Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Instruktorzy, władze, polityka...

MIJA nam pośpiesznie jesień 1999. Ważna i znacząca jesień. Nie jest to co prawda - wbrew ogólnemu przekonaniu bliźnich, "napędzanemu" przez różne media - ostatnia jesień wieku dwudziestego. Wiek XXI i równocześnie następne tysiąclecie rozpoczną się - zgodnie z prawidłami historii i matematyki - dopiero 1 stycznia 2001. Ale dla nas, Związku Harcerstwa Polskiego, czas biegnie trochę inaczej - już tej jesieni wybieramy ludzi, którzy pokierują (jak Bóg i historia pozwoli) naszymi hufcami i chorągwiami w początku XXI wieku.

CZEGO wymagamy od kandydatów do harcerskich władz, od władz (mówiąc nieco podniośle) następnego wieku, przede wszystkim od kandydatów na funkcje komendanckie? Przede wszystkim, by... chcieli pełnić daną funkcję. Bo jak się nie zgodzą, to choćby byli genialni - niewiele nam z ich walorów. Dalej, by byli dobrymi, znającymi się na rzeczy, instruktorami. Rozsądne Zjazdy wybiorą na funkcje komendantów osoby rzutkie, sprawne organizacyjnie, a równocześnie też takie, które raczej łączą niż dzielą. Zatem przywódców, ale nie takich, co dla swojej wizji "idą po trupach", ale takich, co budują "pokój" w otoczeniu. Osoby uznające inne niż własne poglądy. No i oczywiście takie, które umieją pracować długofalowo, dążące do swoich celów ewolucyjnie, a nie różne "słomiane ognie", co w zapale do jedynie słusznych zmian gotowe są wszystko poprzestawiać, a potem odejść w obliczu trudności. Mądrość zbiorowa winna też sprawić, by wybrani przez nas komendanci (i członkowie innych władz też), mieli na uwadze przede wszystkim dobro Związku. No i by nie przynosili nam - szczególnie na zewnątrz - wstydu, np. brakiem właściwej postawy instruktorskiej.

NALEŻY też przypomnieć, że uchwała ostatniego Zjazdu ZHP postuluje zachowanie parytetu obu płci we władzach stowarzyszenia. Nie oznacza to - jak twierdzą szydercy - że gdy w jednym hufcu wybierzemy komendanta, to w sąsiednim należałoby wybrać komendantkę... Ale oznacza to, że na przykład, wybrana komendantka hufca winna kandydata na zastępcę szukać raczej wśród panów niż wśród pań (i vice versa). Że - zachowując zdrowy rozsądek - należy dążyć do zachowania parytetu w ciałach kolegialnych: komisjach rewizyjnych i sądach harcerskich. Nie tylko dlatego (uwaga - żartuję), by ktoś mógł starannie protokołować, a ktoś inny zapewniał bezpieczny powrót do domu po późno zakończonym posiedzeniu...

Nie ulega żadnej wątpliwości, że apolityczność organizacji sprzyja budowaniu właściwego miejsca ZHP we współczesnej rzeczywistości.

PROSIŁOBY się też (to już zupełnie serio!), by kandydaci do funkcji komendanckich posiadali autorytet w środowisku, nie tylko harcerskim, ale i na zewnątrz organizacji. By coś znaczyli również "poza" harcerstwem. No i nie mogą być osobami związanymi w jakikolwiek sposób z polityką... Nasz Statut wypowiada się jasno na temat apolityczności organizacji (§8.2): ZHP jest stowarzyszeniem niezależnym ideowo i organizacyjnie od partii, ruchów i organizacji o charakterze politycznym.

NIE ulega żadnej wątpliwości, że deklarowana (i co więcej - w ogromnej mierze prawdziwa) apolityczność organizacji sprzyja budowaniu właściwego miejsca ZHP we współczesnej rzeczywistości. Pozwala na przynależność do nas i spójne działanie ludzi o różnych poglądach i przekonaniach. Co więcej, pozwala na zachowanie w miarę stabilnej pozycji Związku przy zmieniających się rządach, premierach, ministrach. Warto tu przypomnieć, że nasz obecny Naczelnik ZHP (wybrany po raz pierwszy w grudniu 1990 i do dziś pełniący tę funkcję) spotykał się i od nowa tłumaczył trudne sprawy harcerskie ośmiu kolejnym ministrom edukacji (o "rzeszy" wiceministrów już nie wspominając). Rola apolityczności ZHP rośnie wraz z postępującą decentralizacją władzy; jest to szczególnie istotne wtedy, gdy obok siebie funkcjonują np. burmistrz i starosta powiatowy o zgoła innej politycznej "maści".

CO prawda bywa, że owa ścisła apolityczność może przeszkadzać. Na przykład przy wyborach parlamentarnych i samorządowych. Jest rzeczą oczywistą, że w interesie ZHP jest "posiadanie" harcerskich posłów, harcerskich rajców miejskich i gminnych; marzyłoby się też, by nasi instruktorzy pełnili funkcje wykonawcze we władzach samorządowych różnego szczebla. W końcu nie bez racji twierdzimy, że kto jak kto, ale instruktor harcerski jest z wielu powodów do właściwego pełnienia owych funkcji przygotowany. A ostatnie wybory samorządowe dowodzą niestety, że coraz mniejszy margines pozostaje dla różnego typu kandydatów niezależnych. Rzecz jasna niezależnych od różnych partii czy ruchów politycznych.

W dodatku tzw. elektorat harcerski to rzecz silnie mityczna. Zuchy i harcerze są za młodzi, by głosować. A ich rodzice miewają swoje poglądy polityczne i na ogół nie głosują na osobę, którą wskaże (jeśli jest w ogóle na tyle świadome!) ich nieletnie dziecko... Natomiast instruktorzy ZHP jako elektorat to niewielka grupa, a poza tym wielu z nich też będzie wolało poprzeć kogoś innego niż apolitycznego kolegę instruktora. Albo po prostu wyjedzie na biwak z drużyną, bo ładna pogoda, a wybory i tak nic nie dają... W tej sytuacji - może poza małymi miejscowościami, gdzie wszyscy wszystkich znają, bardzo trudno zdobyć czynnemu instruktorowi ZHP mandat radnego. Chyba że prócz tego jest "kimś" istotnym. A bycie kimś istotnym oznacza coraz częściej pełnienie określonej funkcji w którejś partii lub ruchu politycznym.

Z naszego Statutu wynika, że praktycznie każdy czynny instruktor ZHP jest członkiem władz ZHP, a zatem żaden z czynnych instruktorów ZHP nie może pełnić funkcji we władzach partii, ruchów czy organizacji politycznych. Chyba trochę przesadziliśmy...

TYMCZASEM nasz Statut stwierdza jednoznacznie (§ 8.3): Członkowie władz ZHP są zobowiązani, na czas pełnienia funkcji, zawiesić swoje członkostwo we władzach partii, ruchów lub organizacji politycznych, do których należą. Zwróćmy uwagę, ze nie chodzi tu wcale tylko o najwyższe władze ZHP, ale o wszystkie - a więc także na szczeblu hufca i chorągwi. I nie tylko władze wykonawcze, ale również uchwałodawcze (np. Radę Naczelną), rewizyjne i sądownicze. Co więcej, do władz należy m.in. Zjazd Hufca, a więc członkami władz są delegaci na ten Zjazd, czyli - uwaga - wszyscy pełniący funkcje statutowe... A mandat członka władz wygasa dopiero z upływem kadencji (§ 40.2)... W efekcie praktycznie każdy czynny instruktor ZHP jest członkiem władz ZHP, a zatem żaden z czynnych instruktorów ZHP nie może pełnić funkcji we władzach partii, ruchów czy organizacji politycznych. Chyba trochę przesadziliśmy w naszym Statucie...

RZECZ jasna można też, zamiast wystawiać czynnego instruktora, poszukać instruktora byłego lub też dobrego przyjaciela harcerstwa i poprzeć jego kandydaturę. Ale znów oznacza to najczęściej - sprzeczne ze Statutem - poparcie dla jakiejś partii politycznej (bo przecież delikwent zwykle na jakiejś partyjnej liście figuruje i oddany na niego głos jest przy okazji głosem na konkretne ugrupowanie). W dodatku bardzo często byli instruktorzy czy "przyjaciele", słabo emocjonalnie związani ze stowarzyszeniem, szybko po wyborach o nas zapominają. I bywa, że lepszym sojusznikiem ZHP okazuje się radny nie mający wcześniej żadnego związku z harcerstwem, ale za to dobrze rozumiejący potrzebę mądrego wychowania dzieci i młodzieży.

WIEM, że stąpam tu po bardzo śliskim gruncie, ale może należałoby rozważyć pewną weryfikację zapisów statutowych. Może w tym kierunku, by choć do władz rewizyjnych i sądowniczych mógł wejść instruktor ZHP, pełniący również funkcję w jednej z partii politycznych. Bo dziś Statut zakazuje w gruncie rzeczy aktywności politycznej czynnym instruktorem ZHP. Te zmiany proponuję po to, by aktywność polityczna członka ZHP przestała być czymś wstydliwym, rodzajem gorszego zła, czymś potrzebnym nam przecież, ale czymś niedobrym, skalanym, podejrzanym...

BO tak naprawdę prosiłoby się do harcerskich władz wybrać ludzi aktywnych społecznie (a więc politycznie też!), zaangażowanych... Przy tym ludzi prawych, uczciwych, mądrych. Ludzi wielkiego serca. Czas pokaże, czy w swej zbiorowej mądrości wybraliśmy naprawdę najlepszych...

Jarosław Balon, Kuklik górski



 Generuje GazEla