Czuwaj

7-8/2000

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
CHORĄGIEW ZACHODNIO-POMORSKA

Harpuś

czyli "Zjazd rodzinny" absolwentów

OD kilku miesięcy krążyły pogłoski: to już piąty Harpuś, można powiedzieć - jubileuszowy, może coś zrobią... No i zrobili. Oni - czyli Krąg Instruktorów Kształcących BMW (tylko oni sami wiedzą, co to BMW znaczy). Na "Zjazd Rodzinny" zaproszeni zostali absolwenci wszystkich zakończonych to tej pory czterech Harpusiów.

Ale co to jest Harpuś?

ZNACZEŃ jest przynajmniej kilka, a jedno z nich jest następujące: Harpuś - kurs drużynowych harcerskich i starszoharcerskich, organizowany przez KIK "BMW" przy Komendzie Chorągwi Zachodnio-Pomorskiej ZHP. Harpuś odbywa się w formie wakacyjnej i śródrocznej. Do chwili obecnej odbyło się pięć edycji kursu (dwa wakacyjne - Bieszczady i Drężno oraz trzy śródroczne - trzeci zakończył się w maju br.).

Piątek

NA "Zjeździe Rodzinnym" zjawiliśmy się około 18.00 (niestety część z absolwentów ugrzęzła w domach ze względu na choroby i trudności komunikacyjne) i zaraz wzięliśmy udział w apelu rozpoczynającym. Miło znowu zobaczyć kadrę. Szybki meldunek...

ZARAZ po apelu integracja. Choć wszyscy harpusiowcy, to jednak nie wszyscy dobrze się znamy. Ale tylko w pierwszej chwili. Zaraz potem rusza zwariowana maszyna, która łamie obcość. Harpusie już razem.

Sobota

OBUDZILIŚMY się zbyt późno... Spóźniliśmy się na apel... Mało nas nie wyrzucili... A dalej było już bardzo przyjemnie. Dzień zaczęliśmy od zajęć pod tytułem "coś z niczego" i przerobiliśmy trochę drewna, silikonu, książek na ozdoby i prezenty. Upaćkaliśmy się przy tym nieźle farbą (jak dzieci...), ale efekty naszej pracy zadziwiły nas samych.

NIESTETY (pewnie z braku uznania dla sztuki) zmuszono nas do zakończenia zabawy. Czas na zajęcia poświęcone reformie oświaty. Okazało się, że plan pracy szkół zaczyna zbliżać się do tego, co my robimy podczas codziennej pracy z drużyną. Ale zbliżał się już czas obiadu... - Może się pobawicie - rzekły Eliza i Małgorzatka (chyba z nadzieją, że nas wymęczą). Czemu nie? Przepląsaliśmy jakieś 45 minut i nie mieliśmy dość. Lecz na obiad iść czas.

CZY ktoś słyszał o "Ćwierćlandzie"? Myślę, że tak. Był to następny etap naszego zjazdu. Cztery kraje nastawione do siebie w sposób mało przyjazny, żółty mur w Żółtlandzie, Viagra w Niebeskolandii, Cola w Czerwonym Kraju i wreszcie kwiatek w Zielonkowie - to sposoby na szczęście. Jednak znów zwyciężyła tolerancja i wszystkich tych rzeczy mogli zasmakować kolorowi obywatele Ćwierćlandu (podobnie było z cukierkami).

POD wieczór zasiedliśmy wszyscy w kręgu, aby podzielić się doświadczeniami w pracy z drużyną. Padały różne pomysły na zbiórki, rajdy, wycieczki. Powstało kilka nowych, które niedługo zostaną wykorzystane.

Niedziela

TYM razem wstaliśmy pierwsi. Na apelu zjawiliśmy się w komplecie. Dzisiaj jeszcze jedne zajęcia "Indiańska Bajka". Wcielamy się w małych indiańskich chłopców wyruszających w swe wędrówki ku dorosłości. Odkrywamy, kim jesteśmy: dumny orzeł, silny niedźwiedź, odważny wilk czy może rodzinny świstak? Gdzie poprowadzi nas ta droga?

NADSZEDŁ czas pożegnania. Miejmy nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy, my harpusiowcy i cała nasza kadra (Agnieszka, Buzia, Eliza, Pastyl, Jadzia, Małgorzatka, Sławek, Pacek, Sylwia - pewnie kogoś pominąłem - przepraszam).

pwd. Krzysztof Kujawski
Hufiec Stargard Szczeciński



 Generuje GazEla