Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
Starszoharcerska Akcja Szkoleniowa '99 moim zdaniem

Ze wspomnień kursanta

W tym roku Główna Kwatera ZHP zaoferowała na SAS-ie w bieszczadzkim Stebniku pięć różnych kursów - począwszy od Kursu Instruktorów Kręgów Akademickich, Drużynowych Drużyn Proobronnych, Kursu na Srebrną Odznakę Ratownictwa Medycznego ZHP, na Kursie Drużynowych Drużyn Łączności i Drużynowych Drużyn Pożarniczych skończywszy.

J samo zawiadomienie o przyjęciu na kurs było niemiłą wizytówką naszego Związku, z błędami w datach i innymi brakami. Widocznie ktoś był bardzo zajęty... Szkoda.

1 sierpnia kursanci zebrali się w siedzibie hufca w Ustrzykach Dolnych. Stąd miały nas zabrać autokary i przewieźć do bazy harcerskiej w Stebniku. Było nas około pięćdziesięciu osób z plecakami, i, oczywiście, musieliśmy się zmieścić do jednego autokaru. Harcerz potrafi, więc się zmieściliśmy. Tylko co na to przepisy bezpieczeństwa ruchu drogowego?

W bazie w Stebniku powitali nas dwaj wartownicy z kbks-ami - widać na obozie obawiano się napaści. Po wyładowaniu się z autokaru poszliśmy na jedzonko, a następnie podzielono nas na ośmioosobowe grupy i przestawialiśmy NS-y. Całe zgrupowanie SAS-u liczyło około 100 osób, więc wszystkie kursy były rozlokowane na jednej łące. Namioty miały być ustawione w literę L. Nasz druh oboźny (oboźnym na Starszoharcerskiej Akcji Szkoleniowej był harcerz orli, co było bardzo dziwne - cała kadra to instruktorzy, tylko nie oboźny, a może w Związku są aż tak wielkie braki kadrowe?) postanowił sprawdzić przy pomocy sznurka, czy namioty stoją równo.

I wtedy zaczęła się zabawa

TO trzeci namiot należało przesunąć o dwa centymetry do przodu, to piąty trochę w lewo i tak przez jakąś godzinę. Przyjechaliśmy do Stebnika w niedzielę, a obóz zaczął się oficjalnym apelem dopiero w czwartek - do czwartku mieliśmy kwaterkę, w czasie której powstał przepiękny wysoki maszt, miejsca programowe i miejsce na ognisko z pięcioramiennym krzyżem.

PIERWSZY nieoficjalny apel wyglądał w ten sposób, że druh komendant (szef Wydziału Starszoharcerskiego i Specjalności GK ZHP) przedstawił nam kadrę i oznajmił, iż mimo panujących Praw Człowieka my znajdujemy się TU i obowiązują nas inne prawa. Usłyszałem, że należy długie włosy schować pod nakrycie głowy, wszystkie wisiorki i kolczyki należy zdjąć, ponieważ mogą spowodować zagrożenie naszego zdrowia. Trochę mnie to zdziwiło.

DRUH oboźny podczas całego obozu ani razu nie wystąpił w mundurze harcerskim. Jego liczne pomyłki na apelu rozpoczynającym obóz, jak i na innych apelach, wzbudzały śmiech. A musztra, jaką stosował, nie zgadzała się z regulaminem.

NA obozie zauważalne było gnębienie harcerzy z kursu proobronnego; chodzili ciągle niewyspani, nie mogli nawet usiąść na swoich kanadyjkach, nie mieli czasu na mycie, nie mówiąc już o praniu. Innych uczestników oboźny też traktował nie najlepiej, mimo iż niektórzy z nich byli instruktorami. Jako że nie mógł popisać się umiejętnościami harcerskimi, prezentował dość często swój tors, a jego stwierdzenie "każdy powinien ćwiczyć cały rok, by móc się pokazać na obozie" rozśmieszyło wszystkich (nie potrafił zrobić wymyku na drążku). Raz jednak udało się druhowi popisać, gdy wykorzystując swoją funkcję razem z kursem proobronnym napadli na obóz. Oboźny był bardzo dumny z faktu, że udało mu się opanować obóz, a uczestnicy stwierdzili, że jest zdrajcą, ponieważ napadł na własny obóz, wykorzystując swoją funkcję.

Jako że były to kursy specjalnościowe,

nastawiłem się na zdawanie egzaminu i zdobycie licencji krótkofalarskiej (byłem na Kursie Drużynowych Drużyn Łączności). Jednak z powodu niewielkiej liczby osób na moim kursie (było nas pięcioro), nie miałem takiej możliwości. Liczyłem na same zajęcia z łączności, ale i one były bardzo mizerne. Nie z powodu braku sprzętu, gdyż tego było pod dostatkiem - co wieczór mogliśmy pracować na UKF-ie, jednak czasem było jakieś ognisko, i trzeba było wyłączyć agregat i przerwać pracę na radiostacji. Zajęć metodycznych było niewiele, mimo że był to kurs drużynowych. Nasz kurs miał je razem z Kursem Drużynowych Drużyn Proobronnych; pozwoliło to uczestnikom tego ostatniego nawiązać znajomości, i mogli oni w czasie tych zajęć... odespać chociaż trochę. (Na jednych zajęciach druhna prowadząca zajęcia dowiedziała się, że "proobronni" w ogóle nie spali w nocy i mieli dużo ćwiczeń).

PRZEZ większą część obozu druha komendanta nie było w Stebniku i wówczas kierowała SAS-em druhna zastępczyni. Jednak gdy tylko druh komendant przyjeżdżał, w kadrze był niezły kocioł i wszyscy chodzili źli. Często odbijało się to na uczestnikach, na przykład podczas zajęć metodycznych druhna zastępczyni stwierdziła, że nie może teraz z nami pracować, ponieważ jest zdenerwowana, a my robimy wszystko byle jak, i sobie poszła. A przecież nasza nie najlepsza praca, a przede wszystkim praca "proobronnych" była spowodowana bardzo dużym przemęczeniem.

Miłym akcentem SAS-u miał być

wyjazd na festiwal Wołosate '99. Na tę imprezę pojechały jednak tylko trzy kursy: Akademicki, Pożarniczy i Łączności. Medycy musieli zostać, ponieważ jedna z instruktorek miała wyjechać 15 sierpnia (kurs trwał do 20 sierpnia), a "proobronni"... kopali rowy. Festiwal w Wołosatem miał się skończyć o pierwszej, a my, ponieważ jechaliśmy drugim rzutem (nie udało się załatwić dwóch autokarów), mieliśmy jechać koło drugiej w nocy. Tak jednak wyszło, że pierwszy kurs wyjechał po drugiej, a my - o 5.22 i w Stebniku byliśmy o 7.08. Przy bramie przywitała nas druhna zastępczyni komendanta i poprosiła, byśmy byli cicho, ponieważ inni też chcą spać.

Z jej wypowiedzi można było wywnioskować, że my nie marzliśmy przez całą noc, lecz smacznie sobie spaliśmy i teraz przeszkadzamy innym.

INNYM mało miłym akcentem obozu był wyjazd do kościoła. Gdy okazało się, że jest dużo osób chętnych, kadra postanowiła zamówić autokar. Jednak nie udało się tego zrobić, więc postanowiliśmy do Ustrzyk Dolnych wybrać się na piechotę, a po drodze tych najsłabszych, idących na końcu podwiozły dwa samochody. Dzięki temu dość szybko dotarliśmy do Ustrzyk. Szkoda tylko, że drogę powrotną każdy organizował sobie na własną rękę.

NA obozie było dużo różnych wybuchowych zabawek, którymi bawili się "proobronni" i na nie chyba poszły największe pieniądze. Strzelanie z kbks-u wyglądało trochę śmiesznie, ponieważ więcej strzelali instruktorzy i logistyka niż my, uczestnicy kursu. Jeśli chodzi o logistykę, to zarówno kadra, jak i większość ich podopiecznych, miała raczej w serdecznym poważaniu 10. punkt Prawa Harcerskiego, a i ich kultura osobista była dość niska.

NA zakończenie Kursu Drużynowych Drużyn Łączności wręczane były nagrody dla najlepszych kursantów. Tak się złożyło, iż ja również zostałem wyróżniony i dostałem "Książkę pracy drużynowego zuchów" lub coś podobnego - ciekawe, do czego ona mi się przyda.

WYJEŻDŻAJĄC ze Stebnika czułem pewną ulgę. Żałuję, że nauczyłem się, czego nie robić, by nie zrazić do siebie ludzi, a nie jak prowadzić drużynę specjalnościową. I mała refleksja: druh komendant powinien pamiętać, iż zorganizował Kurs Drużynowych Drużyn Starszoharcerskich, różniących się od drużyny "Trawers". Wystarczyłoby akcję nazwać kursami specjalnościowymi, a nie kursami starszoharcerskich drużynowych drużyn specjalnościowych - jest to chyba znaczna różnica.

ćwik Wiesław "Nico" Gumienny
3 Gdańska Drużyna Harcerzy Łączności



 Generuje GazEla