PATRZĄC SZEROKO

Harcerski toast

O czym to można pisać w grudniowym numerze "Czuwaj"? O najcieplejszych, najbardziej rodzinnych świętach w roku... O opłatku harcerskim... O Świetle Betlejemskim rzecz jasna... O planach na zimowisko... O jeździe na nartach... O wielkich płatkach śniegu za oknem... A ja bym chciał tym razem napisać o Sylwestrze. A dokładniej o życzeniach sylwestrowych. Chcę po prostu wznieść harcerski toast...

WIEM, że temat jest nieco niebezpieczny i nasuwa sporo trudności. Przede wszystkim - czy wypada instruktorowi harcerskiemu w ogóle być na takiej imprezie, na której wznosi się toasty? Zamiast brnąć nocą przez zaśnieżone pola, realizując kolejne zadanie instruktorskiej próby, siedzieć w ciepełku w rozbawionym towarzystwie przy suto zastawionym stole? Zadania typu: umie dobrze bawić towarzystwo nie ma w żadnej książeczce wymagań na stopnie harcerskie czy instruktorskie... W sumie tylko w Prawie Zucha (czyli na początku "kariery" harcerskiej) pojawia się zapis typu poniekąd towarzyskiego Wszystkim jest z zuchem dobrze...

CZY wypada instruktorowi harcerskiemu być na takiej imprezie, na której wznosi się toasty?

KOLEJNY, jeszcze ważniejszy problem to - czym ów toast spełnić. Wiadomo, z pustym naczyniem nie wypada. Toasty w Sylwestra spełnia się zwykle szampanem, ale to z oczywistych względów odpada. Można by co prawda użyć szampana bezalkoholowego, ale na samą myśl strach mnie przenika. Już widzę oczyma duszy oburzony list do Redakcji jakiegoś ortodoksy z Ruchu Całym Życiem, że Balon puszcza oko do czytelników, zupełnie jak ten wredny bosman z piwem bezalkoholowym. Nie, pomysł zdecydowanie odpada. Więc może niestandardowo, na przykład kawą lub herbatą? Kawa, choć przecież używka, to dla mnie napój zdecydowanie "harcerski". Może dlatego, że nigdy nie wypijam tyle kawy, co przy okazji różnych odpraw, zjazdów czy posiedzeń Rady Naczelnej... Ale z drugiej strony toast "na ciepło" to jednak zbytnie łamanie tradycji. Odpada. Więc może jakiś dobrze schłodzony soczek? Fajnie, ale co to za toast płynem "bez bąbelków"?! Nie, bąbelki koniecznie muszą być. Mają je np. różne oranżady czy lemoniady (niektóre z nich, nie wiem dlaczego, nazywane dziś spritem...). Ale to już nie te oranżady, co drzewiej bywały. W dodatku każda kojarzy się z konkretną firmą, która ją produkuje. A co jak co, ale kryptoreklamy w piśmie harcerskim robić nie będę. Szczególnie kryptoreklamy firm, które nie sponsorują ZHP... Zatem może po prostu jakaś cola? (nie precyzując coca czy pepsi, by znów nie robić kryptoreklamy). Już bym się zdecydował na colę (nowoczesne, reprezentacyjne, smakuje mi, dobrze się pieni itp.), gdy nagle przypomniałem sobie ostatnie wyniki sondaży opinii publicznej w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. I przeszedł mi mróz po plecach. No bo jak - euroentuzjastów coraz mniej, eurosceptyków więcej, a ja tu na łamach "Czuwaj" preferuję produkt nie polski, nawet nie europejski, a na licencji amerykańskiej! Wraży, nie narodowy produkt konsumpcyjnej kultury zachodniej! Uff! Jak dobrze, że w czas się zreflektowałem... Ale w takim razie czym spełnić ów nieszczęsny toast? Może po prostu gazowaną (bąbelki!) wodą mineralną, rzecz jasna bijącą z polskich źródeł i polskiej produkcji? Co prawda gazowana woda podobno szkodzi... Ale trudno, to chyba jedyny w miarę "bezpieczny" pomysł. Tak, decyduję się na wodę mineralną. Jeszcze drobny w sumie problem, do czego ją nalać. Kieliszek - z racji wiadomych skojarzeń - odpada. Szklaneczka, literatka - to chyba zbyt trywialne. Więc może po staropolsku - puchar? Albo lepiej, ze względu na ograniczone możliwości opróżnienia pucharu jednym haustem - pucharek? Świetnie, stawiam zatem na pucharek z gazowaną wodą mineralną...

SKORO już wiemy, czym i w czym spełnić toast, można spokojnie pomyśleć nad jego treścią. Szanujący się toast to nie tylko trywialne życzenia "zdrowia młodej pary" czy "stu lat dla solenizanta". To dłuższa, wycyzelowana, tchnąca dowcipem i inteligencją, przemowa. W dodatku przemowa spontaniczna, pełna żaru i serca... Trochę jak gawęda, którą wprawdzie można wcześniej przygotować, ale dopiero w trakcie wygłaszania - pod wpływem okoliczności chwili i miejsca - prawdziwie ją tworzymy.

O czym zatem powiemy w toaście dla ZHP na przełomie lat 1999-2000? Na pewno wspomnimy to, co było najpiękniejsze i może to, co najtrudniejsze dla nas w roku 1999. Wśród tych spraw trudnych będzie pewnie zmiana struktury Związku, uwarunkowana reformą administracyjną, może też problemy finansowe, brak kadry, kłopoty związane z reformą oświaty, także z wprowadzeniem gimnazjum... Może też brak jedności w harcerstwie... Ale na pewno więcej powiemy o sprawach pięknych - choćby o wspaniałych obozach i zbiórkach, może o niezapomnianych, dalekich harcerskich szlakach, jak ten na Jambo do Chile, pewnie o zbiorowej mądrości instruktorów, którzy wybrali mądre władze hufców na nadchodzące lata... Na pewno nie pominiemy w tym toaście ludzi - wspaniałych i oddanych instruktorów, tych znanych i tych prawie zapomnianych, a wciąż działających, społecznych i etatowych, tych z najdalszych i najmniejszych miejscowości i tych z wielkich metropolii, wiekowe nauczycielki i zapalonych uczniów oraz studentów... Na pewno pochylimy na chwilę z zadumą głowy, czcząc dobrą pamięć tych, co odeszli na Wieczną Wartę...

ALE prócz wspomnienia przeszłości, prosiłoby się też sięgnąć w przyszłość. Najlepiej dobrymi życzeniami dla harcerstwa, dla naszego Związku. Życzenia te wcale nie muszą być szczególnie wyszukane. Wystarczą najprostsze, a niosące najwięcej treści. Więc przede wszystkim - żeby nasza organizacja była zdrowa. Pod każdym względem. I jej członkowie, i jej struktury. I jej system działania, i władze też... Zdrowie - superważna rzecz. Bez tego nic. Dalej przydałoby się nam choć trochę szczęścia. Na przykład do ministra edukacji i urzędników jego ministerstwa. Szczęścia do różnych innych władz, szczególnie tych trzymających kiesę. A także szczęścia do harcerskiej kadry - by umiała z trudem zdobyte fundusze mądrze spożytkować... No i oczywiście spełnienia marzeń, bliższych i dalszych, bardziej i mniej realnych. Na przykład, by udał się zlot w Gnieźnie..., by każda drużyna pracowała metodą harcerską..., by wszyscy instruktorzy byli przeszkoleni..., by w każdej gminie była choć jedna drużyna harcerska..., by liczba członków ZHP zaczęła wreszcie wzrastać..., by wreszcie nadeszło zjednoczenie harcerstwa... Na koniec, w różnych naszych dobrych dziełach niezbędne jest nam niewątpliwie wsparcie "z góry". Życzmy więc Związkowi, w tym wszystkim, co czyni - błogosławieństwa Bożego. Na pewno przyda się zarówno w piękniejszych, jak i w trudniejszych chwilach.

ALE na tych rozważaniach czas upływa nieubłaganie i już za kilka chwil rozpocznie się rok dwutysięczny, ostatni rok XX wieku. O właśnie, słyszycie? Zegar dostojnie bije dwunastą... A zatem, wznoszę w górę pucharek z wodą mineralną i życzę szczęścia, zdrowia, spełnienia marzeń i błogosławieństwa Bożego Związkowi Harcerstwa Polskiego. Naszemu wspólnemu stowarzyszeniu. Powodzenia, Związku!

hm. Jarosław Balon
Kuklik górski

CZY_WYPADA_INSTRUKTOROWI harcerskiemu być na takiej imprezie, na której wznosi się toasty?

POCHYLIMY na chwilę z zadumą głowy, czcząc dobrą pamięć tych, co odeszli na Wieczną Wartę...

PRZYDAŁOBY się nam choć trochę szczęścia. Np. szczęścia do różnych władz, szczególnie tych trzymających kiesę



 Generuje GazEla