Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Harcerskie wspomnienia

PRZYSZŁO mi do głowy, żeby napisać, jak to kiedyś, w mojej bardzo odległej młodości organizowanie drużyn rozpoczynało się od zastępów. Nie było wówczas pracy tylko drużynami, z pominięciem zastępów, a tak teraz bardzo często bywa. Sięgnę więc pamięcią do mojego pierwszego zastępu, do którego byłam przyjęta w drugiej klasie prywatnego Gimnazjum Żeńskiego im. Marii Konopnickiej w Przemyślu w IV Żeńskiej Drużynie Harcerskiej im. Ireny Bentszówny - bohaterki walk o Przemyśl.

ZE słowem "harcerstwo" zetknęłam się już jako mała dziewczynka, ponieważ moi rodzice uczyli w wiejskiej szkole pod Przemyślem i tam wielokrotnie zatrzymywały się różne grupy harcerskie i instruktorskie w swoich wędrówkach pieszych w poszukiwaniu noclegów. Ponieważ ojciec był kierownikiem szkoły, a szkoła była piętrowa, istniały możliwości zakwaterowania. Rodzice zakupili kilkanaście sienników, które zostały wypchane słomą. Wycieczkowicze zanosili je na noc do klas na piętrze i w ten sposób mieli przygotowane noclegi. Rano, przed przyjściem dzieci do szkoły, klasy musiały być uprzątnięte. Niezależnie od noclegów rodzice częstowali przybyszów kolacją i śniadaniem, bo dom był gościnny i stosunkowo zamożny.

JA jako ciekawska nie omieszkałam wypytać się, kim oni są, tak że miałam rozeznanie, co to znaczy harcerstwo, a rodzice dodatkowo uzupełniali te wiadomości. Bardzo często nasi goście rozpalali ogniska, w których uczestniczyli wszyscy domownicy i młodzież wiejska. Była zawsze ciekawa gawęda i bardzo dużo piosenek, w dodatku ojciec grał pięknie na skrzypcach i prowadził ze starszą młodzieżą wiejską chór czterogłosowy.

WRACAM jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy do zastępów. W drugiej klasie zauważyłam, że pewna grupa moich koleżanek zastaje po lekcjach w szkole i zbiera się w pomieszczeniu wydzielonym przez dyrekcję szkoły, czyli po prostu w izbie harcerskiej. Dowiedziałam się też, że zastępową jest uczennica klasy czwartej dh. Ziuta Kłyż. Poprosiłam ją, aby i mnie przyjęła, bo ja też chcę być harcerką.

NA pierwszej mojej zbiórce Ziuta zapaliła świeczkę na znak, że przybył ktoś nowy. Wkrótce została ona moją serdeczną przyjaciółką, z którą przyjaźń trwa do dziś.

NASZ zastęp składał się z dziesięciu dziewczynek, bardzo z sobą zaprzyjaźnionych na zasadzie: "Jedna za wszystkie, wszystkie za jedną". Było to w roku 1925/1926.

ZIUTA miała ogromny autorytet i w stosunku do nas bardzo wysokie wymagania.

WSZELKIE potknięcia z naszej strony były konsekwentnie notowane i rozliczane w książce zastępu, którą prowadziła:
• Nie wolno nam było spóźniać się do szkoły.
• W szkole musiałyśmy zachowywać się, jak na uczennice przystało.
• Ziuta sprawdzała przygotowanie do lekcji, bo ocena niedostateczna - nawet pojedyncza - wpływała na ocenę zastępu. Jeżeli kiedykolwiek zdarzyła się ocena niedostateczna, dostawało się urlop w pracy zastępu aż do momentu poprawy oceny. Najczęściej sama zastępowa i wszystkie zdolniejsze dziewczęta pracowały, aby nieszczęsna ofiara mogła wrócić jak najszybciej do pracy.

DRUHNA zastępowa sprawdzała nie tylko czystość zeszytów i książek, ale i staranność pisma, czystość stroju szkolnego, obuwia itp. Wszelkie nieobecności w szkole czy na zbiórkach musiały być usprawiedliwiane przez rodziców lub opiekę domową. W pracy z zastępami pomagała również przyboczna Roma Kwiatek. (Rozstrzelana została przez Niemców w pierwszym dniu ich wejścia do Żołyni koło Łańcuta, gdyż ubrana w mundur harcerski stojąc na baczność zaśpiewała "Jeszcze Polska nie zginęła").

OBYDWIE, zarówno Roma, jak i Ziuta, bardzo dbały o wygląd harcerskiego munduru. (Dzisiaj wygląd munduru harcerek pozostawia bardzo dużo do życzenia, zwłaszcza jeśli chodzi o jego długość). Wyrobiły w nas taką postawę, że same chciałyśmy być coraz lepsze. Wpajały poczucie obowiązku i patriotyzmu. Zastęp musiał dbać nie tylko o indywidualny wygląd, ale i o wygląd klasy, w której się uczył - klasa bez śmieci i przewietrzona, porządek pod ławkami, czysta tablica.

ZBIÓRKI zastępu odbywały się zarówno w izbie, jak i w okolicach miasta. W czasie ćwiczeń terenowych, zgodnie z metodyką harcerską, ćwiczyłyśmy spostrzegawczość, ocenę odległości, umiejętność rozeznania w terenie, jego ukształtowania, umiejętności rozszyfrowywania map i posługiwania się kompasem. Uczyłyśmy się alfabetu Morse'a i posługiwania się nim w terenie, w dzień za pomocą ruchów ręki, chorągiewki lub różnej długości patyczków, wieczorem za pomocą punktów świetlnych - latarek. Każda z nas musiała nauczyć się pakować paczki do wysyłki, przyszywać guziki, zatrzaski. W torebeczkach nosiłyśmy ze sobą nici, igłę, agrafki, nożyczki, scyzoryk, klej i przybory do pisania - to, co może być potrzebne zarówno druhnom, jak i bliźnim. Oprócz tego musiałyśmy mieć zeszyt lub notes, w którym zapisywało się różne nakazy druhen i teksty piosenek, które trzeba było bezbłędnie opanować pamięciowo.

PRAWDOMÓWNOŚĆ była wysoko oceniana. Przyłapanie na kilkakrotnym kłamstwie lub obłudzie absolutnie wykluczało z harcerstwa.

ODESZŁO się od tych spraw teraz i dlatego życie obok nas nie może wyglądać inaczej, jak się dzisiaj obserwuje. Druhny tłumaczyły nam, że każda harcerka czy harcerz ma obowiązek spełnienia przynajmniej jednego uczynku dziennie, z czego nas dokładnie rozliczano.

DRUHNY pokazywały nam na krzyżu harcerskim mnóstwo drobnych punkcików. To były właśnie te dobre uczynki, które harcerze powinni wypełniać. Prawo Harcerskie musiałyśmy umieć na pamięć i każdy punkt odpowiednio zinterpretować. Tłumaczyły nam również znaną powszechnie zasadę: "Kto raz harcerzem, harcerzem na zawsze".

ZBIÓRKI drużyny odbywały się raz na miesiąc i to była duża uroczystość, na którą często przychodziła druhna hufcowa. Hufcową w tym okresie była hm. Stefania Kostrzewska, późniejsza Krotochwilowa - córka burmistrza miasta Przemyśla. Pan burmistrz założył Koło Przyjaciół Harcerstwa, którego był przewodniczącym. Dom państwa Kostrzewskich był zawsze pełen harcerek i harcerzy, bo najczęściej wszyscy przyjezdni znajdowali tam oparcie (wyżywienie i nocleg).

W roku 1928 pan Kostrzewski zorganizował w Przemyślu zlot drużyn z Chorągwi Lwowskiej i Krakowskiej. Była to olbrzymia impreza, która wymagała dużych nakładów pieniężnych, bo trzeba było znaleźć nie tylko pomieszczenia dla przyjezdnych, ale i zapewnić wyżywienie, czego podjęły się na prośbę prezydenta jednostki wojskowe.

OPRÓCZ konkursów z zakresu metodyki harcerskiej, organizowano zawody lekkoatletyczne i różnego rodzaju gry sportowe na przemyskich stadionach.

PRZEMYŚL stał się przez tydzień miastem harcerskim, bo przeważały szare i zielone mundury. W niedzielę po mszy świętej w katedrze, udaliśmy się wszyscy na dziedziniec zamkowy. Tam przy kamieniach upamiętniających Konstytucję 3 Maja odbyło się Przyrzeczenie Harcerskie, które odbierał na sztandar swojej drużyny, Pierwszej Lwowskiej DH, hm. Jan Wąsowicz. Wśród wybranych znalazłam się i ja. Jakże ogromnie byłam dumna, jedna jedyna z dziewcząt, a Przyrzeczenie składało bardzo wielu druhów.

W tym samym 1928 roku zostałam skierowana przez druhnę hufcową na kurs drużynowych gromad zuchów. Kurs zorganizowała Główna Kwatera po zlocie w Sromowcach, gdzie mieścił się dworek druhny Oleńki Małkowskiej. Zorganizowano tam również kurs drużynowych młodszych harcerek. Komendantką obozu była hm. Iruska licząca wówczas około sześćdziesięciu lat, która nam - dziewczętom piętnasto-, szesnastoletnim wydawała się staruszką. Ale myśmy ją uwielbiały i szanowały, bo była bardzo dobra i wspaniale gawędziła.

LEKARZEM obozowym była druhna Jadwiga Zienkiewiczówna, były też druhny Jadwiga Zwolakowska, Irena Rybicka (rozstrzelana w 1939 r. z mężem na Pawiaku), hm. Irena Chmieleńska, hm. Urszula Leszczyńska (zamordowana w Oświęcimiu).

KTÓREGOŚ dnia hm. Iruska spostrzegła u mnie krzyż harcerski, więc jej opowiedziałam, jak odbyło się moje Przyrzeczenie. Na to druhna orzekła, że jest ono nieważne, ponieważ składałam je na ręce instruktora. Musiałam więc składać je po raz drugi w otoczeniu samych instruktorek, przy ognisku nad brzegiem Dunajca. Przyrzeczenie odebrała druhna Oleńka Małkowska. To miała być moja i druhen tajemnica.

TAK sobie organizowałam zajęcia za zgodą komendantki obozu, że uczęszczałam na obydwa kursy i po zakończeniu obozu druhna Iruska wpisała mi ukończenie obydwu kursów do książeczki służbowej.

PONIEWAŻ dzieci wiejskie miały bardzo mało atrakcji a dużo pracy, w szkole, w której uczyli moi rodzice, założyłam gromadę zuchową i drużynę harcerską, a rodzice oczywiście byli mi w tym pomocni. Ponieważ Przemyśl od Kosienic był odległy o ponad 18 km, na zbiórki gromady i drużyny musiałam chodzić pieszo - 15 km na skróty. Ale cóż to była za trudność dla młodych nóg. Na te zbiórki przychodziły ze mną Ziuta i Roma oraz druh Ludwik Szopa, późniejszy hufcowy z Przemyśla, a jeszcze później wykładowca Wyższej Szkoły Weterynaryjnej we Wrocławiu. Ludwik, czyli po naszemu "Rekin", był wspaniałym wychowawcą, umiał się świetnie bawić i dzieci go uwielbiały. "Rekin" zajmował się chłopcami, bo to była drużyna koedukacyjna, a Ziuta, Roma i ja prowadziłyśmy zastępy dziewcząt.

TA nasza wiejska drużyna nosiła imię Leopolda Lisa Kuli, a gromada zuchowa nazywała się "Polne kwiatki". W śpiewniku zuchowym druhny Zwolakowskiej jest piosenka mojej gromady "Hej, nie masz ci to nie masz - jak to zuchom w polu".

TĘ wiejską gromadę i drużynę prowadziliśmy od 1926 do 1930 r. Później, gdy wyjechałam do szkoły w Warszawie, obydwie grupy prowadziła moja mama, która ukończyła kurs opiekunów drużyn harcerskich, zorganizowany przez hufiec przemyski.

ORGANIZOWALIŚMY dla dzieci i młodzieży różne imprezy, przedstawienia, zabawy, uczyliśmy tańców ludowych. Jeszcze dzisiaj, gdy odwiedzam Kosienice, spotykam starsze towarzystwo (panie i panów), którzy ze wzruszeniem wspominają dawne czasy "bo dla nas dzieci wiejskich zmuszanych przez rodziców do pasienia krów i prac polowych to była nie lada atrakcja".

hm. Maria Wojciechowska
Przemyśl, luty 1999

W dniu 18 czerwca 1999 r. odeszła na Wieczną Wartę Nestorka przemyskiego harcerstwa

hm. Maria WOJCIECHOWSKA

WIELOLETNIA instruktorka Związku Harcerstwa Polskiego Hufca Przemyskiego, uhonorowana za swą pracę licznymi odznaczeniami harcerskimi i państwowymi.

PEŁNIĄC różne funkcje zawsze służyła pomocą, kształtowała młode charaktery i postawy przyszłych instruktorów harcerskich.

PRZEZ całe życie szczerą wolą oddana Bogu, Ojczyźnie i Harcerstwu.

POZOSTANIE na zawsze w naszych sercach i pamięci!

Czuwaj!

Instruktorzy Harcerskiego Kręgu Seniorów im. Janiny Dryś
Krąg Szarych Szeregów w Przemyślu

Zuchy, harcerze i instruktorzy Hufca Ziemi Przemyskiej ZHP



 Generuje GazEla