Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Szesnaście czy osiemnaście

rzecz o stopniach instruktorskich

NA jednym z biwaków zgadałem się z drużynowym, który wypełniał ankietę dla Zespołu

PRACY z Kadrą GK ZHP na temat stopni instruktorskich. I właściwie byliśmy zgodni: on - trzydziestoletni podharcmistrz z dużego miasta wojewódzkiego i ja - czterdziestoletni już prawie harcmistrz z małego prowincjonalnego miasteczka. Nasze poglądy niewiele różniły się jeśli chodzi o liczbę stopni, stopień honorowy, okresy czasu pomiędzy zdobyciem jednego a otwarciem próby na kolejny stopień, uprawnienia wynikające ze zdobycia określonego stopnia, sposobu określania drogi instruktorskiej odpowiednią podkładką pod krzyżem... Ale o mało nie zadławiłem się wspaniałą, biwakową "czajozą", gdy usłyszałem, że instruktorem powinno się zostawać dopiero po ukończeniu osiemnastu lat.

I właściwie nawet trafiały do mnie argumenty o dojrzałości, odpowiedzialności, wyrobieniu społecznym i całej tej granicy prawnej związanej z dowodem osobistym. Ale równocześnie popatrzyłem na moje miasteczko i zobaczyłem, jak topnieje w nim dwuszereg drużynowych. Dlaczego? Bo granica wieku w takich miasteczkach tnie drużynowych jak brzytwa: matura i w prawie 100% wyjazd na studia, często do bardzo odległego miasta, z którego nie wraca się do domu po południu, nie wraca się nawet raz w tygodniu czy raz na miesiąc. Akademik, prywatna kwatera, mieszkanie u rodziny... - nie da się prowadzić drużyny z odległości dwustu czy więcej kilometrów. Pewnie, że na początku są próby podtrzymania kontaktów, trudno się rozstać, ale po roku czy dwóch nie ma to już właściwie dla drużyny żadnego znaczenia...

DRUŻYNOWY z mojego miasteczka, który rozpocząłby zdobywanie stopnia instruktorskiego dopiero w wieku osiemnastu lat, ma wszelkie szanse nie zdobyć go wcale. W tym wieku zaczyna już planować swoje dorosłe życie. Musi skupić się na maturze i swojej przyszłości, co w większości przypadków ogranicza jego czas i możliwości pracy ze stopniem.

A po wyjeździe na studia może najwyżej zasilić harcerskie szeregi w miejscu swojej nauki.

JEŚLI ma szczęście i trafi na odpowiednie środowisko, to może zakończy zdobywanie stopnia, a jeśli nie?...

W miasteczkach podobnych do mojego drużynowym zostaje się przeważnie w wieku szesnastu - siedemnastu lat. Czasami wcześniej (już słyszę głosy oburzenia dojrzałych instruktorów). Wtedy też otwiera się - wcześniej lub później - próbę przewodnikowską. Po około dwóch latach intensywnego harcerzowania zdobywa się wreszcie stopień i zostaje pełnoprawnym instruktorem, ale też zbliża się nieubłagany czas rozstania z drużyną i miasteczkiem. Jak sięgnę pamięcią (pamięć instruktora z dwudziestoletnim stażem), średnia pracy z drużyną tej samej osoby to 3,5 roku. Jest to oczywiście średnia dla tych młodych, a nie takich starych jak ja, którzy tylko potwierdzają regułę. Po studiach mało kto wraca do miasteczka, w którym trudno o pracę i jakąś karierę. A z tych, którzy wracają, prawie nikt nie podejmuje się prowadzenia drużyny. Są oczywiście cenne wyjątki, ale jakże ich mało! W moim hufcu jest tylko jeden drużynowy, który ma więcej niż trzydzieści lat, pięcioro powyżej dwudziestu, a pozostali poniżej dwudziestu.

I tylko w sześciu pierwszych przypadkach (wyjąwszy wypadki losowe) jestem pewny co do ciągłości funkcji drużynowego przez najbliższe trzy lata. Reszta jest niesamowicie płynna...

TRZYDZIESTOLETNI podharcmistrz z dużego, wojewódzkiego miasta popatrzył na mnie, pokiwał głową i powiedział, że nie miał zielonego pojęcia, że u nas tak właśnie jest. U nich pójście na studia nie jest równoznaczne z przerwaniem pracy z drużyną. Mogą pozostać w tym samym mieście i miejscu. I mogą sobie pozwolić na luksus stawania się instruktorem dopiero w wieku osiemnastu lat. Czas, jaki mają do dyspozycji drużynowi z mojego miasteczka, ten luksus wyklucza.

hm. Wiesław Grobelny, Krotoszyn



 Generuje GazEla