Niezwykły zwykły obóz

CZY drużyna harcerska może porwać się na zorganizowanie własnymi siłami wędrownego obozu międzynarodowego? Czy jest to łatwe? Nie, nie jest łatwe. Czy daje satysfakcję? Tak, bardzo dużą. Czy warto organizować takie obozy? Moim zdaniem - warto. Może z tego wszystkiego powstać niezwykły zwykły obóz.

* * *

MOJA drużyna - "Powsinogi" z Opola - już po raz dziewiąty zaprosiła na wakacje swych przyjaciół i podopiecznych z Ukrainy - drużynę "Orliki" z Drohobycza. Dodatkowo zaprosiłem trójkę harcerzy z Litwy. Poznałem ich w marcu w Wilnie, podczas konferencji z okazji 10-lecia ZHP na Litwie. Napisałem listy do sześciu osób, trzy odpisały - i w ten sposób Sabina, Kasia i Artur z Wilna przyjechali do nas latem. I chyba dziś tego nie żałują. Mieliśmy też gości z... Japonii. Autentyczni Japończycy, z Tokio: tato, mama i córka, których poznaliśmy podczas obozu w roku 1992. Byli już u nas wcześniej dwa razy. Tym razem spędzili z nami pół obozu - 10 dni.

* * *

HARCERZE z Ukrainy przyjeżdżają, jak zwykle, pociągiem z Przemyśla. Po gości z Litwy jedzie do Warszawy zaprzyjaźniony tato jednego z naszych harcerzy. W ogóle, gdyby nie pomoc rodziców - byłoby trudno.

PO dniu odpoczynku w Opolu rozjeżdżamy się w dwie strony, na dwa obozy. Połowa jedzie w Góry Świętokrzyskie, druga połowa - ze mną - w Beskidy, Gorce i Pieniny.

PIERWSZEGO wieczoru wprowadzamy w obozowe życie coś nowego - podsumowanie dnia. Nasza oboźna, Zosia, czyta fragment Księgi Jaszczurki, komentuje go i śpiewa piosenkę odpowiadającą mu nastrojem. O dziwo, wszyscy słuchają. Widać, że ta chwila refleksji jest bardzo potrzebna.

KOLEJNE dni obozu to zwiedzanie miast i, oczywiście, wędrówki po górach. Sapiąc zdobywamy Jaworzynę Krynicką; zmęczeni wdrapujemy się na Halę Łabowską idąc najdłuższą trasą. Jak wejdziemy na Turbacz? Przeżywamy morderczą drogę do limanowskiej Mordarki, ponad 20 km w dużym upale, po asfaltowej drodze... No, cóż, ktoś nam wskazał właśnie tę drogę. Długo będziemy leczyć stopy.

* * *

POBYT Japończyków wnosi nową jakość do naszego życia. Bardziej się kontrolujemy, zniknęły głośne kłótnie, wszyscy są bardziej uprzejmi. Prawda, zmniejszyło się obozowe "luzactwo" (słowo może nie na miejscu, ale adekwatne), nie pozbędziemy się aż do końca przekonania, że gościmy "VIP-ów", ale nowa jakość chyba przyda się harcerzom. Harcerze z Ukrainy - to już jedni z nas. Harcerze z Litwy - bardzo dobrzy kumple. Japończycy... przecież jedzą tak jak my, śpią tam gdzie i my, śpiewają i bawią się z nami, dzielnie chodzą po górach (choć widzimy, że nogi trochę ich bolą). 13-letnia Moe wciąż jest wśród naszych dziewcząt, i nie przeszkadza jej słaba jeszcze znajomość angielskiego, pani Miwa chętnie uczy nas origami, pan Takayuki bez skrupułów daje się ograć w szachy przez Michała. A wieczorem chętnie śpiewamy po polsku... i po japońsku (pieśń "Sakura").

TAKI obóz jest dla Japończyków chyba jeszcze większym doświadczeniem niż dla nas. Warunki często spartańskie, poranny apel, odprawa w nocy, improwizowanie posiłków, szukanie środków transportu, długie wędrówki przy często zmieniającej się pogodzie. Muszę jednak przyznać, że znoszą to dzielnie. Czasem tylko daje znać o sobie ośmiogodzinna różnica czasu między Polską a Japonią.

CZTERY, jakże odmienne, grupy górskie - Beskid Sądecki, Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny. Piękno gór, które na zawsze zostanie w pamięci... Wspaniale widoczne z okolic Czorsztyna Tatry. Gwiazdy i wschód słońca na Turbaczu. Deszcz na Jaworzynie. Deszczem rozpoczynający się spływ Dunajcem, zakończony przy pięknej pogodzie. Wspólne ognisko z przy-padkowo spotkanym obo-zem instruktorskim hufca Węgierska Górka, w Krościenku, nad szumiącym w nocy Dunajcem. Przyrzeczenie, które na ręce dwóch członków Rady Naczelnej ZHP składali: Ania - harcerka z Ukrainy i Artur - harcerz z Litwy. Przyrzeczenie niedaleko miejsca, w którym przez lata mieszkała Olga Małkowska...

DŁUGO jeszcze można by pisać o tym obozie. Pozostały zdjęcia, setki zdjęć, kroniki, listy z różnych miejsc. Wspominamy obozowe przygody oglądając legitymacje harcerskie, książeczki OTP, odznaki.

A za rok znów pojedziemy w Polskę. I może uda się nam sprawić, by ten zwykły, kolejny obóz stał się także obozem niezwykłym?

CZY rozszerzać formułę, zapraszać nowych ludzi? To temat do przemyślenia. A może lepiej będzie kontynuować to, co już się zaczęło, by się wszyscy lepiej poznali i zaprzyjaźnili?

* * *

TEN międzynarodowy obóz wędrowny kosztował mnie, komendanta, naprawdę dużo wysiłku, ale teraz, gdy przeglądam kronikę, czuję, jakie to było ważne. Dla mnie, dla dzieci, dla rodziców, dla naszych gości z zagranicy.

DUŻO mówimy o otwieraniu się na innych, o tolerancji, o umożliwianiu dzieciom poznawania innych kultur, o kształtowaniu uczuć i nawyków związanych z przyjmowaniem u siebie ludzi z innych krajów, o doskonaleniu języka. Są to niby sprawy oczywiste, ale niełatwo je realizować w praktyce.

CIESZĘ się, że udają się nam te obozy, że młodzież niechętnie się po nich rozstaje, że często umawiają się na spotkanie w roku następnym - i że spotkania te dochodzą do skutku. Przecież są u nas tacy harcerze - i nasi, i ci z Ukrainy - którzy poznali się 9 lat temu! A teraz niektórzy z nich, dziś studenci, pełnią funkcje instruktorskie podczas obozów.

JAPOŃCZYCY obiecali, że przyjadą do nas za dwa lata. Przysłali mnóstwo zdjęć, książkę-pamiętnik obozowy, kasetę wideo. To także dzięki nim ten zwykły obóz stał się obozem niezwykłym.

hm. Jacek Chlebda, Opole



 Generuje GazEla