Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

"Zawiszą Czarnym" na koniec świata (2)

Peru, cz.1

EKWADOR opuściliśmy cztery doby temu. Rankiem podchodzimy do Lobos de Tierra. Z locji wynika, że na wyspie istnieje Kompania Guana, czyli "Przedsiębiorstwo Zbierania Ptasiego Gówna". Interesujące... Kotwiczymy ok. 0,5 Mm (mili morskiej) od brzegu. Wzdłuż prawej burty rozciąga się krajobraz zgoła księżycowy. Żadnej roślinności, niewielkie skalne góry, piach i mnóstwo ptaków. Na brzegu widać zabudowania. Tam lądujemy. Kompania Guana już nie istnieje. Została tylko krótka, pordzewiała keja, kilka opuszczonych budynków wyjętych niczym z westernu i walający się wokół rdzewiejący sprzęt. A wszystko białe od guana głuptaków siedzących co parę metrów. Opanowując po chwili specyficzny zapach (a raczej smród) rozglądamy się dookoła.

Bezludna wyspa...

NA piasku pełno wyrzuconych przez morze muszli i skorup jeżowców, wśród których dostrzegamy z niemałym zdziwieniem kości. Idziemy dalej. Napotykamy na wysychające w słońcu zwłoki lwów morskich, czaszki, kły, żebra, wreszcie pancerze żółwi. To jakieś cmentarzysko zwierząt wodno-lądowych! W połączeniu z kamiennym, bezroślinnym krajobrazem wygląda to niezwykle! Ciekawość popycha nas naprzód. Kilkaset metrów dalej dochodzimy do stada pelikanów. Na "oko" parę tysięcy! Podchodzimy do nich na odległość 2 metrów! Nigdy nie przypuszczałem, że znajdę się w "takich okolicznościach przyrody"!

PO zapadnięciu zmroku oświetlenie statku przyciąga ławicę ryb. Nagle pojawiają się lwy morskie. Leniwe w ciągu dnia, teraz dają popis sprawności. Tuż przy naszej burcie rozpoczynają polowanie, co rusz wypływając na powierzchnię z charakterystycznym sapaniem. Ryby w panice wyskakują z wody i lecą, jakby w ślizgu, unosząc się tylko na końcówce ogona! Ale widok! Prawie cała załoga wisi na burcie przez dwie godziny i ogląda spektakl National Geographic na żywo w odległości dwóch metrów! Imponujące!

TRASA rejsu prowadzi nas do wybrzeży Lobos de Afuera. Podchodzimy rano, z pewną dozą nieśmiałości, bowiem nie bardzo wiadomo, z której strony i jak daleko w głąb zatoki można wejść. Dane kartograficzne uaktualnione zostały ostatnio 30 lat temu, a do tego pozycja wyspy wynikająca z mapy, locji i spisu świateł nie jest taka sama! Różnice sięgają 1 Mm (a mila morska to przecież 1852 metry!). Ot, Ameryka Południowa... Do zatoki wchodzimy więc bardzo, bardzo ostrożnie przede wszystkim na podstawie obserwacji, doświadczenia i... intuicji. Wyspa krajobrazowo bliźniaczo podobna do Lobos de Tierra. Tutaj też funkcjonowała Kompania Guana, z jej zabudowań aktualnie korzystają peruwiańscy rybacy, kotwicząc tu po trudach połowów.

Intruzi w zaginionym świecie

PO klarze jachtu - czas na wędrówkę. I znów cmentarzysko lwów morskich, ale tym razem nigdzie nie ma żadnego martwego żółwia. Zaskakuje nas natomiast coś innego. Część zboczy usłana jest sianem. Ale skąd siano? Tu nie ma roślinności! Podchodzimy bliżej i w lekkim szoku odkrywamy, że to nie siano, tylko... szczątki ptaków i ich piór! Niesamowite! One tu przylatują, aby dokonać żywota. Skąd wiedzą, że już czas pojawić się w tym miejscu?...

PRZECHODZĄC ze wzgórza na wzgórze, co rusz natrafiamy na martwe ptaki. Dziwne uczucie... Palące słońce, wokół kamieniste pagórki usłane gniazdami tysięcy głuptaków, walające się szczątki ssaków i ptaków i my - intruzi w tym zagubionym świecie.

WIECZOREM podnosimy kotwicę, stawiamy żagle i ruszamy w kierunku kontynentu. Dwie doby żeglugi przy sprzyjającym wietrze i kotwiczymy w Salaverry - niewielkim porcie nieopodal Trujillo - największego miasta leżącego w północnej części wybrzeża Pe-ru. Główną atrakcją okolic miasta są ruiny kultur przedinkaskich.

WYNAJMUJEMY autobus i opuszczamy port. Za miastem, na pustynnym terenie stoją niewielkie domki. Część z nich zbudowana jest z gliny, inne, jeszcze mniejsze - tylko ze słomy! Biedny naród. Trudno się dziwić, że większość z 24 mln Peruwiańczyków szuka swojej szansy w stolicy państwa. Lima, według szacunków, zamieszkała jest przez 8 mln ludzi. W większości żyją, niestety, w podobnie fatalnych warunkach...

Archeologiczna wędrówka

Z zadumy nad ich losem wyrywa nas widok ruin. Dowiadujemy się o kulturze Mochica istniejącej od początku naszej ery do VIII stulecia, kiedy jej twórcy zostali podbici przez Chimú. Znajdujemy się więc na terenie przedinkaskiego imperium! Lud Mochica wybudował sześciopoziomową piramidę Huacas de la Luna jako miejsce kultu religijnego i jedenastopoziomową Huacas del Sol, stanowiącą siedzibę władz. Wyrabiali słynną ceramikę, a ściany budowli ozdabiali malowidłami, które przetrwały do dzisiaj. Oglądamy to z dużym i naturalnym zainteresowaniem. Wszak sławni Inkowie czerpali wzory z tej cywilizacji.

Archeologiczną wędrówkę kontynuujemy

W ruinach Chan Chan - największego prekolumbijskiego miasta Peru, zamieszkałego przez lud Chimú. Doprowadził on do upadku cywilizacji Mochica, by potem zostać podbitym przez Inków. Penetrujemy ruiny miasta, które 500 lat temu tętniło życiem. Jak podają źródła, znajdowało się tu 10 tys. budynków! Budowle wznoszone były z adobe (nie wypalanej cegły z dodatkiem słomy) i wykładane złotem.

TEOKRATYCZNĄ władzę sprawował król, którego po śmierci chowano z całą świtą! Wszystkich mordowano i następował kolejny władca, sposobił swój dwór, który po jego śmierci kończył jak poprzedni. Każdy, stawiając swój pałac, rozbudowywał miasto.

DO portu dotarliśmy wieczorem przez potężną bramę strzeżoną przez uzbrojonych po zęby strażników. Salaverry jest niebezpieczne. Nawet w ciągu dnia spacerując w kilka osób można stracić... życie. Kapitan portu ostrzegał nas, że w nocy najprawdopodobniej pojawią się rabusie, bo tutaj to normalne. Nocną wachtę trzeba więc trzymać na oświetlonym pokładzie w trzy osoby. Jesteśmy czujni i ostro obserwujemy, na wszelki wypadek uzbrojeni w noże, siekiery, a oficerowie w rakietnicę. W życiu nie trzymałem wachty z rewolwerem w ręku! Nigdy też wcześniej nie byłem w Peru...

Wojciech Plewnia



 Generuje GazEla