Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Naprawdę było w czym wybierać

"WĘDROWNICZA watra" - coś wydawałoby się nowego, a jakże starego i sprawdzonego. Polana pomiędzy górskimi szczytami, na niej rozbite namioty, latryny z prawdziwego zdarzenia (a nie cywilizowane Toi Toi) i pół tysiąca harcerzy, żądnych, jak zawsze na każdej imprezie, wiedzy i, przede wszystkim, zabawy oraz spotkań z przyjaciółmi. Czy oczekiwania przybyłych na "Watrę" uczestników zostały spełnione? Sądzę, że tak.

NA początek było coś dla ducha i tężyzny fizycznej - wędrówka po pięknych bieszczadzkich szlakach. Następnie, co prawda tylko jeden dzień programowy - ale jakże bogaty.

Zajęcia, dyskusje, sejmiki

DLA tegorocznych maturzystów zajęcia przygotowali akademicy, którzy przedstawili tajniki pracy kręgów i cel ich istnienia. Sądzę, że niektórych zachęci to do kontynuowania harcerskiej drogi w mieście, gdzie podjęli studia i pozwoli im na ciągły kontakt z harcerskim środowiskiem. Harcerze kontynuujący naukę lub pracę w swoim miejscu zamieszkania mogli natomiast dowiedzieć się, jak założyć drużynę harcerską, jak doskonalić swoje instruktorskie umiejętności, czy nawet dowiedzieć się, jak działają drużyny specjalnościowe i zobaczyć choć namiastkę ich umiejętności.

PO dwóch blokach różnorodnych zajęć udaliśmy się na sejmiki starszoharcerskie, podczas których poruszano niełatwe, lecz bardzo ciekawe kwestie. Udało mi się uczestniczyć w dyskusji na temat regulaminów ZHP i  szacunku do naszego munduru, tradycji i obrzędów - oczywiście bardzo się cieszę, że taki temat znalazł swoje miejsce na tej imprezie. Na wstępie wszyscy zebrani harcerze starsi zgodnie uznali, że świadomie łamią obowiązujące nas regulaminy, a w szczególności mundurowy. Jak się okazało, teza ta była bardzo dobrym wyjściem do trwającej kilka godzin dyskusji, która zakończyła się zapisaniem kilku skierowanych do GK ZHP postulatów. Pozwolę sobie zacytować niektóre z nich:
• Możliwość noszenia w zimie do munduru długich spodni przez druhny.
• Możliwość noszenia do munduru spodni moro jednolitych dla całej drużyny.
• Powrót do starego kroju mundurów (tych bez karczków).
• Przesyłanie przez GK ZHP projektów zmian regulaminów do chorągwi lub hufców w celu możliwości naniesienia ewentualnych naszych uwag.
• Niewprowadzanie bez specjalnego powodu zbyt częstych zmian (jak to się teraz dzieje) do regulaminu musztry i ceremoniału harcerskiego (nasze wojsko potrafi żyć z jednym).
• Oraz, dla mnie osobiście, rzecz najważniejsza, aby komendanci hufców byli odpowiedzialni za wygląd swoich instruktorów, a co za tym idzie - drużyn, abyśmy wyglądali schludnie i regulaminowo, aby komendanci mogli wyciągać konsekwencje z tego tytułu oraz żeby wyciągano je w stosunku nich, żeby to oni byli odpowiedzialni za to, jak ich harcerze reprezentują Związek na licznych imprezach - bo któż jak nie oni mogą najlepiej wpłynąć na swoich instruktorów, którzy mają świecić przykładem młodym harcerzom.

WNIOSKÓW oczywiście było wiele, ale nie o to chodzi, aby je wszystkie wypisywać. Jednak cieszy, że harcerzom ich wygląd i tradycje nie są obojętne. Szkoda jednak, że sejmik był ograniczony ramami czasowymi, nie byliśmy więc w stanie poruszyć wszystkich nurtujących nas kwestii. Po burzliwej wymianie zdań i opinii czekała na nas wszystkich

chwila wytchnienia - koncert.

ATMOSFERĘ, jaka panowała podczas tego przedsięwzięcia, można śmiało nazwać gorącą. Bo jak inaczej określić bawiących się w krótkich rękawkach harcerzy przy temperaturze bliskiej zera stopni Celsjusza. Znane piosenki pozwoliły na świetną zabawę, pomimo awarii sprzętu nagłaśniającego, który, jak się okazało, nie był niezbędny, aby się dobrze i nieprzerwanie bawić. Dalsza część zlotu to mające na celu wzbudzenie refleksji

ogniobranie

TYM razem do polany, na której zaplanowano punkt kulminacyjny, doprowadzały nas "stacje", pokazujące sposoby wykorzystywania ognia na przestrzeni lat, począwszy od obrządków pogańskich, przez gotowanie jadła, aż do naszych harcerskich ognisk. Następnie przy programie muzyczno-poetyckim, bo tak to można chyba nazwać, na polanie rozpalaliśmy watry, do zapalenia ostatniej został zaproszony druh Naczelnik, który przekazał zebranym kilka ciepłych słów i zaprosił na Zlot GNIEZNO 2000. Całość przedstawienia zakończyły latające nad naszymi głowami kolorowe race. I tu, jak zawsze przy takich przedsięwzięciach, które odbiera się bardzo indywidualnie, odezwały się głosy zarówno podziwu, jak i krytyki. Co do jednego większość była zgodna - trochę za mało było ognia. Może tę wskazówkę wykorzysta ktoś podczas organizacji następnych imprez.

NO, a na zakończenie tego pełnego wrażeń dnia wszyscy chętni spotkali się przy ognisku na wspólnym śpiewaniu do rana (i tu chyba należą się gratulacje organizatorom za zaufanie do uczestników zlotu, które objawiło się nieegzekwowaniem ciszy nocnej).

Reasumując:

"WĘDROWNICZĄ watrę" należy chyba uznać za udaną. Co prawda zawsze można się do czegoś doczepić, ale czy jest sens, jeżeli uczestnicy wyjechali zadowoleni, pełni nowych pomysłów, zapału do pracy, z plecakiem wspomnień i  nowych przyjaźni.

wędr. Iwona Jakimowicz "Pigwa"
Hufiec Wrocław Stare Miasto



 Generuje GazEla