Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Składki, czyli rzecz o tożsamości

PRZEZ wiele lat jednym z członków Komisji Stopni Instruktorskich Hufca Nowa Huta był hm. Roman Wolnik, wieloletni komendant jednego z nowohuckich szczepów, znakomity znawca instruktorskiego "rzemiosła", przede wszystkim zaś obozownictwa. Druh Roman, dodajmy - dziś już raczej w seniorackim wieku, był dla nas, wtedy młodych instruktorów, jednym z hufcowych autorytetów. Prowadził kształcenie, był opiekunem licznych prób instruktorskich... Otóż druh Roman zwykł młodym, nieopierzonym kandydatom na instruktorów zadawać przy zamykaniu próby pytanie: "Co jest najważniejszym obowiązkiem instruktora?". Skądinąd sensowne odpowiedzi typu: "prowadzić drużynę", "wychowywać zuchy i harcerzy", "stale rozwijać się", "przestrzegać Prawa Harcerskiego" absolutnie go nie zadowalały. Gdy już kompletnie skołowany kandydat wlepiał w niego otumaniony wzrok - druh Roman stwierdzał z pełnym przekonaniem "Najważniejszym obowiązkiem instruktora jest płacenie składek".

RZECZ jasna, uważaliśmy to wtedy za dziwactwo. Co prawda druh Roman dobrotliwie nam tłumaczył, że jak się na przykład przerwie pracę instruktorską i weźmie urlop, to instruktorem jest się nadal, zaś gdy się przestanie płacić składki, to automatycznie przestaje się być instruktorem po sześciu miesiącach. Ale pomimo to trochę nas to gorszyło. No bo jak, my tu jesteśmy pełni ideałów, my działamy społecznie, nam się chce a innym - nie, a tu starszy pan w mundurze (nie był wtedy taki stary, ale my byliśmy bardzo młodzi!) o takich przyziemnych sprawach, jak pieniądze. Dodajmy, że nie były to wcale duże pieniądze, i niezapłacenie przez kogoś składek wynikało częściej z zaniedbania, niż z braku waluty w portmonetce (na marginesie, niby tyle się zmienia w harcerstwie, a w tej sprawie nic się nie zmieniło...).

DZIŚ widzę, że było w takim postawieniu sprawy wiele racji. Bo zapłacenie składki organizacyjnej, nie tylko zresztą w harcerstwie, ma znacznie szersze znaczenie niż tylko spełnienie biurokratycznego obowiązku czy też zasilenie kasy stowarzyszenia. To przede wszystkim jawne potwierdzenie dalszego utożsamienia się z organizacją. Płacę za kolejny rok składkę - oznacza to, że nadal czuję się członkiem konkretnego stowarzyszenia, potwierdzam wolę dalszego udziału w jego pracy. Dla instruktora to takie małe - zachowując proporcje - potwierdzenie Zobowiązania Instruktorskiego. Jawna deklaracja - czuję się instruktorem, chcę nadal w ZHP działać, w ZHP pracować, ZHP wspierać. Dodam, że świadomie napisałem tu Związek Harcerstwa Polskiego, a nie harcerstwo. Bo zapłacenie składki to też konkretna deklaracja - jestem instruktorem ZHP, to jest właśnie moje stowarzyszenie. Jeśli nie płacę składki, oznacza, że działam sam - prowadzę gdzieś drużynę i reszta mnie nie obchodzi. Natomiast płacąc składkę deklaruję jasno - obchodzi mnie!

(...)

PRZEPRASZAM za przerwę, ale pobiegłem sprawdzić, jak jest z moimi składkami instruktorskimi w ostatnim czasie. Na szczęście nie jest źle, więc mogę spokojnie kontynuować...

J widzę, jak ktoś się śmieje w kułak z tego, co tu piszę. Taki chłop - stary i bywały, a nie wie, że w rzeczywistości składki instruktorskie nie mają nic wspólnego z utożsamieniem się z organizacją. Że tak zwane wykonawstwo składek w wielu hufcach nie przekracza 50%. Że pobierane są za kilka lat zaległych przy okazji zjazdów hufców (bo bez tego nie będzie praw wyborczych) lub akcji letniej. Że część hufców wręcz płaci składki za instruktorów z pieniędzy zdobytych w czasie akcji zarobkowej... Że mało który hufcowy zagląda do książeczki instruktorskiej kandydata na funkcyjnego, ciesząc się, że delikwent w ogóle się zgodził...

OTÓŻ wiem to wszystko. I jest dla mnie jasne, że obecna składka instruktorska absolutnie nie odgrywa opisanej wy-żej roli, czyli deklaracji o utożsamianiu się z organizacją... Powiedzmy szczerze - w ogóle nie odgrywa żadnej roli. Ani nie wzbogaca budżetu organizacji (jest za mała), ani nie weryfikuje członkostwa, ani nie daje poczucia więzi ze stowarzyszeniem... Najprościej byłoby ją zlikwidować... Ale wydaje się, że mam lepszy pomysł. Proponuję... znacząco podnieść wysokość wpłacanej kwoty. Tak by zaczęła być to kwota zauważalna dla portfela instruktorskiego "średniaka". By nie dało się jej zapłacić z pieniędzy hufca. By stanowiła bardziej znaczącą pozycję w budżecie Związku. By przed wpłaceniem każdy instruktor musiał się zastanowić - chcę należeć czy też nie chcę należeć do stowarzyszenia. Byśmy mieli wreszcie szansę na zdobycie informacji, ilu instruktorów (znaczy tych, którzy zapłacili składki!) liczy naprawdę Związek.

NIE, wcale nie zwariowałem! Ani nie jestem agentem innej organizacji, zmierzającym do kasacji naszego Związku. Tylko chciałbym, by u nas było po prostu normalnie. Jak w szanującej się organizacji społecznej. Jak w normalnym związku skautowym. Pomyślmy spokojnie - czym realnie grozi znaczące podniesienie składek instruktorskich? Że ktoś odejdzie, bo "za drogo", bo ma jeszcze płacić za to że "poświęca się dla harcerstwa"? Nie obraźcie się, ale trudno. Powiedzmy brutalnie - bez instruktorów, którzy robią harcerstwu łaskę, że są wśród nas - jakoś sobie poradzimy. Niech po prostu odejdą ci, którym mniej lub w ogóle na ZHP nie zależy. Zostaną tacy, którzy naprawdę utożsamiają się z organizacją.

ALE co z rzeczywistymi obszarami biedy, z tymi, co bardzo chcą, ale nie mają pieniędzy... Wiem, są tacy. Ale przecież nie od dziś każdy hufcowy ma prawo zwolnić instruktora w trudnej życiowej sytuacji z płacenia za dany rok składki. Można z tego prawa korzystać. Ponadto naprawdę nie musimy płacić składek raz do roku, można co dwa, trzy miesiące... A to przychodzi znacznie łatwiej. Powiedzmy szczerze, że prędzej czy później, jeśli chcemy być normalnym stowarzyszeniem, musimy osiągnąć taki stan, by składki członkowskie pokrywały choć minimum niezbędnych wydatków organizacji.

ROZGLĄDNIJMY się po okolicy, nie jesteśmy sami. Wokół nas niejedna organizacja zbiera składki... Ile one wynoszą - z reguły znacznie więcej niż w ZHP! Przykładowo PTG (Polskie Towarzystwo Geograficzne) ściąga ze mnie co roku co najmniej 50-60 zł. A dodajmy, że przynależność do PTG jest raczej honorowa i zwykły członek (jak ja) żadnych realnych korzyści z tego stowarzyszenia nie ma. Składki w partiach politycznych wahają się pomiędzy kilkudziesięcioma a stu kilkudziesięcioma złotymi rocznie. Koło Przewodników Tatrzańskich prócz stałej, stosunkowo niskiej składki, pobiera 5 zł od każdej przepracowanej przez przewodnika dniówki jako tzw. fundusz przewodnicki. Z kolei w Domowym Kościele (inaczej Oaza Rodzin) wpłaca się rocznie równowartość jednej przepracowanej przez siebie dniówki (netto)... Znane mi ze szkół krakowskich wysokości wpłat na tzw. komitet rodzicielski wahają się od 60 nawet do 200 zł rocznie. Jak się to ma do składek instruktorskich, o harcerskich już nie mówiąc?!

ZATEM może nie o podniesieniu składek należałoby tu mówić, lecz o ich urealnieniu. Do jakiej kwoty? Proponuję, by składki instruktorskie wynosiły minimum 5-6 zł miesięcznie.

A gdyby to była wyższa kwota, może w ramach składki każdy instruktor otrzymywałby do domu co miesiąc harcerskie pismo "Czuwaj"? Miło pomarzyć, druhu Redaktorze Naczelny...

hm. Jarosław Balon
Kuklik górski

BO zapłacenie składki organizacyjnej, nie tylko zresztą w harcerstwie, ma znacznie szersze znaczenie niż tylko spełnienie biurokratycznego obowiązku czy też zasilenie kasy stowarzyszenia. To przede wszystkim jawne potwierdzenie dalszego utożsamienia się z organizacją.

POWIEDZMY szczerze - dziś składka instruktorska nie odgrywa w ZHP żadnej roli. Ani nie wzbogaca budżetu organizacji, ani nie weryfikuje członkostwa, ani nie daje poczucia więzi ze stowarzyszeniem.

PRĘDZEJ czy później musimy osiągnąć taki stan, by składki członkowskie pokrywały choć minimum niezbędnych wydatków organizacji.



 Generuje GazEla