Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Każdy z nas, patrząc na harcerstwo, widzi je takim, jak to, które sam przeżył. Dlatego instruktorom z dużym stażem, mimo pewnego oddalenia od "matczynych" drużyn, zdarza się zapominać, że nie wszystko i nie wszędzie jest takie samo jak u nich było. Z drugiej zaś strony na tyle często spotykamy się z harcerstwem innym niż to nasze, że stare wzorce idą w niepamięć. Myślę nie tylko o różnicach między drużynami wiejskimi i tymi z dużych miast, między żeńskimi a koedukacyjnymi, między tymi znad jezior a tymi spod gór. Przede wszystkim myślę o różnicach między harcerstwem z czasów, gdy byłam zastępową (ciągle się łudzę, że nie tak znowu dawno temu) i tym obserwowanym dzisiaj z perspektywy kształcącego harcmistrza i pełnomocnika komendanta chorągwi do spraw zagranicznych.

Nie ukrywam, że impulsem do tych przemyśleń stały się moje kontakty z instruktorami skautowymi z różnych krajów europejskich. Czasami takie spotkanie przynosi niespodzianki - pomaga odkryć, że na niektóre elementy naszej pracy można patrzeć inaczej, że o pewnych rzeczach należy sobie przypomnieć, bo tak dalece wydają się one oczywiste, że zaczynamy je traktować rutynowo, a przez to - niewłaściwie. Rozmowa o rzeczach oczywistych zaskakuje odkryciem, że gdzieś tam stosuje się te stare, trochę przez nas zapomniane, trochę lekceważone zasady i daje to efekty!

Harcerstwo niedoskonałe

Zbiórki drużyny raz w miesiącu

OTO Niemcy wyjaśniają mi sposób zorganizowania ich szczepu. Raz w miesiącu jest rada szczepu, raz w miesiącu rady drużyn, raz spotkania zastępów zastępowych, raz coś tam jeszcze. I jeszcze zbiórki drużyn i zastępów i imprezy szczepowe... Zadziwiłam się - kiedy wy macie na to czas? Przecież w takim układzie drużynowy ma codziennie jakieś spotkanie!

- Ależ skąd, dlaczego tak sądzisz? Zbiórka drużyny jest przecież raz w miesiącu, a reszta to różnorodne kształcenie. - Faktycznie! Jak mogłam zapomnieć o starej zasadzie, że zbiórka zastępu jest pracą, a zbiórka drużyny świętem? Jak mogłam uznać za normalny morderczy tryb cotygodniowych zbiórek prowadzonych przez drużynowego, ewentualnie przybocznych?

DLACZEGO morderczy? Należy sobie uświadomić, że w większości naszych drużyn drużynowy musi cztery razy w miesiącu przygotować ciekawą zbiórkę dla całej, dajmy na to - dwudziestki, taką zbiórkę, żeby w ciągu dwóch godzin czegoś się harcerze na niej nauczyli. Oprócz tego powinien znaleźć czas na radę drużyny, spotkanie kształceniowe z zastępowymi, na spotkanie kręgu instruktorskiego lub namiestnictwa, na radę szczepu lub wizytę w hufcu... A do tego jeszcze praca indywidualna z harcerzami - choćby ich stopnie, praca z przybocznymi, z rodzicami, z dyrekcją szkoły... Przygotowanie wycieczek, biwaków, obozu... A gdzie własne kształcenie - prasa metodyczna, literatura, warsztaty, kurs na następny stopień? Już nie wspominając, że drużynowy też człowiek - ma rodzinę, szkołę lub pracę, chciałby uczyć się języka, zrobić kurs na prawo jazdy, spotkać się z przyjaciółmi. I kiedy on ma na to wszystko znaleźć czas?

TO wszystko jest oczywiste? Każdy o tym wie i stosuje? Gdyby tak było, Naczelnik nie mówiłby o problemie braku pracy zastępami na ostatnim Zjeździe ZHP. Bądźmy szczerzy, popatrzmy, w ilu naszych znajomych drużynach zbiórki drużyny odbywają się rzadziej niż raz w tygodniu i w dodatku pomiędzy nimi coś się jeszcze dzieje, harcerze mają jakieś inne zajęcia. I policzmy szczerze, tak dla siebie, nie do podawania do ogólnej wiadomości, w ilu drużynach system zastępowy naprawdę działa.

JEŚLI ktoś wypadł w tym rozliczeniu pomyślnie - zazdroszczę. Dla ciebie, druhno, druhu, ten artykuł może wydać się zbiorem banałów, za co z góry przepraszam. Ale jeśli rezultat nie jest oszałamiający - proponuję przestać chwalić się licznymi i dużymi drużynami, świetnymi imprezami i doskonałym kształceniem.

Jak wrócić do systemu małych grup?

DLACZEGO odeszliśmy od systemu małych grup? Wiadomo - czasy masowości nie sprzyjały stosowaniu metody harcerskiej. Czemu tak trudno do nich wrócić? Z powodu braku dobrych wzorców, przyzwyczajeń, tradycji... Zarówno u drużynowych, jak i ich opiekunów - szczepowych, namiestników, komendantów kursów. Jeśli ktoś nigdy nie był członkiem właściwie działającego zastępu, trudno mu sobie wyobrazić, jak ma to wszystko funkcjonować. Jeśli ktoś nigdy nie był na zbiórce zastępu zastępowych, nie wie, jak ma ją poprowadzić. Jedyne, z czego może korzystać, to stare skautowe podręczniki i - śladami Baden-Powella - obserwacja natury. Porównywanie tego, jak działają podwórkowe bandy z pracą harcerzy. Skąd się biorą przywódcy, dlaczego utrzymują swoją pozycję w grupie, dlaczego przychodzą nowe dzieciaki. Takie łatwe?

NIE jest prosto wprowadzić system zastępowy do drużyny, która dotychczas pracowała "stadem" - wtłoczyć w dyscyplinę samodzielnego myślenia ludzi przywykłych do tego, że ktoś myśli za nich. Próbowaliśmy kiedyś określić najlepszy czas na takie zmiany. Wydaje się, że najprościej przeprowadzić taki zabieg, gdy powstaje nowa drużyna lub w chwili wymiany pokolenia - gdy harcerze przechodzą do drużyny starszej, gdy harcerze starsi zdają maturę. Wtedy drużynowy staje przed problemem braku zastępowych - wszyscy są nowi i - wybierz, przygotuj, pomóż, równocześnie nie tracąc z oczu całej reszty. A co z drużyną, w której nabór udawał się co roku i oprócz odchodzących i nowych są jeszcze ci pośrodku? Można z nich zrobić zastępowych lub zastęp wyjadaczy... Ale czy się nadają na zastępowych? I czy takie zastępy starszych stażem dostosują się do nowych zasad? Konia z rzędem temu, kto wskaże uniwersalną receptę. Jak dotąd harcerskie podręczniki nie zajmują się drużynami niedoskonałymi.

Najtrudniej w drużynach starszoharcerskich

SZCZEGÓLNIE ciężko jest w drużynach starszoharcerskich. Najczęściej padającym argumentem przeciw zastępom jest mała liczebność drużyn (jak z 9 osób mam robić zastępy?!) i przedziwne teorie o budowaniu więzi. Że najważniejsze w harcerstwie starszym jest braterstwo i zaprzyjaźnienie się członków drużyny (wszystkich ze wszystkimi?!), zastępy zaś powodowałyby oddalenie ludzi od siebie, a istnienie zastępowych - oddalenie drużynowego od szarego harcerza. Nic dziwnego, że takie argumenty do mnie nie przemawiają - moi drużynowi byli na tyle od nas starsi, że odczuwaliśmy należyty dystans. A w chudych latach, gdy drużyna liczyła te nieszczęsne 9 osób, mój zastęp rozkwitał i wszędzie go było pełno. I więzi wtenczas powstałe przetrwały do dzisiaj. Wracając do teraźniejszości - moim zdaniem w drużynie starszej o pewnym stażu można próbować wprowadzać pracę w małych grupach tylko wtedy, gdy jest ona w stanie podjąć się dużego zadania, stanowiącego wyzwanie dla całego zespołu. Wtedy wszyscy mogą dostrzec celowość podziału na patrole zadaniowe. Takie patrole będą miały coś ważnego do zrobienia, a spotykać się będą w chwilach podsumowań, relacjonowania efektów swojej pracy, dzielenia się radościami i problemami. Wtedy będą miały szansę dostrzec działanie wymienionej na początku zasady pracy i święta podczas zbiórek. Natomiast na pewno nie ma sensu w ten sposób "uzdrawiać" grupy, która spotyka się co piątek tylko po to, by poplotkować, pośpiewać i miło spędzić czas.

hm. Anita Regucka-Kwaśnik

PS. Za miesiąc o innych oczywistościach, o których zapominamy w harcerstwie niedoskonałym.



 Generuje GazEla