Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

O Nieobozowym Lecie

Ciekaw jestem, kto jeszcze pamięta skróty LWD (Lato Wiejskich Drużyn) i WDM (Wakacje Drużyn Miejskich), a to przecież od tej akcji rozpoczęto w ZHP Nieobozową Akcję Letnią.

TRUDNO się oprzeć wrażeniu, że będę mówił o pojęciu historycznym. Z jednej strony - nikt nie może powiedzieć, że Nieobozowe Lato nie istnieje. Co roku powołuje się odpowiednie sztaby, wytycza zadania programowe, wyznacza odpowiedzialnych ludzi, organizuje stanice, kontroluje liczbę biorących w nim udział dzieci, zestawia dane. Nawet harcerscy wizytatorzy mają obowiązek w równym stopniu co obozami, interesować się przejawami tej drugiej formy Harcerskiej Akcji Letniej. Niemniej NAL robi wrażenie czegoś w rodzaju narządu szczątkowego w organizmie Związku i wszyscy wiemy, że

nie jest to temat do przechwałek.

BO gdy przyjrzeć się Nieobozowemu Latu bez sięgania do wspomnień, to okaże się, że:
* coraz więcej wysiłku wymaga walka ze spadkiem liczby uczestników,
* coraz trudniej utrzymać stały zespół kadry instruktorskiej, która zajmowałaby się Nieobozowym Latem w hufcach,
* coraz uboższe są propozycje programowe dla nalowskich zastępów,
* organizatorzy borykają się ciągle z  kłopotami finansowymi,
* wiele do zarzucenia ma system szkolenia i przygotowywania funkcyjnych.

KIEDY w harcerstwie narodziło się LWD, mieliśmy monopol na tę akcję. Gdyby starczyło sił i pieniędzy, można nią było objąć nieograniczoną liczbę dzieci. Monopol jednak straciliśmy. Pojawiło się grono sojuszników, konkurentów - zależy w jakim aspekcie sprawę chce się widzieć. Ci, którzy za klęskę przyjmują kurczenie się liczby uczestników, skłonni są używać określenia "konkurenci". Ci, którzy pamiętają, że ideą akcji było objęcie jak największej liczby dzieci wpływem wychowawczym w czasie mądrej i atrakcyjnej zabawy wakacyjnej, głoszą pogląd, iż dzięki sojusznikom idea ta ma dużo większe szanse realizacji, że z pojawienia się sojuszników należy się cieszyć, współpracować z nimi, a nie wymyślać metody, przy pomocy których można by wydrzeć im jak najwięcej dzieci i funduszy.

WSZYSCY zgadzamy się w jednej sprawie - nie możemy być nieatrakcyjni. Bez względu na to, czy współzainteresowanych nazwiemy konkurentami czy sojusznikami, ich istnienie nie może doprowadzać do powstania zastoju w naszej działalności w tej dziedzinie. Same materiały programowe nie wystarczą nawet wtedy, jeśli repertuar w nich zwartych wzbogaci kurs dla funkcyjnych NAL. Zapasu zabaw nie starczy na całe lato, a w czasie wakacji nikt już do niego nic nie dorzuci. Poza tym... no cóż, fantazja dzieci wiele może, ale poza fantazją przydałaby się zastępom na przykład piłka. Nie mamy (poza stałymi bazami obozowymi) właściwie żadnego sprzętu sportowego, turystycznego czy biwakowego. Każda propozycja programowa musi być kierowana od początku do końca, musi dawać hasło do rozpoczęcia działania, bodźce w czasie jej trwania i koniecznie musi się zamykać jakimś podsumowaniem.

PROBLEMEM niebagatelnym jest kadra instruktorska dla Nieobozowego Lata. Młodzi instruktorzy nie chcą się tym zajmować, choć obiecuje się im cuda - wyjazdy zagraniczne, nagrody. Ale trudno się dziwić, niektórzy uczą się, innym nadarza się okazja wakacyjnego zarobku - bardzo często potrzebnego, aby pokryć koszty wyjazdu na obóz z własną drużyną. Ci wreszcie, którzy mają czas, wybierają udział w obozowej akcji letniej. Podczas Nieobozowego Lata nie widzi się morza, gór, namiotów. Trzeba się naganiać, organizując zastępy... A czasem po miesiącu okazuje się, że nic z tego nie wychodzi, bo przygotowany do NAL-u zastępowy niespodzianie wyjechał na wakacje do babci.

Jak z tego impasu wyjść?

MOŻE stosując starą metodę przygotowywania funkcyjnych NAL w hufcu i utrzymywania z nimi ciągłego kontaktu w czasie wakacji?

A może przyjąć konieczność pieniężnego wynagradzania instruktora, który byłby odpowiedzialny za akcję nieobozową i systematycznie pracował z zastępami NAL?

DOŚWIADCZENI instruktorzy NAL są przekonani o tym, że bezpośrednia korespondencja sztabu z zastępami, kontakty osobiste, nawet te sporadyczne, stanowią większy bodziec do działania, niż jakiekolwiek materiały instruktażowe czy programowe, które traktowane są przez odbiorcę jako instrukcja pochodząca z anonimowego lub przynajmniej trudnego do spersonifikowania źródła.

TEN drugi pomysł narzuca życie. Gdy z jakichś względów w czasie wakacji zabraknie harcerskiego instruktora, żadne zastępstwa przez rodziców, nauczycieli, przyjaciół drużynowego niczego nie załatwią. Potrzebny jest więc bodziec materialny, by zmniejszyć liczbę różnorakich powodów, dla których brak latem instruktorów wśród dzieci.

I na koniec wniosek - głośne wołanie o unormowanie zasad finansowania Nieobozowego Lata. Stanica NAL kosztuje tyle samo co obóz. A kadra? A sprzęt? Nieobozowe Lato działa w trudniejszych warunkach niż obozy i kolonie zuchowe.

hm. Marek Płaza, Koszalin



 Generuje GazEla