Czuwaj

2/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl

Zamiast Wężykiem

18 grudnia 2000

NA klatce schodowej mojego bloku znajduję estetyczne małe ogłoszenie: To szczep harcerski z drugiej strony Wisły (a więc nie z naszego hufca) reklamuje swoje zimowisko. Zaprasza cywilne dzieci w wieku od IV klasy szkoły podstawowej. Warunki - schronisko młodzieżowe. 14 dni pobytu. Koszt. Uwaga, uwaga! 800 zł (dla harcerzy z własnego hufca), 850 zł (dla cywili). Policzmy - przejazdy, program około 200 zł, jedzenie i spanie około 45 złotych dziennie. Zadać można sobie kilka pytań: Czy w szczepie jest tak mało harcerzy, że muszą być zapraszani na zimowisko "cywile"? Dlaczego zimowisko szczepu reklamowane jest na terenie działania innego hufca? Czy nie wystarczyłoby rozwieszanie ulotek na własnym terenie? Czy tam brakuje dzieci? Czy koszt musi być tak wysoki, czy szczep po prostu organizuje sobie akcję zarobkową? A więc czy pełni on po prostu rolę biura turystycznego? A jeżeli tak, to czy odprowadza za swe usługi należne podatki?? Dziwne mamy dziś harcerstwo.

21 grudnia 2000

WIGILIE, wigilie. Wigilie w pracy, w organizacjach społecznych, w samorządzie... Z Betlejemskim Światłem Pokoju i bez. Tu mogę być godzinę, tam półtorej... Na szczęście te spotkania rozłożone są w czasie na kilka dni.

SPOTKANIE w gronie radnych - ci z SLD łamią się opłatkiem z tymi z AWS. Między nami energiczna i ogromnie sympatyczna babcia - zwolenniczka Radia Maryja. Gdy nie trzeba głosować, dyskutować w imieniu klubów, atmosfera jest zupełnie inna - a może to efekt zbliżających się Świąt? A na stole ryby, sałatki, ciasta.

U księdza Prymasa wręczenie Betlejemskiego Światła Pokoju i opłatek. Jak pięknie śpiewają kolędy harcerskie zespoły z Legionowa i Tuszyna. Pomimo zamieszania, jakie robią ekipy telewizyjne i fotoreporterzy, atmosfera jest podniosła, a miłe słowa kierowane przez najważniejszego w Polsce dostojnika Kościoła mile łechcą nasze uszy...

NA jednym z wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego już po podzieleniu się opłatkiem pada pod moim adresem pytanie o przepis na doskonały piernik, który przyniosłem jako "upieczony w domu". No tak, ale ja nie znam przepisu, bo piernik rzeczywiście jest smaczny, ale kupiony w sklepiku na rogu Wiejskiej i Prusa.

SENIORÓW w moim hufcu zawsze zbiera się koło setki. Bardzo lubię przebywać w tym gronie, przypominać sobie możemy obozy sprzed lat, imprezy i po raz kolejny słuchać opowieści o Kacperku (ratlerku naszego komendanta) wrzuconym do latryny i o walce tegoż komendanta z naszymi (męskimi) długimi włosami. Na tej wigilii nie było (o czasy, o obyczaje!) przedstawicieli naszej komendy hufca, nie było też Betlejemskiego Światła Pokoju - ponoć harcerze nie dowieźli...

CIEKAWE są te obrazki świąteczne. Cóż, Boże Narodzenie mamy tylko raz w roku...

1 stycznia 2001

ŚRODEK minionej nocy - sam koniec ubiegłego wieku i początek nowego spędzam wśród tysięcy Szwedów w centrum Sztokholmu. Wylegliśmy na ulice, by obejrzeć największe (podobno) fajerwerki świata. Trwają przez ponad pół godziny i są zgłoszone przez organizatorów do Księgi Guinnessa. Ogólna radość, wokół mnie rodziny z butelkami szampana i właściwymi do tego napoju kieliszkami. Gdy wracamy do domu, uważnie patrzę pod nogi. Przecież mogę nadepnąć na rozbite szkło. Nic z tego - nie widać ani jednej stłuczonej butelki. Stoją równiutko poustawiane przy budynkach lub krawężnikach. Nikt ich nie kopie, nikt nie bierze do ręki.

KILKA dni później zapytałem, jak było przed warszawskim Pałacem Kultury - tam butelek na plac wnosić nie było wolno, lecz masy stłuczonego szkła same mówiły za siebie. Wniosek - ciągle nam jest jeszcze daleko do prawdziwej Europy.

9 stycznia 2001

KONIEC XX wieku był dla naszego środowiska - 3 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. x Józefa Poniatowskiego bardzo smutny. Odeszło na wieczną wartę dwóch instruktorów, którzy byli dla nas ludźmi łączącymi dawne i nowe czasy.

NAJPIERW, jeszcze przed Świętami, zmarł hm. Jan Drewnowski - drużynowy 3 WDH jeszcze z lat (nie mylę się!) dwudziestych. Był drużynowym ponad 70 lat temu! Później aktywnie działał w Chorągwi Warszawskiej, był nawet zastępcą komendanta chorągwi. Po wojnie mieszkał w Wielkiej Brytanii, był tam postacią znaną, gdyż między innymi pełnił funkcję rektora Uniwersytetu Polskiego na Obczyźnie. Dla nas pozostawał mitem, choć korespondowaliśmy z nim, spotykaliśmy się, gdy odwiedzał Polskę. Pogrzeb (z naszym harcerskim sztandarem) odbył się na warszawskich Powązkach 28 grudnia.

DWA dni później 30 grudnia 2000 r. zmarł jeden z najbardziej zasłużonych instruktorów harcerskich hm. Stanisław Broniewski. Znany był w całym harcerstwie. Był wielką, wprost mitologiczną postacią. Ja jednak, gdy myślę o druhu "Orszy", przypominam sobie zdjęcie smukłego młodego harcerza stojącego obok swego drużynowego na tle jednego z budapeszteńskich kościołów. Wykonano je w drodze do Gödöllö (a może w czasie powrotu z Jamboree?). Podpis na zdjęciu brzmi "Wódz gromady zuchowej 3 WDH Stanisław Broniewski". Bo druh Broniewski był wychowankiem 3 WDH, wstąpił do niej w 1928 r., jego drużynowym był przez pewien czas Jan Drewnowski. Studiował w Poznaniu, więc nie miał możliwości działania w "Trójce", lecz po wybuchu wojny jesienią 1939 r. dh Stanisław wrócił do swej macierzystej 3 WDH, której, już w podziemiu, zostaje drużynowym. Dopiero po pewnym czasie, po wejściu "Trójki" do Szarych Szeregów awansuje w podziemnym harcerstwie aż do funkcji naczelnika. Na pogrzebie "Orszy" były tłumy, byliśmy także my - 3 WDH.

20 stycznia 2001

KOLEJNE zebranie Rady Naczelnej ZHP. Czy mogę tu coś dodać do mojego tekstu, który zamieszczam na stronie 9? W tych zapiskach nie będę swych myśli rozwijał. Przypominam sobie jednak, jak sam byłem członkiem tego harcerskiego gremium. A czasy były bardzo ciekawe - od 1981 do 1985 r., od VII do VIII Zjazdu ZHP. Podejmowaliśmy wówczas trudne decyzje w niezwykłych okolicznościach. Na przykład stan wojenny zastał nas w Bydgoszczy, bo tam toczyły się obrady naszej Rady. Uważnie mogłem śledzić rozwój i upadek KIHAM-u. Walczyłem (czasami można zostać kombatantem!) o właściwy rozwój harcerstwa. Szefowałem (kto to jeszcze pamięta?) ofensywie starszoharcerskiej. Na krakowskich Błoniach w czasie Zlotu 70-lecia ZHP byłem VIP-em. W tamtej kadencji w Radzie Naczelnej z Warszawy było nas trzech - poza mną jeszcze świetny młody historyk Grzesio Nowik (dziś pracuje w MON, jest członkiem ZHR) i cudowny pedagog, także znakomity lekarz seksuolog Andrzej Jaczewski (dziś na harcerskiej, ale przede wszystkim uniwersyteckiej emeryturze). Każdy z naszej trójki prowadził szczep. To były czasy!!! Ciekaw jestem, jak będą swoją kadencję wspominać za dwadzieścia lat dzisiejsi członkowie Rady Naczelnej.

Adam Czetwertyński



 Generuje GazEla