed sobą numer tak samo obszerny, jak we wrześniu, choć nie jest on już tym razem (i dobrze) dwumiesięcznikiem. Gdybyśmy mieli większą liczbę prenumeratorów, a więc większy dopływ gotówki, moglibyśmy powiększyć objętość naszej gazety, ale za miesiąc prawdopodobnie będziemy musieli wrócić do 28 stron.

CO prawda od czasu do czasu słyszę: - Zrezygnujcie z kolorowej okładki, zamiast niej róbcie grubsze "Czuwaj". Po co wam w środku kolor, pismo w czerni też może być atrakcyjne, a kolor w środku też kosztuje.

MOŻNA i tak. Lecz nie chciałbym wrócić do czasopisma siermiężnego, do tego, od czego odeszliśmy kilka lat temu. To tak, jakby dziś wrócić do biało-czarnych filmów, zdjęć lub takiejż telewizji. Wszystko można, ale cofać harcerskiej prasy o wiele lat nie uchodzi.

MUSIMY znaleźć nowe możliwości wzbogacania "Czuwaj", tak w formie, jak i w treści. W tym numerze nieśmiało zmodyfikowaliśmy czcionkę tytułów. Może jest ona nieco ładniejsza? Może tamta wam, tak jak nam, już się opatrzyła? Powoli będziemy się starali zmieniać całą szatę graficzną gazety, aby i z tej strony (nie tylko treści) nasze "Czuwaj" było coraz bardziej atrakcyjne.

PADŁO ostatnio w pewnym gronie instruktorskim pytanie, czy "Czuwaj" nie za bardzo krytycznie ocenia pracę naszej organizacji, czy nie za dużo w gazecie naśladowców "Wężyka". Przejrzałem pod tym kątem kilka ostatnich numerów pisma. Także ten, który trzymacie w ręku. Nie, nie wydaje mi się, byśmy nieobiektywnie pokazywali ZHP. Być może powstała taka opinia o "Czuwaj", gdyż lepiej się zapamiętuje żarty i zgryźliwości niż prezentację autentycznych sukcesów różnych środowisk harcerskich. Na szczęcie dla tych, którym za wiele było ostrych "Wężyków", zmieniłem, jak widzicie, formę moich felietonów. Dzięki temu mogę spokojnie pisać też o interesujących pozytywnych zjawiskach, które na co dzień obserwuję.

KOŃCZĄC moją dzisiejszą z wami rozmowę, chciałbym przypomnieć, że tylko wtedy redaktor naczelny jest szczęśliwy, gdy musi kolanem upychać materiały w gazecie, a nie martwić się, jak zapełnić kolejne strony. Dlatego zmuszajcie mnie do ciężkiej pracy i piszcie do "Czuwaj"!

Adam Czetwertyński



 Generuje GazEla