Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Historia jak wiele innych

ZAPYTAŁAM swoją bardzo bliską znajomą, jak poradziła sobie z rzuceniem palenia. Jest to historia jak wiele innych.

MODA na palenie dopadła ją w szkole średniej, potem już trudno było nie palić. Najpierw ukradkiem przed rodzicami wypalała kilka papierosów, a później nawet już dwie paczki dziennie było mało. Mijały lata, zmieniały się gatunki papierosów, a w jej towarzystwie przybywało coraz więcej osób niepalących. Lubili ją, więc pozwalali jej palić, kiedy miała na to ochotę. I przyszedł dzień, w którym zauważyła, że ludzie, których lubi, ceni i szanuje - nie palą. To było odkrycie na miarę Nobla, ale ciągle brakowało siły do podjęcia tej ważnej decyzji. Jednak coś się w jej życiu zmieniło, coraz trudniej było jej, z dotychczasową swobodą, zapalać kolejnego papierosa wśród niepalących przyjaciół i coraz mniej smakował papieros wypalany samotnie. Kilkakrotnie podejmowała próby, nim udało jej się rzucić palenie. Jednak przyszedł ten dzień, w którym rozstała się z nałogiem. Pierwszym zaskoczeniem, o którym często dzisiaj wspomina, a dotyczy wymiernego efektu rzucenia palenia, nie było zaoszczędzenie pieniędzy, ale zwiększenia wolnego czasu. To dość dziwne zjawisko, kiedy pojawia się nadmiar wolnego czas w życiu bardzo aktywnej osoby. To jest to, co wspomina mile. Z tamtych dni wywołują w niej niesmak pełne niedopałków śmierdzące popielniczki. To wstrętne wspomnienie wraca, gdy dzisiaj spotyka na swojej drodze palaczy. Po takich spotkaniach mówi - dobrze, że jest coraz więcej ludzi, którzy nie palą, a coraz mniej śmierdzących popielniczek. O Boże! Jak mogłam kiedyś palić...

(G.Z.)



 Generuje GazEla