REJS POKOJU

MIMO narastających tendencji do demokratyzacji życia i coraz bardziej powszechnego przekonania, że dalszy rozwój i przetrwanie rasy ludzkiej zależy od współpracy wszystkich ze wszystkimi, nasz świat nie jest światem pokoju. Ognie wojny, chociaż na lokalną skalę, ciągle wybuchają.

W różnych miejscach naszego globu tlą się nieprzerwanie zarzewia konfliktów, trwają napięcia i widać, jak często zapiekła nienawiść i zadawnione uprzedzenia, a przede wszystkim niechęć do zrozumienia racji drugiej strony, zagłuszają zdrowy rozsądek. W lawinie zmian i zagrożeń cywilizacyjnych niebezpieczeństwo wojny powszechnej jest ciągle aktualne.

CZY można to widmo klęski zmienić w zwycięstwo? Zapewnić życie w pokoju?

OTÓŻ tak.

ALE potrzeba tu przede wszystkim wiedzy, innego sposobu myślenia i działania i pasji, entuzjazmu w dążeniu do szczytnego, chociaż trudnego celu. Tego można się nauczyć. Może się tego nauczyć Człowiek Przyszłości, który zrozumie między innymi i to, że wszelkie zło, również wojna, bierze się z ignorancji i obojętności.

OWE przesłanki legły u podstaw pomysłu, jaki zrodził się dwa lata w WOSM. Pomysłodawca, Richard Amalvy z Francji, zaprosił do współpracy Centrum Wychowania Morskiego w Gdyni, armatora "Zawiszy Czarnego". I tak w sierpniu i wrześniu 1999 r. doszło do realizacji czteroetapowego Rejsu Pokoju po Morzu Śródziemnym na trasie Aleksandria, Hajfa, Cypr, Rodos, Istambuł, Pireus. S/y Zawisza Czarny, dzisiaj już statek-symbol, po raz kolejny związał się z ideą wychowania i współpracy dla pokoju, tym razem pod flagami UNESCO, Unii Europejskiej i centrum Północ-Południe Rady Europy.

Mały krok ku wielkim celom

Żeglowanie samo w sobie wymusza tolerancję i zgodną współpracę

- tylko w ten sposób można bowiem przetrwać na morzu. Ale 29-osobowa załoga, w skład której wchodzili przedstawiciele siedemnastu narodowości, oprócz pracy na pokładzie zdobywała jeszcze podstawową wiedzę na temat mechanizmów powstawania konfliktów i sposobów ich zażegnywania. Zajęcia na rufie lub dziobie trwały 6 godzin dziennie, a prowadzili je specjalnie przygotowani instruktorzy i wykładowcy akademiccy. Sami uczestnicy nie byli przypadkowi; młodzi ludzie w wieku od 18 do 25 lat (co ważne, nie tylko skauci) pochodzili z krajów objętych dziś konfliktami, a ich postawa i zaangażowanie pozwalają przypuszczać, że po zakończeniu rejsu przekażą sztukę łagodzenia konfliktów i życia w pokoju swoim rodakom i członkom macierzystych organizacji młodzieżowych.

SŁUCHALI więc wykładów, zmywali pokład, ciągnęli liny, stawiali żagle, sterowali i pełnili wachty młodzi Egipcjanie, Libańczycy i Żydzi, rozmawiali ze sobą Serbowie, Grecy, Turcy i Syryjczycy, był Francuz, Angielka, Finka, Niemiec i Hiszpan. I oczywiście Polacy, którzy wraz z kapitanem Waldemarem Mieczkowskim tworzyli załogę stałą.

NA pokładzie zderzyły się trzy wielkie kultury i religie tego regionu: ocierali się o siebie wzajemnie chrześcijanie, muzułmanie i żydzi. Tak właśnie wygląda różnorodność wspólnoty ludzkiej we wspólnocie celów: Europa spotyka się przy stole i pracy z Afryką i Azją, w kubryku i na pokładzie przenika się wzajemnie obyczajowość, sposób bycia, zachowanie, język, nawet poczucie humoru.

RADUA, młoda Jordanka, stoi przy sterze opatulona w hegab, chustę osłaniającą niemal całą twarz i szyję. Ma również spodnie, chociaż nie jest jej zimno; jako muzułmanka może pokazywać jedynie twarz i stopy. Fisz muszkala - jest problem - poskarżył mi się wczoraj sympatyczny Amged z Egiptu. Okazuje się, że nie ma gdzie rozłożyć swego dywanika do codziennej modlitwy. Po chwili położył na dziobie i już maszfisz muszkala - nie ma problemu. Allach akbar!

A ja robię sobie właśnie kawę po grecku, czego nauczył mnie parę dni temu Ilia z Pireusu. Do kubka sypie się neskę i półtorej łyżeczki cukru, dolewa pół łyżeczki wrzątku i uciera najpierw jak kogiel-mogiel. Kiedy kawowo-cukrowa masa zbieleje, należy wolno wlać resztę wrzątku, ciągle mieszając. Trochę mleka i ...hmmm, sprawdźcie sami, taka kawa ma naprawdę inny, oryginalny smak. Po prostu grecki...

W ciągu czterech 10-dniowych rejsów przez pokład "Zawiszy Czarnego" przewinęła się ponad setka młodych ludzi, wywodzących się z jednego z najbardziej zapalnych regionów świata. Odwiedzili porty Egiptu, Izraela, Syrii, Libanu, Jordanii, Cypru, Turcji i Grecji, zdobywali podstawową wiedzę o procesach mediacji i negocjacji, sposobach i formach komunikacji, przełamywania barier, likwidowania uprzedzeń i twórczej współpracy ludzi o różnych poglądach i postawach. Zajęcia prowadzone były przez wykładowców, przygotowanych wcześniej przez Centre for Applied Studies in International Negotiation, wiodące Centrum Badań Negocjacji i Stosunków Międzynarodowych z siedzibą w Genewie.

Konflikt nie jest problemem - problemem jest jego rozwiązanie

KONFLIKTY są nieodłączną częścią natury ludzkiej, są wszechobecne w społeczeństwie. Zdarzają się w rodzinie i w społecznościach lokalnych, konfliktami są mecze i zawody sportowe, polityczne debaty, strajki, konkurencja na rynku, stosunki międzynarodowe itd. Konflikt jako taki nie stanowi więc problemu. Problemem jest sposób jego rozwiązywania.

KAŻDĄ sprzeczność interesów można rozwiązać na dwa sposoby: siłowo, czego ekstremalnym przypadkiem jest wojna, i bez użycia siły, wykorzystując sztukę mediacji lub negocjacji, a więc rozmów. Jakie są główne zasady negocjacji? Po pierwsze "wygrana-wygrana", czyli założenie, że albo obie strony wygrają, albo w ogólne nie siadamy do rozmów, i po wtóre: "najpierw zrozum, potem bądź zrozumiany".

- To jest tak jak z tą pomarańczą - wyjaśnia Mario Diaz, jeden z czterech instruktorów, pokazując pomarańczę narysowaną na środku stołu. - Każda ze stron chce ją tylko dla siebie, w całości. Gdyby tak się stało, ktoś by wygrał i ktoś musiałby przegrać. Dałoby się zapewne wynegocjować również jakiś kompromis - na przykład obie strony wzięłyby sobie po połowie pomarańczy, wtedy jednak każda z nich musiałaby z czegoś zrezygnować. Jeśli jednak jedna ze stron potrzebuje tylko środka owocu, samego miąższu ze względu na przykład na witaminy, a drugiej zależy tylko na białej, wewnętrznej części skórki jako na surowcu, wtedy to rozwiązanie okazuje się korzystne dla wszystkich: wtedy nie ma przegranych. Na tym właśnie polega strategia "wygrana - wygrana".

I takich rozwiązań trzeba szukać.

NATOMIAST strategia "najpierw zrozum, potem bądź zrozumiany" wymaga "wejścia w cudze buty", zrozumienia innego punktu widzenia i innych potrzeb, i opanowania kilku umiejętności technicznych, przede wszystkim umiejętności interkomunikacji, rozpoznawania modeli myślowych i rozumienia świata kultury drugiej strony.

Pokój jest w naszych rękach

NA progu nowego tysiąclecia pokój rozumiany jako "nieobecność wojen" to już zbyt zawężone pojęcie. Dzisiaj pokój to również wiele innych działań, mających na celu na przykład usuwanie źródeł konfliktów, wspieranie wszelkich form rozwoju, poszanowanie praw człowieka i wolności słowa, likwidowanie nędzy i niesprawiedliwych podziałów, ochrona środowiska, szerszy dostęp kobiet do szkół i podwyższanie ich statusu społecznego itp. Tylko że dzisiaj wymaga to udziału wszystkich i każdego z osobna, i nie od święta.

TO chyba najważniejsza myśl i przesłanie, jakie zapamiętali uczestnicy Rejsu Pokoju. Bo pokój jest w naszych rękach, powrót "złotego wieku" jest możliwy.

CZY skrzydełko motyla może wywołać huragan w odległym zakątku ziemi? Może zmienić klimat? W sprzyjających warunkach tak.

CZŁOWIEK Przyszłości w nadchodzącej dobie powszechnego dostępu do informacji i wiedzy, doceniający siłę oddziaływania współczesnych massmediów, wie o sile jednostkowych działań. Każdy z nas może więc stać się takim motylim skrzydełkiem i mieć udział w globalnej przemianie społeczności naszej planety.

Marek Siurawski



 Generuje GazEla