Czuwaj

11/1999

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
listy od naszych przyjacióŁ

Szanowny Druhu-Który-Często-Uderza-W-Stół

JESTEM stałą czytelniczką "Czuwaj". Raz sięgam po to pismo z większą, raz z mniejszą ochotą. Niestety, moje zniechęcenie systematycznie narastało - szala przeważała w stronę "nie", gdy zobaczyłam okładkę czerwcowego numeru naszej gazety. Do tego doszła treść "Wężykiem": (...) stanowczo uważamy [tzn. Redakcja], że harcerz (harcerka) występując w mundurze nie może w umundurowaniu mieć braków, a sam mundur musi być zgodny z regulaminem. Zła byłam niezmiernie, ale pomyślałam po jakimś czasie, że Druh na pewno tą fotografią chciał pokazać to, z czym nie chciałby się spotkać podczas swej harcerskiej przygody.

PO tym zajściu zaczęłam bacznie obserwować to, co pojawiało się w "Wężykiem" oraz "Od redaktora" i z numeru na numer robiło mi się coraz bardziej żal Druha. Byliśmy przecież na wspólnym zimowisku i tam widziałam człowieka pogodnego, pełnego entuzjazmu i optymizmu. Co się z nim stało??? Dlaczego teraz każdy jego artykuł pełen jest złośliwości i niezadowolenia? Dlaczego Druh nie cieszy się z tego, co ma, i z tego, co dobre?! Obraz tego mamy w numerze 7-8/98. Biadoli Druh, że nie dali pieniędzy, że zły MEN - ale przecież ZHP dostaje co roku niemałe pieniądze od firm prywatnych; one - jak wiemy - nie muszą nic robić dla stowarzyszeń młodzieżowych. Władze ZHP dostają od prywatnych sponsorów całkiem spore jak na społeczną organizację środki, by móc pomagać niepełnosprawnym, by dbać o środowisko... Kolejny numer - to kolejne narzekanie na rząd, który jest "be". Ale chyba nie do końca "be", skoro na "Czuwaj" znalazły się środki - bo nie sądzę, by nasza gazeta, w większości kolportowana bezpłatnie, utrzymywana była z pięćdziesięciogroszowych składek członkowskich. Czy to naprawdę nie jest ważne??? Czy po tych przykładach Druh dziwi się tym, którzy nie mają ochoty sięgać po to pismo?

TEMATYKA Druha felietonów bywa różna - raz są to sprawy ogólnoharcerskie, raz osobiste wycieczki. Nie wydaje mi się, aby "Czuwaj" był odpowiednim miejscem do wyrażania opinii o współbraciach harcerzach, wszak wszyscy jesteśmy jedną rodziną, jak mówią słowa piosenki.

"OD redaktora" w numerze 1/99 było doprawdy niesmaczne. Rozumiem, że może Druh mieć jakieś prywatne porachunki z druhem Krzysztofem Sikorą - ale czy związkowa gazeta służy do ich załatwiania? Druhu Adamie... Z podobną "lekkością pióra" i swoiście rozumianym taktem wyraził Druh - w "Wężykiem" z numeru 6-7/99 prywatne poglądy na temat innego swego współpracownika, Jerzego Rzędowskiego (a jakże - też po nazwisku). Czy naprawdę nie może Druh prowadzić swej korespondencji prywatną drogą (adres chyba Druh zna, w końcu pracowaliście ze sobą trochę czasu)? Czy musi Druh uciekać się do anonsów w formie zgryźliwego felietonu? Jeśli chcielibyśmy zwracać uwagę na niekonsekwencję oraz rzekome niedopełnianie obowiązków, nie musiał Druh szukać przykładów w dalekim Piotrkowie Trybunalskim, wystarczyło się wokół rozejrzeć, choćby nawet na tym samym piętrze gmachu Głównej Kwatery ZHP.

ZE zgrozą przeczytałam też w numerze 11/98 o systemie "kar i nagród". Druhu - czy aby na pewno w tej kolejności? Czy metoda harcerska nie opiera się m.in. na pozytywności? Nie muszę przypominać o tym tak doświadczonemu instruktorowi, jak i wieloletniemu pedagogowi.

CO się stało z człowiekiem poznanym na zimowisku - uśmiechniętym, zadowolonym z drobnych sukcesów, który nawet zganić potrafił kulturalnie?

NA szczęście - bo nie chciałabym i ja wpadać w krytyczny ton - pisze Druh "Wężyki" również pod swoim adresem. Jak słusznie zauważył Druh w numerze 3/99: Wszyscy musimy pracować nad sobą. I dobrze byłoby bez przerwy powtarzać: Lekarzu, lecz się sam...

Czuwaj!

sam. Agata Rybacka

PS. Wracając do sprawy druha Rzędowskiego - tak się śmiesznie składa, że rzekomo niedostarczone przez niego teksty osobiście wysyłałam faksem i zostawiałam w portierni Głównej Kwatery ZHP. Nie wystarczy więc uderzyć pięścią w stół - trzeba jeszcze wiedzieć w który.

ZNAM Druha jako rzetelnego człowieka, więc sądzę, że mój tekst nie wyląduje w redakcyjnej szufladzie.

Odpowiedź redaktora

Agatko,

wyżyłaś się na mnie jako na biadolącym smutasie, który niegdyś, w czasie wspólnego naszego zimowiska w lutym 1998 r. był pogodny i pełen entuzjazmu. Chyba doskonale wiesz, jaki jestem, ale czasem napiszę (cytat z "Wężyka", do którego nawiązujesz w swym liście): Niniejszym oświadczam, że (...) redaktorzy "Czuwaj" są złośliwi, gburowaci, niesympatyczni, myją się raz na tydzień (tu chyba przesadziłem), (...). Ciebie to nie bawi?

PISZESZ, Agatko, że zniechęciłaś się do czytania "Czuwaj" po obejrzeniu okładki naszej gazety w czerwcu 98 roku. Mnie się ona tak strasznie podobała! W efekcie (czy to logiczne?) od ponad roku analizujesz moje teksty znajdując tam poglądy i sformułowania, które coraz bardziej odpychają cię od naszego instruktorskiego pisma. Cieszę się, że wytrwałaś w tym analizowaniu i choć cię tak zniechęcam (i innych też), nadal czytasz "Czuwaj" (mam także nadzieję, że nie wyłącznie moje teksty!). Z twojej analizy wynika, że nie wolno mi w "Czuwaj" pisać krytycznie o niczym (ew. o sobie samym, to ci się podoba). Czy nie za daleko poszłaś w swym cenzorskim zapale?

JEŻELI chodzi o konkrety, to "Wężykiem" od zawsze był felietonem złośliwym, a nie radosnym i optymistycznym. To nie była "Stokrotka", "Pieszczoszek" lub "Słoneczko". Czy tego nie zauważyłaś? Teraz masz zapiski "Zamiast wężyka". Może je polubisz?

O braku środków na prasę harcerską można pisać długo. Twoim zdaniem (skąd ta wiedza - ja jej nie mam) ZHP otrzymuje niemałe pieniądze. Pewnie wiesz lepiej. Ale tak się w tym roku zdarzyło, że numer 6-7/99 "Czuwaj" z powodu braku środków wydrukowaliśmy z trzymiesięcznym opóźnieniem pod koniec sierpnia (był przygotowany przed pielgrzymką papieża), że z tego samego powodu połączyliśmy numer 8 i 9/99, że nie ukazały się wiosenne oraz letnie numery "Zuchowych Wieści", "Propozycji" i "Na tropie". Naprawdę jest, Agatko, problem.

INNA wcale nie bulwersująca sprawa - w nr. 1/99 tłumaczę, że nasz współpracownik nie był w stanie napisać do "Czuwaj" obiecanego tekstu. Ty uważasz, że załatwiam z nim prywatne porachunki. Nonsens. Nie warto szukać podtekstów tam, gdzie ich nie ma.

A w numerze 11/98 napisałem o karze na obozie harcerskim - jedzeniu na stojąco. Tak, miła Agatko, nie pisałem felietonu o "systemie", lecz o karze, godzącej w godność naszych harcerzy. Masz inne zdanie w tej sprawie?

O Jurku więcej się nie wypowiadam.

A czy jestem rzetelny? Opublikowanie w "Czuwaj" twojego listu nie jest tego wyznacznikiem. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej lektury pisma.

hm. Adam Czetwertyński



 Generuje GazEla