Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Listy od naszych przyjacióŁ

DROGI Druhu Adamie!

SPORO czasu minęło od mojego ostatniego listu - ale lepiej późno niż wcale. Spieszę donieść, że czytam regularnie "Czuwaj" - ostatnimi czasy bardzo poczytne w moim hufcu pismo. To dlatego, że przybyło nam trochę instruktorów. Przybyło, bo wykształciliśmy ich sobie, ale w  październiku ubędzie, bo prawie wszyscy dostali się na studia... Próbujemy zagospodarować ich w zespole kwatermistrzowskim lub w namiestnictwach - drużyn nie są już w stanie prowadzić. Ja zresztą też już nie - z łezką w oku i dziwnym uciskiem w gardle przekazałem drużynę przybocznemu.

MAM już prawie czterdzieści lat i chory kręgosłup, a to drużyna prawie leśna i pełna życia. Mógłbym ich jeszcze sporo nauczyć, ale fizycznie nie mogę już sprostać siedemnastolatkom. Nie chciałbym, by mnie zapamiętali jako bezradnego, schorowanego człowieka - "wapniaka", który potrafi tylko smęcić, ale zbudować razem z nimi szałas na nocleg czy posłanie - to już nie.

WIELOKROTNIE obserwowałem to na obozach. Drużynowy, który tylko wydawał polecenia, rządził, a nie dzielił ze swoimi ludźmi wysiłku pracy, nie miał specjalnych wyników, przestawał być "swój" i "równy", a pozostawał tylko pełniącym funkcję. Najważniejsze rzeczy nie dzieją się podczas apelu, odprawy, wydawania poleceń, ale właśnie podczas tych najbardziej prozaicznych czynności - podczas budowania obozu, a potem w trakcie jego trwania. Każdy z takich drużynowych niesamowicie by się zdziwił, ile można się dowiedzieć o swoich ludziach choćby podczas obierania ziemniaków na obiad...

W każdym razie nie odchodzę całkowicie. Nadal będę pracował w KSI i Poczcie Harcerskiej. I nadal będę wspierał Gminny Związek Drużyn w Zdunach. Jak by nie było - to przecież moje dzieło.

TO nasze dzisiejsze harcerstwo nie do końca mi się podoba. Za dużo w nim wyrachowania, kalkulacji, martwienia się o finanse i karierę, a za mało prawdziwego, bezinteresownego zaangażowania w służbę, braterstwo, przyjaźń. Dla zbyt wielu ludzi (zastępowych, przybocznych, drużynowych, funkcyjnych hufców) zaczyna się liczyć zwycięstwo, a nie to, w jaki sposób się je osiąga. Szafowanie słowem, a potem dowolna jego interpretacja - oczywiście taka, która przynosi korzyść: byle tylko utrzymać swoją pozycję, byle nie dopuścić do podejmowania decyzji, które nie odpowiadają komuś tylko ze względów czysto prywatnych. Harcerstwo traktuje się bardzo często jako przyczynek do kariery w mieście, gminie, powiecie, ale nie w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jestem za sukcesem i karierą, nawet sam wpisuję tego typu zadania w próby instruktorskie. Harcerz powinien piąć się wzwyż, tylko chciałbym, by odbywało się to przyzwoicie, honorowo i uczciwie. Kiedy jednak dzieje się inaczej - cóż można zrobić? Zerwać współpracę? Wycofać swoje poparcie?

JAK druh widzi, u mnie niewiele się zmieniło (wyjąwszy ból kręgosłupa i te lata, które przeleciały nie wiadomo kiedy). Ale lasy po staremu u nas piękne, tylko o dwadzieścia lat wyższe. Dwadzieścia lat nieprzerwanej służby instruktorskiej. Dwadzieścia lat to kawał czasu i jakoś nikt prócz mnie samego tego nie zauważył. Nie żebym się czegoś dopominał, ale jakoś mi dziwnie. Tyle lat, obozów, drużyn, tylu ludzi...

hm. Wiesław Grobelny
Krotoszyn

SZANOWNY Druhu Redaktorze Naczelny!

JA bardzo krótko w ramach tzw. nożyc, co się miały odezwać po wężyku czerwcowo-lipcowym. Co to się porobiło w tym "Czuwaj" ostatnio! Sam super lubiany przez mnie redaktor Czetwertyński jął w "Wężykiem" z imienia i nazwiska piętnować stałych współpracowników redakcji za niedostarczenie na czas obiecanego artykułu... wytykając przy okazji niezgodność takiego postępowania z Prawem Harcerskim! W ogóle tego pojąć nie mogę. Po pierwsze nie wiem, czemuś Adamie nie zaczął wytykania ode mnie, a przecież w tej dziedzinie grzeszę co niemiara (zamieszczony w tym numerze tekst też napisałem i wysłałem dopiero po Twojej interwencji nagranej na automatycznej sekretarce). Widać Adamie lubisz mnie nawet bardziej niż ja Ciebie! Ale z tego wynika, że mojego serdecznego przyjaciela (wcale rzecz jasna nie pozbawionego wad), któremuś wytknął ową nieobowiązkowość, lubisz jakby mniej... Ja rozumiem, że chciałeś go (i parę innych osób przy okazji) trochę "wychować". Ale... innych negatywnych bohaterów "Wężyka" (np. tych od popijawy na obozie) wcale z nazwiska nie wskazywałeś... Tu nie tylko punkt piąty (o którym samokrytycznie piszesz), ale i czwarty (ten z braterstwem) nisko się kłania...

hm. Jarosław Balon
Kuklik górski

OD redaktora: Wszyscy grzeszymy co niemiara - masz rację. Chcę tu jednoznacznie stwierdzić, że twojego przyjaciela nadal lubię. Ale w odróżnieniu od ciebie twój przyjaciel przed kilkoma miesiącami rozpłynął się w niebycie. A szkoda, bo pióro ma znakomite.

ROZTOMIŁY Adamie

I już jesień stoi za mgłą. Góry jeszcze zielone, ale to już nie ta zieleń, a buki na czubkach zaczynają czerwienieć. W moim ogrodzie rozkwitły wszystkie astry.

MINĘŁO lato, dla naszego hufca udane, szczególnie NAL. Dawno już nie było takich dobrych i licznych zastępów z ciekawymi zadaniami. Była też dochodząca stanica, organizowana wspólnie z miejscową biblioteką. Miał nasz Jarek (krakowski profesorek) rację, że to urok naszych poczynań. Była olimpiada osiedlowa, i festyn, i ognisko, i uśmiechnięte patrole (czyt. pomocna dłoń).

W nagrodę wszyscy zastępowi z przyjaciółmi pojechali na lody do Szczawnicy. Pytasz Adasiu, czy w Szczawnicy lody lepiej smakują? Też pytanie! Naturalnie!

ROZPOCZĘŁA się nauka. I nowe problemy, i nowe zmartwienia. Bo do gimnazjum uczeń (a więc harcerz) jest dowożony na przykład na 12.00, a odwożony około 18.00. Więc kiedy zbiórka? I gdzie? Ani w tej starej szkole, ani w tej nowej.

JA wiem, że to się z czasem wszystko jakoś ułoży, zwłaszcza za rok, za dwa. Teraz wszyscy uczą się w pożyczonych klasach, bo nawet w Mszanie nie ma osobnego budynku dla gimnazjum.

KOŃCZY się XX wiek. W hufcu realizujemy zadanie "Harcerski pokłon ludziom XX wieku". Każda gromada, drużyna wyszuka tych, którzy już nie w pełni aktywnie wejdą w wiek XXI, ale zakładali pierwsze drużyny, uczyli w szkołach, te szkoły budowali, walczyli, ręcznie siali, motyką okopywali, by mieli co jeść. Jednym słowem - zasłużyli na harcerski szacunek.

ZAPROSIMY ich na wspólną herbatkę, zorganizujemy dla nich koncert, z serca dziękując za to, co dla kraju zrobili. Bo są to przeważnie ludzie, o których media milczą, a władze zapomniały.

ŚCISKAM całą redakcję

Wasza babcia Basia

(która w wiek XXI ma nadzieję wkroczyć w pełni sił)

Mszana Dolna, u stóp Lubogoszczy, 13.09.1999



 Generuje GazEla