Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Westerplatte

Kiedy się wypełniły dni
i przyszło zginąć latem,
prosto do nieba czwórkami szli
żołnierze z Westerplatte.

K. I. Gałczyński

WZGÓRZE Westerplatte tonie w mroku nocy. Tylko kręta ścieżka prowadząca na szczyt migoce światłami pochodni.

Z mroku wyłaniają się sylwetki harcerek i harcerzy trzymających wysoko zapalone żagwie. Powoli, między szpalerem harcerzy, wchodzą na szczyt goście - przedstawiciele Sejmu, episkopatu, władz samorządowych, wojskowych, harcerskich. Za nimi wypełniają ścieżkę barwne kręgi kwietnych wieńców. Kontrastują z szarością otoczenia, nastrojem skupienia, absolutnej ciszy i oczekiwania.

Godzina 4.45

CISZĘ przerywa ryk syren. Dociera ze wszystkich stron - z morza, lądu i powietrza. Uderza we wzgórza Westerplatte, jakby zapowiedź huku rozrywających się pocisków. Zapalone nagle reflektory oświetlają jaskrawo obelisk stojący na samym szczycie wzgórza - pomnik obrońców Westerplatte.

BYŁO ich 182, dowodził nimi major Henryk Sucharski. Przybyli na to wzgórze - samotną polską placówkę na niewielkim półwyspie u wejścia do portu gdańskiego - ze wszystkich stron Polski, powołani do służby obrony kraju. 1 września 1939 roku zaatakowani z dział pancernika Schleswig-Holstein zaczęli swój bohaterski - dla wielu ostatni - rozdział życia. Atakowani z powietrza, wody i lądu przez lotnictwo, morskie oddziały szturmowe, bataliony SS, torpedowce i inne niemieckie formacje wojskowe - łącznie przez 3500 żołnierzy. Bronili wybrzeża do 7 września. 182 przeciw 3500.

WIEŚĆ o obronie Westerplatte rozchodziła się po całej Polsce walczącej. Polskie Radio przekazywało: "Westerplatte jeszcze się broni!"

7 września na szczycie wzgórza pojawiła się biała flaga. 15 obrońców poległo, 50 było rannych. Odcięci od reszty polskich sił, otoczeni pierścieniem niemieckich wojsk - poddali się.

Minęło 60 lat

NA wzgórzu Westerplatte płoną pochodnie niesione przez polskich harcerzy. Zaproszeni goście przyszli na wzgórze jeszcze przed wrześniowym świtem - tego dnia, o tej godzinie - by uczcić pamięć bohaterów. By powiedzieć wiele słów sławiących ich odwagę, podziękować za poświęcenie, walkę, oddane życie. Wtedy dla Polski miało to ważny wymiar, choć może znikomy w historii wojny.

WIELE mówiono o bohaterstwie. Mówiono, że bohaterstwo polega na przekroczeniu granicy lęku. Czy jednak można określić granicę lęku? Może to miłość do kraju wyzwala taką siłę, znieczula ból, przezwycięża lęk. Pozwala przyjmować śmierć jako konieczność chwili?

TYCH, którzy ponieśli śmierć broniąc skrawka polskiej ziemi, wzywano do apelu. Wzywało ich już trzecie pokolenie młodych Polaków w harcerskich mundurach. Szeregi odpowiadały: "Są wśród nas!"

NA szczycie wzgórza dominowali harcerze. Kręgiem płonących pochodni otoczyli plac wokół pomnika. Wypełniali całą przestrzeń wzgórza. Do nich więc skierowane było wezwanie, by bronili wartości i ideałów. "Zmagania, które was w życiu czekają, to wasze Westerplatte" - mówiono - "Każdy z was podejmuje zadania, które musi wypełnić. Nie może zdezerterować, jak nie mogli zdezerterować obrońcy Westerplatte".

ZE 182 obrońców wzgórza stanęło pod pomnikiem - po 60 latach - tylko trzech. Dwóch z nich przybyło z Białorusi. Wzruszonym głosem prosili: "Żeby kochali Polskę..., żeby byli tacy, jak my w 39 roku..., żeby nie ustępowali... na wypadek".

SŁYSZAŁ tę troskę o Polskę obecny na apelu marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej Maciej Płażyński.

NA szczycie wzgórza Westerplatte zaczął rzednąć mrok. Bardzo nikła jasność zaczęła przebijać się przez chmury. Wypalały się pochodnie.

Pogasły reflektory

OPUSTOSZAŁ plac na szczycie wzgórza. Zeszły warty spod obelisku. Bohaterscy obrońcy honoru Polski i godności człowieka pozostali sami, pochowani u stóp góry wrócili do niebytu. Choć... Pozostała przecież po nich legenda. Stali się symbolem odwagi i waleczności, honoru i miłości do Ojczyzny. Co roku 1 września wzywani do apelu będą przypominać nam, że wolność krzyżami się mierzy. O tym, że "starsi nie mogą zapomnieć, młodzi muszą wiedzieć...". W rzedniejącym mroku schodziliśmy ze wzgórza. W myślach przeżywaliśmy jeszcze tamte wydarzenia - pierwsze godziny okrutnej wojny.

POWOLI robi się jasno, chłód mniej dokucza.

Wstaje nowy dzień

NA polanie rozciągającej się zielono u stóp góry kręcą się harcerze. Jest ich dużo, ponad 600 osób. Rozsypały się kolumny, biegają zaaferowani. Słychać śmiech, wesołe rozmowy. Rozpalają wielkie ognisko i skupiają się przy nim w zwartym kręgu. Harcerze z ZHP i harcerze z ZHR.

Z zapachem ogniska łączy się jakiś inny, smakowity. To obiecana grochówka "wydawana" przez harcerki z potężnego kotła. Wprawdzie okazało się, że to nie grochówka, ale bigos, prawdziwy polski bigos przy ognisku. Grupa harcerek z miseczkami dymiącego bigosu wyglądała tak "apetycznie", że utrwaliłam ją na zdjęciu.

DLA młodzieży harcerskiej rozpoczął się kolejny, już czwarty dzień III Zlotu Westerplatte. Drużyny z hufca Gdańsk Portowa przez trzy dni przygotowywały się do uczestnictwa w apelu poległych obrońców Westerplatte. 100 harcerek i harcerzy wypełniało zadania wędrując szlakiem historii. Oni też przygotowali wspólnie z harcerzami z ZHR program nocnej uroczystości na wzgórzu. Na apel przybyły także hufce: Śródmieście i Wrzeszcz-Oliwa. Z radością obserwowałam młode pokolenie, które swą obecnością na Westerplatte świadczyło o rozumieniu historii, o uczuciowym związku z tymi, którzy także dla nich walczyli i ginęli.

MŁODY sportowiec, który przybiegł na Westerplatte w sztafecie z Rudy Śląskiej, składając meldunek w imieniu swojej grupy, powiedział: "To jest wyraz naszego patriotyzmu, naszej miłości do Polski, naszej czci dla jej obrońców". Mijają lata, mijają epoki. Ponad mijającym czasem trwają tylko te wartości, które decydują o losie człowieka i jego miejscu na ziemi. My to nazywamy patriotyzmem.

hm. Ludomira Ryll



 Generuje GazEla