Czuwaj

10/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Źródło wyzwań i motywacji

CZY zadaniem tegorocznej "Watry" było zastąpienie PZHS? Jeśli tak, to dlaczego? Jeśli nie, to o co znów chodzi?!? Zresztą jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze, jak mówią niektórzy. Takie i wiele innych pytań towarzyszyło zgromadzonym w Bieszczadach ciekawskim harcerzom, którzy o "Watrze" dowiedzieli się przypadkiem. Od znajomych i od zaprzyjaźnionych instruktorów "na ważnych stanowiskach" zaczynając, a kończąc na tzw. poczcie pantoflowej, której ogromnej i nieraz już sprawdzonej skuteczności przy przekazywaniu informacji w Związku nikt zdaje się nie doceniać. Co mniej dociekliwi dowiedziawszy się, że PZHS-u w tym roku nie będzie, poprzestali na tym komunikacie i z ulgą odetchnęli, że wreszcie będą mieli wolny koniec sierpnia, a nie znowu jakiś ambitny program i program, zdobywanie plakietek, ciągłe myślenie i ani chwili wytchnienia, a to przecież wakacje. Znalazło się jednak grono harcerzy starszych i instruktorów, którzy tak długo wiercili dziurę w przepastnych brzuchach informacyjnego wora, że wyciągnęli tajną prawie informację o "Wędrowniczej watrze".

NO, że wędrownicza, to jeszcze można zrozumieć, bo od lat na PZHS-ie promujemy przecież ruch wędrowniczy. [Inna sprawa, że wędrownictwo, to wcale nie wędrówki, jak wielu niewtajemniczonych wciąż myśli (przyp. aut.)]. No, ale co z tą "Watrą"?!?

I tu znowu kruczek - ci, którzy przyjechali, skuszeni perspektywą kolejnych tego lata dni w Bieszczadach, mogli dowiedzieć się, że watra wcale nie jest pojęciem tak jednoznacznym, jakby się mogło nam wydawać.

Przejdźmy jednak do rzeczy

TAK dla formalności podam, że Starszoharcerski Zlot "Wędrownicza watra" odbył się w tym roku w terminie 22-26.08.1999 r. na Stebniku - bieszczadzkiej stanicy Hufca Ustrzyki Dolne.

WATRA kojarzy się nam - harcerzom - z wiecznym ogniem, z górami, z bezinteresownym dzieleniem się tym, co w nas dobre i taka też koncepcja przyświecała tegorocznemu zlotowi. Jednak zejdźmy na ziemię i to tak dość dosłownie, bo zaczęło się od górskich wędrówek, które wpisane już od pewnego czasu w tradycję zlotów starszoharcerskich po raz kolejny okazały się czynnikiem integrującym i, mimo wszystko, skłaniającym do refleksji, będącej niejako przygotowaniem do zajęć i warsztatów, które na zlocie odbyć się miały. Tak więc zmęczeni fizycznie, ale pełni umysłowego entuzjazmu harcerze starsi witani przez uśmiechniętą ekipę biura organizacyjnego, w mig załatwiwszy formalności, kierowani byli do jednego z dwóch biwaków. Tak, tak, drodzy moi - teren został przez organizatorów podzielony w taki sposób, że uczestnicy spokojnie zmieścili się na dwóch dość dużych placach. Trudno się dziwić, bo ze względu na złożoność "czynników wyższych", jak to się ładnie zwykło u nas mówić, o których wspominałam już wcześniej, na tegorocznym zlocie harcerzy starszych (lub wędrowników, jak wolą niektórzy) było raptem ponad 500 osób. Z jednej strony zdziwiło nas to ogromnie, gdyż dotychczasowe zbiórki gromadziły ponad tysięczną rzeszę młodych ludzi, ale z drugiej strony zlot zyskał dzięki temu bardziej kameralny charakter. I dobrze, bo najwyraźniej my - z elitarnej grupy harcerzy starszych i instruktorów - nie przepadamy za masówkami. Coś w tym jest.

DAWNO to było i minęły już czasy, kiedy pod koniec sierpnia zjeżdżali się ludzie z całej Polski, aby spotkać się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi i znajomymi, porozmawiać, pośpiewać i nieco powspominać przy kawie w którejś z biwakowych kawiarenek, czynnych jeszcze i pełnych życia długo po ciszy nocnej. Także i uczestnictwo w programie PZHS traktowane było jako dobrowolne. Jesteś dorosły i odpowiedzialny, więc jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć o... - przyjdź tu i tu. Inna sprawa, że wielu z nas o ciekawych propozycjach dowiadywało się dopiero od znajomków po zbiórkach i w ten oto sposób trzy dni programowe upływały na towarzyskich spotkaniach i mało oficjalnych harcach.

NA tegorocznym zlocie, choć dni programowych było niewiele, zdecydowanie

postawiono na jakość.

I tak chyba być powinno, jednak ilość propozycji okazała się mimo wszystko tak duża, że trudno było wybierać wiedząc, że nie będzie szansy, aby udać się na nie następnego dnia. A szkoda. Niektóre zajęcia, jak na przykład te dotyczące kręgów akademickich, komunikacji i więzi międzyludzkich czy wreszcie sejmiki starszoharcerskie poruszające kontrowersyjne i trudne kwestie, na które to dyskusje tak bardzo czekaliśmy, przeznaczone były dla tych zdecydowanie bardziej ambitnych uszu. Było też kilka miejsc, gdzie adepci sztuki instruktorskiej mogli dowiedzieć się na przykład, jak pracować z nowo powstałą drużyną starszoharcerską, jak wykorzystać techniki teatralne w pracy z młodymi ludźmi, albo czy teleturniej "Va Banque" w wersji ŕ la ZHP daje szansę na sprawdzenie harcerskiej wiedzy itp. Nie wspominając o dydaktycznym charakterze przesłania z tegorocznego ogniobrania.

JAKKOLWIEK trudno jest pisać o programie, przyznać muszę, że giełda programowa, w czasie której środowiska uczestniczące w zlocie miały szansę zaprezentować swoje własne warsztaty i zajęcia, okazała się barwnym elementem. Aż szkoda, iż nie można było wziąć udziału we wszystkich zajęciach. Poza innymi zaletami taka prezentacja daje młodym ludziom okazję do poczucia się odpowiedzialnym za część starszoharcerskiego ruchu, stwarza wrażenie, że faktycznie tworzymy go wspólnie. Dlaczego jednak wciąż tak bardzo cierpimy na brak namiestnictw starszoharcerskich w hufcach, na niewydolność referatów w chorągwiach?!? Może warto byłoby skierować zapał i entuzjazm harcerzy starszych w kierunku praktycznej działalności na własnym terenie.

ŻAŁUJĘ tylko, że na "Watrze", odbywającej się niecały rok przed ogromnym wydarzeniem podsumowującym wiele przedsięwzięć ZHP podejmowanych od zlotu w Zegrzu, nie odbyły się w końcu warsztaty dotyczące GNIEZNA 2000.

Z doświadczenia wiem, że dla wielu z nas była to ostatnia okazja, żeby o zlocie dowiedzieć się czegoś więcej, aby wciąż jeszcze móc zgłosić swój udział czy w charakterze uczestnika, czy też kadry, a nie tylko przeczytać potem relację ze zlotu w prasie. Wydaje mi się, że nie jest to tylko w gestii Chorągwi Wielkopolskiej, aby zlot był wydarzeniem na ogólnopolską skalę. W końcu każdy z nas ma, może i niewielki, ale na pewno jakiś wpływ na wizerunek ZHP w społeczeństwie, o czym także na zlocie mówiliśmy. Poza tym jeśli starczyło nam tupetu, żeby przyjechać na "Watrę" i po trudach programowych zmagań usiąść z gitarą i piórem przy ognisku, to dlaczego nie chcemy się angażować w Gniezno? Być może do zlotu jeszcze mnóstwo czasu, bo cały rok, ale biorąc pod uwagę nasze doświadczenia z Zegrza, czy nawet z ostatniego Jamboree w Chile, to wcale nie jest dużo i szkoda byłoby znów obudzić się...

WARTO więc wykorzystać młode kadry, które coraz szybciej dorastają, potrzebują nowych wyzwań i motywacji, a starszoharcerskie zloty źródłem tychże właśnie być powinny. Pytanie więc nie w tym, czy to PZHS, czy "Wędrownicza watra" i też nie w tym, czy to harcerze starsi, czy wędrownicy, ale czy eksperymenty, jakie podejmujemy na polu starszoharcerskim, spełniają swoje zadanie.

phm. Aleksandra Filińska

WĘDROWNICZA WATRA

sł. Anna Poraj
muz. Generał

CO z tego, że nazwa zmieniona,
Co z tego, że trochę nas mało,
I co z tego - i tak będzie świetnie,
Żeby tylko z nieba nie polało.

A nawet jeśli nie, nic nas stąd nie przegoni,
A nawet jeśli nie, nie będzie źle,
A nawet jeśli nie - najlepszy będzie ten zlot -
Obojętnie jak on się zwie.

GDY wieczorem mgła wszystkich spowija,
Gdy nad ranem zimno, że ho, ho.
Dzień kolejny "Wędrowniczej watry" mija.
Było fajnie - jasne przecież to.



 Generuje GazEla