...jeśli ktoś mówił: "Miłuję Boga", a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.

I List św. Jana, rozdział 4, wiersz 20

Przez ludzi do Boga

NAJBARDZIEJ ze wszystkich świąt są nam bliskie święta Bożego Narodzenia. Lubimy choinkę, śnieg, prezenty i szopkę. Są to bardzo miłe momenty i nie ma w tym nic niestosownego. Warto jednak odnieść się do istoty świąt, aby dodatki nie przesłoniły nam tego, co najważniejsze.

BO Boże Narodzenie to narodzenie Boga. Z tego faktu wynika kilka co najmniej wniosków dla tych, którzy przyjście Chrystusa przyjmują.

PAN Jezus przyszedł do nas w określonym celu, nie dla choinki, kolęd i szopek. Przyszedł nas zbawić. Swą Ewangelią powiedział, jak to należy uczynić. Najkrótszą drogą do tego celu jest człowiek. Sam był przykładem tej drogi, nigdy nie przechodził obojętnie obok chorego, potrzebującego, proszącego. Uczył, że cokolwiek czynimy bliźniemu, nawet temu z najmniejszych na tym świecie, to Jemu samemu czynimy.

PAMIĘTAM z dzieciństwa opowiadanie ojca, który sprawę tę ujął tak:

GDY na niebie ukazała się gwiazda zwiastująca narodzenie Chrystusa, do dalekiej krainy ruszyli monarchowie. Było ich czterech: Kacper, Melchior, Baltazar i Arbogast. Trzej pierwsi byli monarchami, którzy ponad wszystko cenili sobie dworską etykietę i porządek. Ustalili trasę, zabrali potrzebny ekwipunek, wydali służbie odpowiednie polecenia i ruszyli. Orzekli, że skoro Arbogast nie stawił się o określonej godzinie na umówione miejsce, to nie ma co czekać i nie może on mieć o to do nich pretensji.

ARBOGAST jednak bardzo się starał, aby zdążyć na czas, ale właśnie w chwili wyjazdu jedna z jego służących miała urodzić dziecko. W dodatku miała wysoką gorączkę. Była wdową. Arbogast bał się, że pozostała służba nie udzieli jej dostatecznej pomocy i wolał sam wszystkiego dopilnować. Jego domownicy zapewniali go, ze wszystko będzie dobrze, że powinien już jechać, aby nie spóźnić się na spotkanie. Poczekał jednak na urodzenie dziecka, ze swego mieszka wyjął piękną perłę i dał matce nowo narodzonego synka, aby nie brakło jej na ubranka i pożywienie. Wyruszył. Pocieszał się, że Król Świata, do którego się wybiera, nie będzie miał do niego pretensji, jeśli dostanie dwie z trzech pereł dla niego przeznaczonych.

NA miejscu spotkania nie było już nikogo. Kierując się śladem Betlejemskiej Gwiazdy, z pomocą życzliwych ludzi, jechał do Betlejem.

W połowie drogi zatrzymał się na nocleg. Przy progu gospody leżał żebrak, którego wyrzucono z izby. Nie miał czym zapłacić, więc głodny i zziębnięty wkulił się w szczelinę pod progiem i zaszczutym wzrokiem obserwował bogatego pana, który właśnie się zbliżał. Przeraził się jeszcze bardziej, gdy ten wyciągnął do niego rękę. Spodziewał się ciosu w głowę, ale bogaty pan podniósł go z ziemi i wprowadził do środka. Teraz już nikt nie ważył się ich wyrzucić.

ARBOGAST zamówił dwa noclegi, dwa posiłki i dwie wyprawki na drogę. Rano wypoczęci i szczęśliwi ruszyli każdy w swoją stronę. Arbogast zapłacił za wszystka drugą perłą. Trudno, Pan Świata dostanie w darze tylko jedną.

BETLEJEM było już niedaleko.

PRZY murach miasteczka przywitał monarchę krzyk, płacz i biegający w panice tłum. Przywołał do siebie jednego z żołnierzy, który trzymał za nóżkę małego chłopczyka, z wyraźnym zamiarem pozbawienia go życia.

- Co robisz? - krzyknął i odebrał żołnierzowi dziecko.

- Taki mam rozkaz, panie - powiedział żołnierz i poprosił o chłopca, aby pozbawić go życia.

ARBOGAST natychmiast wyjął trzecią, najpiękniejszą perłę i dał ją żołnierzowi. Ten chwycił perłę i zniknął w zaułkach miasta. Arbogast oddał synka szczęśliwej matce i pojechał na poszukiwanie Króla Świata.

SZUKAŁ przez wiele lat. Przemierzył kraj wzdłuż i wszerz. Pomyślał w końcu, że uda się do samego króla Heroda i po znajomości uzyska pomoc w poszukiwaniu.

PRZY bramie Jerozolimy znów tłum. Prowadzą trzech skazańców na ukrzyżowanie. Z tłumu wysunął się człowiek, któremu Arbogast pomógł w potrzebie i opowiedział, że poszukiwany przez niego Król Świata jest jednym z trzech niosących krzyż. Tułacz-monarcha wmieszał się w tłum. Na Golgocie nie miał wątpliwości, że w końcu odnalazł Króla Świata. Niebo i ziemia buntowały się wobec ludzi, którzy tak potraktowali Bożego Syna. W dodatku on sam, Arbogast przychodzi za późno. Nie ma dla Niego żadnego daru, nie może Mu w niczym pomóc. Gdy podniósł wzrok na krzyż, spotkał spojrzenie Chrystusa. Mimo okropnego bólu Król Świata uśmiechnął się do Arbogasta i powiedział:

- Nie martw się. Odnalazłeś mnie wcześniej niż twoi towarzysze. Odnalazłeś mnie już wówczas, gdy pomogłeś rodzącej matce, odnalazłeś mnie w zziębniętym żebraku, uratowałeś wtedy, gdy siepacze Heroda chcieli już wówczas odebrać mi życie. Zaprawdę powiadam ci, że cokolwiek uczyniłeś jednemu z najmniejszych, mnie uczyniłeś.

ARBOGAST wrócił do siebie szczęśliwy. Już wiedział, jak szukać Boga. Miał Go zawsze obok siebie.

ks. Stanisław



 Generuje GazEla