Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Szkoła Leśnych Ludzi

DAWNO, dawno temu (kroniki podają, że w roku 1996), za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami (w górzystej krainie zwanej Bieszczadami) starszyzna plemienia harcerskiego zwołała swych poddanych, by uczynić z nich światłych drużynowych. Proces oświecania zwany Letnią Akcją Szkoleniową trwał czternaście dni i czternaście nocy, by zakończyć się triumfalnym zwycięstwem wiedzy nad niewiedzą. Poddani zostali wyposażeni w dwa woreczki, które zabrali w rodzinne strony. Pierwszy - zaadresowany do komendy hufca - po brzegi wypełniony był pomysłami, które warto wykorzystać w pracy z drużyną. Drugi woreczek trafił do skarbców wszystkich komend chorągwi, a zawiera w sobie nasiona - zarodki talentu drużynowego. Dzięki nim możemy corocznie w chorągwianych bazach we własnym zakresie organizować Letnią Akcję Szkoleniową.

W Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej po raz kolejny druhna komendantka hm. Lucyna Andrysiak nakazała wysiew nasion w duszach przyszłych drużynowych. Obowiązki siewcy odpowiedzialnego za LAS '99 objął hm. Ryszard Ulatowski. I tu rozpoczyna się bajka o Szkole Leśnych Ludzi...

Czas akcji

CHORĄGWIANI meteorolodzy i astrolodzy uznali, że najdogodniejsze warunki wysiewu wystąpią od 4 do 18 sierpnia. Zgodnie z wszelkimi wynikami analiz zasiane w tych dniach ziarenka wydadzą najdorodniejsze plony. Uwierzyliśmy powyższym zapewnieniom i 4 sierpnia zaprosiliśmy kursantów do... no właśnie... gdzie?

Miejsce akcji

- LAS musi odbywać się w lesie - wspólnie orzekli organizatorzy - w miejscu wyjątkowym i magicznym, którego bajkowa nazwa, przyjaźni mieszkańcy, rodzinna atmosfera będą wspierać zabiegi siewców i proces kształcenia.

SZTAB ludzi pracował z mapą dzień i noc, by wybrać odpowiednie miejsce. Potem wysłano stu zwiadowców, którzy przemierzyli ziemię kujawsko-pomorską wszerz i wzdłuż. Po powrocie każdy z nich zameldował: "Nasze wszystkie warunki spełnia tylko jeden ośrodek wypoczynkowy - Krówka Leśna".

ZWIADOWCY się nie pomylili...

Bohaterowie

SZKOŁĘ Leśnych Ludzi tworzyli poddani, którzy przybyli z najróżniejszych zakątków księstwa kujawsko-pomorskiego. Najmłodszy miał 16 lat, a najstarszy 47. I tu zadziałała magia Krówki Leśnej. Otóż każdy nowo przybyły po przekroczeniu granicy baśniowej krainy i po wypowiedzeniu magicznego zaklęcia: "Czuwaj", otrzymywał młodą, przebojową, harcerską duszę. Czarowi ulegli wszyscy: uczniowie, studenci, nauczyciele, a nawet ksiądz... w sumie 47 osób, które zakwalifikowano na wybrany kurs drużynowych lub namiestników. Pytacie, jacy byli? Nieszablonowi, ponadprzeciętni, żywiołowi, pogodni, spragnieni wiedzy, a przede wszystkim wolni... wolni od wszelkich niepotrzebnych kompleksów i zahamowań. Nie wierzycie?! Oto kilka niepodważalnych dowodów: oboźny "nie-Polak" opracował sposób na pływanie kajakiem po dnie jeziora; ks. Wiesiu lepiej czuł się w roli kursanta niż kapelana; Sylwek na zawołanie zmieniał się w najbardziej na świecie zdziwionego żółwia; Piotr sypał bajkami jak z rękawa; Andrzej... a co ma na sumieniu Andrzej, niech pozostanie naszą kursową tajemnicą.

JA wiem jedno... Gdyby Szkoła Leśnych Ludzi na co dzień stanowiła jedną drużynę, byłaby to drużyna numer jeden naszej chorągwi, a może i Związku.

NAJEMNICY, Debeściaki, Dobry Pomyśle... gdziekolwiek teraz jesteście: w Toruniu, Golubiu-Dobrzyniu, Chojnicach, Szubinie czy Włocławku... pamiętajcie, że jesteście absolwentami Szkoły Leśnych Ludzi, a miano to zobowiązuje... Zaatem życzę Wam wszystkim udanego harcerskiego startu. Niebawem pierwszy sprawdzian - giełda programowa...

Wydarzenia

WYDAJNE gospodarowanie czasem to umiejętność dobrego drużynowego i instruktora.

I chociaż niektórzy twierdzą, że program kursu był napięty, to tak naprawdę należałoby powiedzieć: "umiejętnie zagospodarowany". W każdym razie czasu nie traciliśmy.

KAŻDY uczestnik LAS-u wie już, na czym polega harcerska metoda wychowawcza, zna rozwój psychofizyczny dzieci, potrafi twórczo myśleć i planować, orientuje się w sprawach finansowych drużyny itd..., itp...

ALE to nie koniec. Oprócz tego zdzieraliśmy podeszwy na tańcach integracyjnych, bawiliśmy się na świeczkowiskach i ogniskach (na wodzie), dyskutowaliśmy na DKF-ach, odprężaliśmy się podczas antystresów. Dzięki rozmowie z kuratorem Grzegorzem Hinzem mogliśmy pozbyć się dręczących wątpliwości co do reformy szkolnictwa.

PO dniu pełnym wrażeń przychodził czas na wyciszenie i refleksje... pożegnanie w kręgu, iskierka przyjaźni i harcerska msza święta odprawiana przez phm. ks. Wiesia. A nad spokojnym snem czuwały aniołki. Bardzo nam ich teraz brakuje.

PEWNEGO dnia Szkołę Leśnych Ludzi ogarnęła panika. Powodem rwetesu było słoneczko, które na kilkanaście minut straciło swój blask na skutek zaćmienia. Przerażeni mieszkańcy Krówki Leśnej łapali się za głowy i krzyczeli, że nadszedł sądny dzień - kara za ich małą aktywność na zajęciach. Gdy obiecali poprawę, słoneczko natychmiast powróciło w swej dawnej krasie.

W końcu nadszedł straszny dzień - sprawdzian wiadomości i umiejętności nabytych na kursie. Na Leśnych Ludzi padł blady strach. Nie pomagało nawet duchowe wsparcie ks. Wieśka. A przecież sprawdzian (czyli bieg patrolowy) nie był wcale trudny... wystarczyło tylko:
- celnie strzelać z wiatrówki,
- bezbłędnie pływać kajakiem na azymut po Zalewie Koronowskim,
- wykazać się spostrzegawczością, szukając w lesie ukrytych karteczek z pytaniami,
- szybko pokonywać leśne, piaszczyste drogi rowerem górskim,
- (i rzecz najważniejsza) wyczerpująco odpowiadać na pytania zadawane na punktach kontrolnych.

I to wszystko należało wykonać, licząc tylko na siebie, gdyż Leśni Ludzie pokonywali trasę biegu indywidualnie (no... może z wyjątkiem niektórych drużynowych, którzy za nic w świecie nie chcieli rozstać się ze swymi przybocznymi). Przekroczenie linii mety z dowodem zaliczenia wszystkich zadań było równoznaczne z otrzymaniem dyplomów, które wręczyła druhna komendantka chorągwi na uroczystym, pożegnalnym świeczkowisku.

I w ten oto sposób kursowa historia zatoczyła koło. Leśni Ludzie wyposażeni w dyplomy i woreczki (a właściwie kubeczki) pełne dobrych pomysłów wrócili do swych hufców. Jestem przekonany, że będą wiedli tam długie i szczęśliwe życie drużynowego (lub ewentualnie namiestnika).

I ja z Leśnymi byłem, bawiłem się, uczyłem,

A com widział i słyszał, w bajce umieściłem.

pwd. Jędrzej Rusiński



 Generuje GazEla