Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Prześcignąć siebie

Nasza pierwsza kolonia zuchowa

PION zuchowy Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie istnieje od niedawna, bo od października 1998 roku. Zdążył już jednak wypłynąć na szerokie wody. Nasze zuchy uczestniczyły w IV Festiwalu Piosenki Harcerskiej, odbyła się również wielka wyprawa do Wojdat, a wszystkie gromady wspólnie obchodziły 1 czerwca Dzień Zucha.

KAŻDA gromada przez cały rok realizowała cykle zabawowe, zdobywała gwiazdki i sprawności. W pracy dobrym kompasem dla drużynowych i ich podopiecznych było Prawo Zucha. Kadra zuchowa z dużą niecierpliwością, z pewnością jeszcze większą niż zuchy, oczekiwała wielkiego wydarzenia - kolonii zuchowej. Zabierając się do przygotowań pamiętaliśmy pewną myśl R. Baden-Powella: "Pragnę, aby moja kolonia była dla wszystkich zuchów najradośniejszym wydarzeniem w życiu".

STAŁO się. Tak musiało być. Pierwsza samodzielna kolonia zuchowa odbyła się w tym samym czasie i miejscu, co i Jubileuszowy Zlot 10-lecia ZHPnL "Odrodzenie", czyli w dniach 18 - 26 sierpnia 1999 r. w rejonie trockim, w miejscowości Daugierdziszki. Komendantką kolonii była doświadczona zuchmistrzyni dh. Janina Dokudowicz. Poszczególne gromady prowadziły Justyna Błaszkiewicz, Agata Korwiel, Aneta Palkiewicz i Małgorzata Stefanowicz. W zuchowej przygodzie uczestniczyło 6 gromad zuchowych naszego Związku. Fabułą całej kolonii były "Krasnoludki", jednak każda gromada realizowała swój własny program.

Lepsi od starszego brata

KOLONIA, jak również zlot, rozpoczęła się wielkim wspólnym apelem. Zuchy pierwszy raz uczestniczyły w takim wydarzeniu, toteż z niezmierną ciekawością przyglądały się harcerzom i harcerkom. Szczególnie ich uwagę przyciągnął wysoki druh, który ciągle wołał: "Baczność!", "Spocznij!".

WSZYSCY oniemieli z wrażenia, gdy 86 donośnych, czystych i gromkich głosów zaśpiewało pierwsze słowa hymnu zuchowego: "Mundur, chusta, pas zuchowy...". Harcerze z pewną zazdrością przyglądali się małym wiercipiętom, bo zuchy swój hymn zaśpiewały lepiej niż oni!!! Po apelu każda gromada rozpoczęła swoje kolonijne zajęcia.

Kubuś Puchatek z Czerwonym Kapturkiem

"WOJDACKIE Skrzaty", gromada z Wojdat, która istnieje już 4 lata, bawiła się w Krainę Bajek. Krainę wymarzoną i wyśnioną, gdzie każde zło zawsze zostaje ukarane, a dobro wynagrodzone. Każdego dnia zuchy odwiedzały inną bajkę, która uczyła je różnych nowych ciekawych rzeczy. Były w bajce Andersena o dziewczynce z zapałkami, gdzie poznały sposób produkcji zapałek, poszły razem do Czerwonego Kapturka, który pokazał im różne drzewa, rośliny, zioła lecznicze, udały się również do pracowitego Kopciuszka, który nauczył je robić estetyczne i smakowite kanapki oraz zaparzać herbatę. Nie zapomniały też bajki o Ali Babie i o krasnoludkach i sierotce Marysi.

NA kolonii wszyscy byli gościnni. Jeżeli miałeś chęć na "małe co nieco", śmiało mogłeś wyruszyć do Stumilowego Lasu w gościnę do przesympatycznego Kubusia Puchatka i jego wesołych, prawdziwych i wypróbowanych przyjaciół. To gromada "Wesołe Biedronki" na kolonii rezydowała w Stumilowym Lesie. "Biedroneczki" troskliwie opiekowały się ogródkiem Króliczka, szukały zagubionego ogonka Kłapouchego, ratowały Prosiaczka przed powodzią, razem z Puchatkiem i jego przyjaciółmi były na Wielkiej Wyprawie na Biegun Północny, wieczorem zaś zasiadały do wspólnego kręgu Sowy Przemądrzałej. Na zakończenie kolonii zuchenki świętowały urodzinki Kłapouchego i tym razem z pewnością biednemu osiołkowi już nie było smutno, że nikt nie pamiętał o jego urodzinach, bo "Wesołe Biedronki" zrobiły mu wiele prezentów.

Dobro zwycięża zło

LUBISZ potrawy rybne?! No to szczerze radziłabym wybrać się do Podwodnego Królestwa, bo tam mieszkały same rybki i stworzenia morskie. Tak, to "Uśmiechnięte Słoneczka" na czas kolonii przeobraziły się w mieszkańców Podwodnego Królestwa. Można tam było spotkać i piękną Ariel, i jej przyjaciela Sebastiana, a nawet władcę głębin niepoznanych - Króla Neptuna. Już pierwszego dnia wręczył on swoim poddanym zaszyfrowany list, w którym zawiadomił rybki o grożącym niebezpieczeństwie. Odtąd dzielne stworzonka z głębin morskich wykonywały różne zadania, pokonywały trudności, by odszukać złoczyńców napastujących Podwodne Królestwo. Oczywiście dobro zwyciężyło zło, nieprzyjaciel poniósł klęskę i wielkie straty. Neptun w nagrodę za trudy odważnym rybkom urządził wspaniały bal aż do późnej nocy.

Błękitnooki Robin i skośnookie Chinki

RUSZAMY dalej. Indianie są skłóceni, bo opuścił ich szlachetny wódz. Niestety, nie podał swego indiańskiego imienia. Nie ma wodza (były kłopoty z męską kadrą dla chłopców-zuchów), więc władzę w swoje ręce wzięli Cesarz i Cesarzowa ze Starożytnych Chin (kadra sąsiedniej gromady). W doglądaniu "szalonych" Indian pomagał też nasz kochany Długowłosy Robin, który nauczył chłopców budowania szałasów i indiańskiego wigwamu. Gotowali również strawę indiańską, polowali na bizony, uczyli się zasad tropienia, a także śledzili indiańskiego ducha Kiczinę. Na zakończenie "Wesołe Dinozaury" i "Podniebne Latawce", bo to właśnie oni bawili się w Indian, wspólnie ucztowali w wigwamie, zajadając smaczny tort. Chociaż nie indiański!

CHCIELIBYŚCIE zgłębić tajemnicę parzenia najwyborniejszej herbaty, poznać skomplikowane a zarazem harmonijne układy taneczne, pożeglować po Żółtej Rzece, zobaczyć Cesarza lub Cesarzową w lektyce albo uczestniczyć w święcie Smoka? Powinniście więc zajrzeć do "Wesołych Nutek". To właśnie one bawiły się w Starożytne Chiny. Szkoła chińska istniejąca w "naszych" Chinach była dowodem, że się rozwijałyśmy, a zamiast Muru Chińskiego, który rozdziela, budowałyśmy mosty, które łączą.

CHOCIAŻ wszyscy uczestnicy kolonii byli tacy różni, to jednak współpracowało się nam wspaniale. Wspólne posiłki, wieczorne biesiady, radosne tańce i wesołe zabawy... Każdy skakał na skakance, bawił się w ślepą kurę lub koguta, w berka, i każdy mógł wywijać koziołki. Nocą czasem słyszało się krzyki, bo Budda raczył się pokazać w całej swojej okazałości młodym i płochliwym Chinkom. Było miło, wesoło i ciekawie!

pion. Agata Korwiel

AUTORKA jest założycielką i drużynową Wileńskiej Gromady Zuchowej "Wesołe Nutki". Mieszka i uczy się w Wilnie. W tym roku szkolnym zdaje maturę. Obiecuje, że nie przeszkodzi to jej w dalszym prowadzeniu gromady. Jest po prostu zakochana w zuchach. I, jak słyszeliśmy, z wzajemnością.



 Generuje GazEla