Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Mój opiekun

KIEDYŚ siedziałam w domu i zastanawiałam się, jakiego chciałabym mieć opiekuna swojej pierwszej próby instruktorskiej. W końcu, aby podsumować przemyślenia, wypisałam sobie w tabelce cechy pożądane i niepożądane. Te pożądane wydawały się oczywiste - inteligentny, wyrozumiały, otwarty na nowe pomysły. Jednak priorytetem było dla mnie zaufanie. Nie wyobrażałam sobie, jak swobodnie mogłabym rozmawiać o swoich zaletach i nie wyjść na zarozumialca, albo rozmawiać o wadach tak, aby nie poczuć się źle.

Z drugiej strony - kilkakrotnie już czytałam na łamach pism harcerskich, jak to w niektórych środowiskach przydziela się opiekuna "odgórnie" lub wymaga się, aby był on tej samej płci. A przecież przyjaciół nie wybieramy według płci, ani nie myślimy sobie: "Moim przyjacielem może być tylko dziewczyna o imieniu Wiola"! Wydaje mi się bowiem, że opiekun próby powinien być po prostu przyjacielem. W końcu podczas pracy nad próbą należy spędzić trochę czasu ze sobą. Aby był on spędzony efektywnie, nie możemy zaprzątać sobie głowy myślami "Jak ja go nie lubię" albo "Czy on się przypadkiem nie obrazi?".

PODSTAWĄ porozumienia pomiędzy wychowankiem a wychowawcą jest autorytet. Każdemu człowiekowi potrzebny jest autorytet! To dzięki niemu mamy możliwość doskonalenia się. Obserwując kogoś, kto jest dobry, kto gromadzi w sobie cechy pozytywne, może nas "popchnąć" na dobrą drogę; drogę, na której, przez pracę nad sobą, poznam się lepiej. Autorytetem dla mnie powinien być opiekun próby. Powinien być wszechstronny - tak, aby mógł nam służyć pomocą i radą w różnych dziedzinach. Znam pewnego harcmistrza, który na opiekuna próby HR bez "mrugnięcia okiem" wybrał kobietę. Nie dlatego, że jest to dobra znajoma, ale dlatego, że to świetny fachowiec tak w pracy, prywatnie, jak i w harcerstwie - wspaniała, wszechstronna instruktorka.

WEDŁUG mnie narzucanie sposobu, w jaki człowiek ma się rozwijać, może prowadzić do pewnych wypaczeń.

W lutowym numerze "Czuwaj" znalazł się artykuł pwd. Magdaleny Maśko z Zielonej Góry dotyczący Konferencji WAGGGS. W tym krótkim opisie druhna Magda zawarła piękne i mądre zdanie: "Powinniśmy dostrzegać różnice między chłopcami i dziewczętami, mieć świadomość różnego sposobu postrzegania przez nich rzeczywistości i starać się przełamać stereotypy w myśleniu o płci". Oto, co powinno się zmienić w naszym Związku!

NIE do pomyślenia jest dla mnie traktowanie ludzi w sposób tak przedmiotowy, jak właśnie przez "wyznaczanie" opiekuna lub niezgadzanie się na konkretną kandydaturę (poza ewidentnymi przypadkami). Taki narzucony opiekun być może jest obiektywny, ale prawdziwy przyjaciel też powie ci szczerze, jeśli postąpisz niewłaściwie.

WEDŁUG mnie wychowawca powinien umieć patrzeć obiektywnie - nie krępowany osobistym (koniecznym przecież) stosunkiem wobec wychowanka czy właśnie płcią. Przeciwnie, te czynniki powinny mu pomagać we właściwej ocenie sytuacji. W końcu na swej drodze wychowawcy nie spotka przecież jedynie dziewczynek lub jedynie chłopców. Jak osoba, która stykała się dotąd tylko z kobietami, poradzi sobie z problemami chłopców, skoro nie będzie miała pojęcia o męskiej mentalności? Jeśli chcielibyśmy we wszystkich dziedzinach konsekwentnie dzielić się na mężczyzn i kobiety, musielibyśmy stworzyć co najmniej dwie nie mające ze sobą nic wspólnego organizacje. Ale czy tego chcemy?

MIŁO jest przecież posłuchać męskiego głosu przy ognisku, bądź poczuć silne, pomocne ramię przy przechodzeniu przez rzekę. Myślę, że mężczyźni również nie byliby zadowoleni, gdyby wszystkie kobiety nagle zniknęły z ZHP. Kogo prosiliby o pomoc w praniu, kto by im robił pyszną ciepłą herbatę...

sam. Agata Rybacka
Warszawa



 Generuje GazEla