Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Zamiast Wężykiem

10 września 1999

MÓJ komendant hufca od pewnego czasu zajął się spisywaniem historii hufca. Właściwie powinienem napisać "mój były komendant hufca", ale ja i pewnie kilka setek instruktorów z warszawskiej Pragi-Południe, gdy myśli o komendancie, przypomina sobie druha Stefana Romanowskiego. Rządził on nami z żelazną dyscypliną ponad dwadzieścia pięć lat. Hufiec był niegdyś jednym z najlepszych w chorągwi, a może nawet i w Polsce.

MA komendant wiedzę o nas w małym palcu. Jestem jednym z tysięcy jego wychowanków. Gdy po raz pierwszy pojechałem z nim na obóz, miałem trzynaście lat.

POWSTAŁO kilka książek. Najpierw historia hufca, później ruchu zuchowego w hufcu, kolejno komendant napisał książkę o nas - instruktorach. Dał jej podtytuł "część pierwsza". Zbiera materiały do części drugiej. Aktualnie powstaje dwutomowe opracowanie dotyczące akcji letnich hufca. Pierwszy tom już jest po korektach, drugi niedługo będzie łamany.

DLACZEGO o tym piszę w tym miejscu? Powodów jest kilka.

PO pierwsze, że na co dzień jestem uwikłany w wydawanie tych książek. Trochę je podredagowuję, trochę robię korektę, czasami staram się wprowadzić jakąś poprawkę merytoryczną. Muszę przyznać, że mój komendant przyjmuje takie tempo, iż ja ze swoją powolną redakcją i korektą zawsze jestem spóźniony. Teraz sobie myślałem, że po I części "Na tropach harcerskiego lata" będę miał nieco oddechu, a tu część druga goni. Tę pierwszą wydrukujemy na zjazd hufca, a druga ma być gotowa na zjazd chorągwi.

A po drugie mój komendant daje przykład innym środowiskom, ile może w ciągu kilku lat zrobić jeden człowiek, który postanowił podsumować 40 lat naszej harcerskiej działalności. A jest co sumować! Był czas, gdy było nas w hufcu 10 tysięcy, były lata, gdy w akcji letniej brało udział ponad 4 tysiące zuchów i harcerzy. Czytam, poprawiam, wprowadzam przecinki i myślę, że nie wróci już nigdy na terenie naszej dzielnicy takie harcerstwo, jak przed laty.

STARSI (a i młodsi pewnie też) czytelnicy ze zgrozą przeczytali poprzednie zdanie. Jak to, on chce harcerstwa peerelowskiego! Nie, moi mili. Nie o ideologię tu chodzi. Mamy harcerstwo końca 1999 roku i w takim dobrze się czuję. Wtedy po prostu, w państwie opiekuńczym, władzy - i tej administracyjnej, i tej politycznej - zależało na wychowaniu młodzieży. Popatrzmy na rówieśników naszych harcerzy - czy nie są wychowywani gorzej niż przed laty? I czy państwu tak na serio na ich wychowaniu zależy???

13 września 1999

LOS chciał, że do powyższych refleksji mogę dopisać suplement.

ODWIEDZIŁ redakcję komendant jednego z niewielkich terenowych hufców. Hufiec jak hufiec - nie najgorszy. Podstawowy kłopot ma z utrzymaniem własnej bazy. Postanowił więc w ramach akcji zarobkowej przyjąć kilkudziesięcioosobową grupę tzw. biednych dzieci z Warszawy.

- Druhu! - powiedział do mnie ów komendant hufca. - Takich dzieci ja jeszcze w życiu nie widziałem. Język, sposób zachowania, zainteresowania, stosunek do starszych, poszanowanie wspólnego mienia. To był jeden wielki koszmar! Skąd biorą się takie dzieci?

NO właśnie, skąd się biorą. Jeżeli nie ruszymy do zmieniania tych młodych, jeżeli nie będziemy na nich wpływać - szkoła, Kościół, organizacje pozarządowe - będzie jeszcze gorzej.

16 września 1999

NA dziedzińcu Ministerstwa Sprawiedliwości uroczystość odsłonięcia tablicy poświeconej pamięci "Anody". Kilka refleksji i wspomnień o "Anodzie" (jak zwykle znakomita gawęda druhny Basi Wachowicz), składanie kwiatów. Grupa gości oficjalnych z panią minister Hanną Suchocką, rodzina, koledzy - żołnierze Szarych Szeregów, poczty sztandarowe. I tylko mało młodzieży... Było to krótkie spotkanie, w czasie którego można było usłyszeć kilka ważnych słów o walce w czasie II wojny światowej i o tragedii młodych akowców po wojnie, o tym co nas, Polaków, spotkało na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Doskonała lekcja historii i lekcja patriotyzmu. Żal, że w takiej lekcji nie uczestniczą młodzi...

22 września 1999

W książkach druha Romanowskiego, o którym pisałem kilka dni temu, mało jest tekstów o prowadzonym przeze mnie przez długie lata szczepie. A mieliśmy sporo sukcesów, między innymi pod koniec lat siedemdziesiątych zaczęliśmy organizować obozy zagraniczne - najpierw w krajach socjalistycznych, a później, od roku 1981, w krajach zachodnioeuropejskich. Aby napisać kilka stron wspomnień, sięgnąłem do szczepowych kronik z tych lat. Ileż tam ciekawostek!

DZIŚ już nikt nie pamięta, jak wówczas trudno było szczepowi harcerskiemu załatwić oficjalnie wszystkie zgody i formalności! Otrzymanie paszportów dla grupy graniczyło z cudem.

A tego, co przy okazji zatwierdzania naszych obozów wyprawiali czasami druhowie z Głównej Kwatery, Mrożek by nie wymyślił. Może byłoby to śmieszne, gdyby nie fakt, że "przy okazji" starali się wyrządzić nam krzywdę. Dlaczego? Mieli dyrektywy z zewnątrz? Sami wykazywali czujność rewolucyjną i nie chcieli, byśmy kontaktowali się z młodzieżą zachodnioeuropejską? Może będą chcieli kiedyś na ten temat napisać...

DZIŚ, dla przyszłych historyków naszej organizacji, zacytuję pismo, jakie do mnie w maju 1985 roku skierowała GK ZHP:

GŁÓWNA Kwatera ZHP po rozpatrzeniu odwołaniu Druha od wcześniejszej decyzji (była ona negatywna) postanawia:

1. udzielić jednorazowej zgody na wyjazd grupy harcerzy Szczepu 3 WDH na wyjazd do Norwegii (tak w oryginale) na zaproszenie skautów norweskich;

2. nie udzielić zgody na przyjęcie w kraju grupy skautów irlandzkich.

GŁÓWNA Kwatera ZHP w związku z brakiem kontaktów centralnych z wymienionymi organizacjami nie wyraża zgody na czynienie jakichkolwiek uzgodnień co do przyszłej współpracy.

INFORMUJEMY, iż Komenda Chorągwi dysponuje limitami miejsc na wyjazdy do NRD i Czechosłowacji i na podstawie przyjętych przez siebie kryteriów przydziela miejsca. Ponadto BUT "Harctur" organizuje corocznie szereg wyjazdów turystycznych. (...)

CZYŻ nie subtelna jest ta uwaga o limitach miejsc? Bo druhowie - członkowie Głównej Kwatery - doskonale wiedzieli, że my, Szczep 3 Warszawskich Drużyn Harcerskich, możemy sobie zorganizować obóz w dowolnym europejskim kraju socjalistycznym, a także, że nigdy byśmy nie uczestniczyli w pionierskiej kolonii w Czechosłowacji lub NRD. Wiedzieli też, że nie chcieliśmy jechać na wyjazd turystyczny, lecz na obóz skautowy!

DO Norwegii w efekcie pojechaliśmy i, pomimo całego mojego lojalizmu w stosunku do władz naszej organizacji, skautów irlandzkich przyjęliśmy. Po prostu - w 1983 roku byliśmy w Irlandii Północnej i nie mogliśmy odmówić przyjęcia grupy skautów, którzy chcieli przyjechać do Polski.

A jeżeli chodzi o "uzgodnienia co do przyszłej współpracy", to udało się naszym harcerzom w czasie kolejnych akcji letnich być w Danii, Niemczech, Belgii, Francji, Luksemburgu, Anglii, Szwajcarii, Szwecji, we Włoszech, w niektórych z tych państw dwukrotnie; osiem lat później byliśmy po raz kolejny w Norwegii. Od pewnego czasu nasz Związek ma "kontakty centralne z wymienionymi organizacjami". Polska się zmieniła, zmienił się ZHP. Nie zapomnijmy jednak śmiesznych i smutnych wydarzeń z historii naszej organizacji.

24 września 1999

DZIŚ wziąłem udział w podsumowaniu konkursu "Eko-foto". Konkurs wymyślił Andrzej - drużynowy 3 WDH. Jest on organizowany dla uczniów szkół średnich naszej dzielnicy Warszawa Praga- Południe. Nagrody funduje Urząd Dzielnicy.

W ubiegłym roku w konkursie wzięło udział 24 uczestników, w tym roku 44 z dziewięciu szkół - jury oceniało 250 prac. Zainspirowało Andrzeja, a później całą drużynę, coroczne sprzątanie świata. Bo czy wystarczy posprzątać świat? A może warto piękno (lub brud) świata utrwalić na zdjęciu?

DLACZEGO konkurs ten wart jest odnotowania w moich notatkach?

MOŻE dlatego, że po raz kolejny okazało się, iż władze samorządowe i administracyjne zawsze są w stanie poprzeć harcerskie sensowne propozycje kierowane do uczniów nie zorganizowanych? (Impreza odbyła się w Dzielnicowym Centrum Promocji Kultury).

MOŻE dlatego, że w dziewięciu szkołach ponadpodstawowych jednej warszawskiej dzielnicy kilkudziesięciu uczniów (i znacznie większa grupa ich kolegów) miała możliwość zobaczyć, że ZHP zrobił coś dla nich, że jest to (oczywiście w skromnym wymiarze) organizacja poważna.

MOŻE dlatego, że wystawa prezentująca najlepsze fotogramy będzie eksponowana w sali posiedzeń Rady Dzielnicy i wszyscy radni w czasie kolejnej sesji przypomną sobie o naszym Związku?

POWODÓW znajdzie się więcej.

BARDZO się więc cieszę, że Andrzej wymyślił ten konkurs i że w rozdaniu nagród "Eko-foto" uczestniczyłem...

hm. Adam Czetwertyński



 Generuje GazEla