Czuwaj

7-8/2000

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer

Zmarł Olgierd Fietkiewicz

1.07.1932 - 6.06.2000

JESZCZE mógł pożyć. Miał tylko 68 lat. Tak na ogół mówimy o wszystkich. Dla młodych 68 lat to dużo, to bardzo dużo i słusznie mówią o kimś w tym wieku, że on już był stary. Ale dla młodych nawet 45-latki to "starzy".

A Olgierd miał te swoje 68 lat i jeszcze kilka lub kilkanaście lat powinien... właśnie... powinien żyć, by dokończyć te swoje prace, które zamierzał i z którymi tak się spieszył. Ale nie zdążył.

OLGIERD zawsze miał kłopoty ze zdrowiem, nawet gdy był znacznie młodszy. Kiedyś dwa miesiące leżał w szpitalu w Otwocku, ale nie przestawał pracować ani na moment. Umyślni jeździli, by odebrać materiały, bo on pisał, redagował, numery "Harcerstwa" ukazywały się. Takie miał hobby: pracować.

TRUDNE były dla niego ostatnie lata. Kolejne zaburzenia zdrowotne najpierw utrudniały mu pracę, potem nawet na pewien czas uniemożliwiły. I kiedy wydawało się, że już najgorsze za nim, że zwalczył chorobę, kiedy z powrotem samodzielnie pracował i spacerował, kiedy już naprawdę czuł się lepiej...

GDY następnego dnia po Jego śmierci zawiadamiałem jednego z przyjaciół, zaczął mi cytować list, który właśnie otrzymał, i w którym Olgierd donosił, że ze zdrowiem wszystko w porządku, że wyniki są pozytywne i że czuje się dobrze. Memento mori.

ON o tym też pamiętał. Mimo dobrego samopoczucia był realistą, wiedział, że to może się przytrafić. Od pewnego czasu robił porządki, klasyfikował materiały, przekazywał rzeczy (książki, płyty, zbiory), które już mu nie były potrzebne do tego, co robił. Sporządzał bibliografie. Skupiał się na tym, co jeszcze chciał zrobić. I pracował, pracował, pracował.

A w pracy był niezwykle zorganizowany. Korzystał z komputera, drukarki - a wszystko zafundował sobie, by efektywniej pracować. Nie miał wielkich wymagań, prawdę mówiąc nie miał ich wcale. Pieniądze wydawał, poza konieczną opieką medyczną, na nowości książkowe, bo na to zawsze musiało wystarczyć.

***

OLGIERD nie miał formalnego wykształcenia naukowego, choć studiował, lecz studia w pewnym momencie przerwał. Właściwie, studiował całe życie. Zgłębiał wszystko, co wiązało się z harcerstwem: pedagogikę, socjologię, historię, historię harcerstwa, nauki polityczne i wszystko, co mogło mieć związek z ruchem harcerskim. Czytał ogromnie dużo. Był stałym gościem kilku księgarni, a zwłaszcza księgarni naukowej, tzw. wzorcowni w Pałacu Kultury i Nauki.

DAJ Boże niejednemu profesorowi taką ogromną wiedzę, jaką On miał i którą umiał spożytkować w swojej pracy redakcyjnej i twórczej. Zresztą doceniali to inni, bo Olgierd był częstym konsultantem dziesiątek prac magisterskich, wielu prac doktorskich, a także konsultantem i recenzentem prac habilitacyjnych.

***

OLGIERD był ponad dwadzieścia lat redaktorem naczelnym miesięcznika ZHP "Harcerstwo", którego dziś już nie ma. I jako redaktor, a także później, gdy przejąłem po nim redakcję, sporo pisał, redagował, podejmował wiele różnych inicjatyw, które owocowały - głównie na łamach pisma - konkretnym dorobkiem. "Kartki srebrne i złote", "Kroki do syntezy", "Definicje pojęć", "Spróbujmy ustalić, jak to było", bibliografie.

KONKURS Harcerskiej Nagrody Myśli Twórczej, którego częścią jest konkurs na prace magisterskie (a później i doktorskie) o tematyce harcerskiej... W opracowanej przez siebie bibliografii zebrał około 600 takich prac z całej Polski, z różnych uczelni.

PUBLICYSTYKA, materiały programowe, metodyczne, historyczne, recenzje, opracowania biograficzne i bibliograficzne, felietony - ta lista jego prac jest ogromna.

KTÓŻ nie zetknął się z "Leksykonem harcerstwa"? Do dziś, choć od wydania książkowego minęło tyle lat, gdy trzeba sobie o czymś przypomnieć, sięgamy do "Leksykonu...". I pomyśleć, że tak ogromne i rozległe dzieło powstało dzięki pracy jednego człowieka. Nad leksykonami pracują przecież całe zespoły. On też zorganizował wokół leksykonu zespół ludzi, wielu autorów napisało poszczególne hasła, umiał zmobilizować ich do zredagowania notatek na tematy szczególnych inicjatyw terenowych. Ale każde hasło przeszło przez jego ręce, on nad tym panował i doprowadził do końca. To ogromne dzieło. Ale nie jedyne, choć może najbardziej znane.

NA łamach "Harcerstwa" w zeszytach opublikował "Harcerski Słownik Biograficzny". Ukazywały się rozdziały jego niepublikowanej książki "Historia harcerstwa w zarysie. Szkice robocze książki". Całe życie przygotowywał się do napisania tej historii.

TO jest niepospolite opracowanie, liczące ponad 1000 stron. To historia harcerstwa, w której skupił się na poszczególnych tematach i opracował je na przestrzeni harcerskich dziejów (przykładowo: kadra, obozownictwo, kształcenie...). To pełne opracowanie czeka na swoją edycję. W dodatku całość to także liczne aneksy, załączniki, bibliografie, które dopełniają historię harcerstwa.

OSTATNIO pracował nad harcerskimi wydarzeniami ostatnich 20 lat i opracowanie jest prawie gotowe.

A wszystko zapisane zostało w komputerze, na dyskietkach, wydrukowane w kilku egzemplarzach.

TEN dorobek naukowy czeka na pełne opracowanie i podsumowanie. Bo kolejnego takiego dzieła już nie będzie.

***

OLGIERD był człowiekiem niezwykle skromnym, nie rzucał się w oczy, będąc w towarzystwie. A jednak był niezwykłą osobowością. Potwierdzą to bez wyjątku wszyscy, którzy z nim współpracowali. Nie było łatwo z nim pracować, bo był wymagający. Ale każdemu był gotów udzielić wskazówek, rad, gotów do pomocy. Często się z nim spierali, krytykowali - wrogów jednak nie miał. I tak dziwnie się składało, że po jakimś czasie okazywało się, że najczęściej to właśnie on miał rację.

WOKÓŁ Olgierda i wokół redakcji "Harcerstwa" skupiało się grono nieprzeciętnych instruktorów, powstawały zespoły. Zespół teoretyków harcerstwa, zespół historyków harcerstwa. On inicjował, proponował, kierunkował. Nawet gdy nie był pewien ostatecznego efektu, podejmował próbę wykonania nowego zadania. Okazywało się, że można, choć inni składali broń. A potem praca zespołu owocowała opracowaniami naukowymi, publikacjami, pracami magisterskimi, doktorskimi, inicjatywami terenowymi. Niemal na każdej uczelni był ktoś, kto organizował kształcenie instruktorskie i utożsamiał się z redakcją.

***

SWOJĄ drogę instruktorską Olgierd rozpoczął w 1959 r. od funkcji zastępcy komendanta hufca w Pruszkowie. Potem była Komenda Chorągwi Mazowieckiej, potem Główna Kwatera ZHP, do której trafił w 1965 r. Zajmował się młodzieżą starszą i kształceniem. W 1972 r. trafił do redakcji "Harcerstwa". Ale nie tylko. Pełnił funkcję zastępcy redaktora w krakowskim "Harcerzu Rzeczpospolitej". To właśnie on stworzył pismo "Czuwaj", którego był pierwszym redaktorem naczelnym. Był także członkiem Rady Naczelnej i wielokrotnie delegatem na harcerskie zjazdy.

HARCERSTWO było jego życiem. Nie w tym sensie, by móc wyzwolić swoje emocje w działaniu bezpośrednim w drużynie, na obozie czy na rajdzie. Harcerstwo było dla niego sposobem na życie w sensie zainteresowania, studiowania i w sensie twórczym. Miał udaną rodzinę, dwóch synów, którzy zawsze zwracali się do niego per Olgierd, co nie oznaczało braku szacunku, lecz taki był ich kod. Mógł poświęcić się harcerstwu, bo w domu jego żona Hanna, także instruktorka i chodząca dobroć, zapewniała mu to, by nie musiał "odrywać się" od spraw dla niego istotnych.

BEZ wątpienia on więcej dawał harcerstwu niż sam z niego czerpał. A bywało, że to właśnie harcerstwo przysparzało mu sporo zmartwień, zgryzot, problemów, zwłaszcza w okresie niezasłużonych ataków i niesprawiedliwych ocen. Do końca uważał, że harcerstwo jest nadal młodzieży potrzebne, choć widział potrzebę zmian w zakresie metodyki i treści. Ostatnie lata nie dawały mu satysfakcji - ubolewał, że harcerstwo kurczy się w szkole, brakuje nowej kadry, że szwankuje kształcenie. Ogromnie zależało mu, by harcerstwo rozwijało się na wsi. Uważał, że harcerstwo należy do młodych i że tkwi w nim na tyle duży potencjał, by się odrodziło. Nie należy tylko nadużywać go do celów, za którymi kryją się...

B zbyt szczery i prostolinijny, by się z tym godzić.

***

OLGIERD był szanowany i doceniany. Odznaczony różnymi medalami, odznaczeniami harcerskimi i państwowymi.

WSPOMNIENIA o Olgierdzie wprowadziły mnie w refleksyjny nastrój. Po prostu smutno i żal, że już nie będę z nim dyskutował, roztrząsał różnych problemów. Nasze rozmowy, gdy przyjeżdżałem do niego do Ursusa, gdzie mieszkał, trwały zwykle kilka godzin. I zawsze było o czym mówić, choć temat ten sam: harcerstwo.

PISZĘ o nim, by młodzi mogli choć odrobinę poznać Olgierda, skojarzyć nazwisko z człowiekiem. Dla starszych ten tekst będzie momentem wspomnień, refleksją o osobistych z nim kontaktach, chwilą zadumy poświęconą Olgierdowi. Bo Olgierd to był nieprzeciętny człowiek, nieprzeciętny instruktor, który naprawdę całym życiem...

hm. Henryk Pytlik

6 czerwca 2000 roku odszedł na wieczną wartę harcmistrz Olgierd Fietkiewicz wybitny instruktor ZHP, wychowawca wielu pokoleń harcerskich, historyk i inicjator badań dziejów i teorii harcerstwa, naczelny redaktor miesięcznika "Harcerstwo" w latach 1972-92.

ZA nami długa, wspólna, harcerska droga.

PRZED nami nowe wyzwania.

ZABRAKNIE nam Druha.

Z ostatnim czuwaj!

Naczelnik Związku Harcerstwa Polskiego
hm. Ryszard Pacławski



 Generuje GazEla