Czuwaj

2/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
PATRZĄC SZEROKO

O twardej podłodze, frędzlach i wolontariuszach
 Jarosław Balon

Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że mam coś z podharcmistrza Jossariana, który niestety opuścił niedawno gościnne łamy "Czuwaj". Otóż podobnie jak on lubię - rzecz jasna od czasu do czasu - porozmyślać nad sprawami naszego "harcerskiego ludku".

CO prawda nie potrzeba mi do tego głębokiego fotela, choć przyznam, że z roku na rok coraz bardziej cenię sobie wygodne siedziska i z coraz to większym podziwem spoglądam na młodszych, którzy potrafią całymi godzinami zasiadać na twardej podłodze... Mnie po niedługim czasie zaczyna boleć... nie napiszę tu dosadnie co, bo zgorszyłbym młodzież, wywołał poruszenie wśród niektórych seniorów, a zresztą Adam albo Misia i tak by to wycięli. Ale problem ten, przyznam, nieco mnie nurtuje. Ostatnio kieruję chorągwianym kursem podharcmistrzowskim (tylko kochani - nie powtarzajcie tego nikomu, bo rzecz jasna nie mam do tego związkowych uprawnień, czyli stosownej OKK) i zaiste podziwiam uczestników za ich odporność w tym zakresie. Bywa, że do zabawy jest ich trudno poderwać, a ja bym najchętniej cały czas stał bądź pląsał... Niby siedzimy na materacach, a jednak... Ale dość już o tym - harcerz winien być odporny na przeciwności losu...

WRÓĆMY zatem do "myślenia". Zaraz, zaraz, kiedy ja to ostatnio - rzecz jasna na tematy harcerskie - myślałem? Aha, na noworocznym spotkaniu naszego szczepu. Były na szczęście ławki (twarde bo twarde, ale zawsze ławki), więc warunki "bytowe" nie zakłócały mi tego trudnego procesu. A spotkanie noworoczne "Orogenu" to duża sprawa. Także w sensie liczby osób - zuchów, harcerzy, instruktorów, no i oczywiście tzw. weteranów. A w tym roku spotkanie to było wyjątkowo liczne, a już weteranów przybyło jakoś szczególnie wielu. Byłych komendantów, zastępców, drużynowych... Z różnych czasów i różnie dziś ze szczepem związanych. Takich, co wiadomo, że są i wystarczy w jakiejś sprawie zadzwonić... i takich, o których wydawałoby się słuch wszelki zaginął, a jakoś się w tym roku o spotkaniu zwiedzieli i dotarli... I właśnie o tych weteranach sobie myślałem... Że tylu ich i przecież coś w nich harcerskiego wciąż tkwi, skoro przyszli. Że tyle różnych zawodów reprezentują i tyle potrafią... Że jest w nich głęboka potrzeba kontaktu z nami i ze sobą - prawie przez całe spotkanie trwało namiętne wymienianie numerów telefonów, przede wszystkim - jak to dziś w modzie - komórkowych. Że wreszcie tkwi w tych ludziach wielki potencjał, a my tego potencjału jakoś - poza nielicznymi przypadkami - nie umiemy dla harcerstwa wykorzystać.

WIEM, można założyć koło przyjaciół. Albo nawet krąg seniorów. Notabene nasi weterani pewnie serdecznie uśmialiby się, gdyby ich jako seniorów zaklasyfikować, choć formalnie właśnie w takiej roli mogliby w Związku działać. Ale przecież ten ich potencjał jest o wiele, wiele większy. To przecież - przynajmniej znaczna część z nich - potencjalna kadra do "bieżącego" wykorzystania. Ale jakoś poza Związkiem. I nie jest to tylko nasz, szczepowy problem, lecz sprawa na pewno szersza. Iluż to instruktorów, dodajmy - dobrych instruktorów, nie znajduje miejsca w naszym stowarzyszeniu. Co najmniej jakbyśmy tej kadry mieli za wiele...

DLACZEGO tak jest? Może dlatego, że kiedyś okazali się niepotrzebni? Kto nieco starszy, dobrze pamięta nastrój przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, gdy generalnie na różny sposoby walczono z tzw. frędzlami. Młodszym wyjaśnię, że takim mianem określano instruktorów nie pełniących stałych, konkretnych (w domyśle wychowawczych) funkcji. Tak naprawdę chodziło o sprawy wyborcze. Kręcą się tacy po hufcu czy chorągwi - mówiono - nie pełnią żadnej funkcji na stałe, a potem są na liście instruktorów i mogą głosować na zjeździe... A przecież decydować powinni tylko "prawdziwi" instruktorzy, a zatem przede wszystkim drużynowi. Z czasem zadomowił się w Statucie przepis, mówiący o konieczności pełnienia przez instruktora funkcji statutowych. Nie pełnisz - to właściwie fora ze dwora. Do działaczy (uwaga: obecnie seniorów) - i już. Przepis ten był potem nieco "zmiękczany" - dziś zaprzestanie pełnienia funkcji statutowej nie powoduje automatycznego usunięcia z grona instruktorów, ale czynne prawo wyborcze nadal się traci. A przecież nie każdy i nie w każdej chwili swojego życia (problemy rodzinne, praca zawodowa) może być równie aktywny. Jakoś nie udało się nam wypracować dobrej formuły dla tych, którzy przez jakiś czas mogą być aktywni tylko "z doskoku". A już na pewno nie jest dobrym sposobem zachowania dobrego instruktora w Związku automatyczne przesuwanie go do innej kategorii członkowskiej, w domyśle gorszej (działacz), albo zupełnie abstrakcyjnie brzmiącej dla człowieka w pełni sił (senior).

NAPRAWDĘ też dobrze nie służy tej sprawie - jeśli rzecz jasna pragniemy, by jacyś instruktorzy do nas powracali - stwarzanie dla nich przeróżnych barier, np. tworzenie formalistycznych przepisów w sprawie "ponownego nabycia członkostwa w ZHP". A właśnie nad takim dokumentem, "podzleconym" przez Statut ZHP, pracuje obecnie Rada Naczelna ZHP... I bywają tacy, którzy - w skądinąd słusznej intencji ochrony Związku przed wykluczonymi z niego malwersantami i pedofilami - usiłują ową procedurę okrutnie komplikować... Chrońmy, sprawa bezdyskusyjna. Ale jakim przepisem i jak przy tym nie skrzywdzić innych - o tym nie tylko można, ale i trzeba rozmawiać.

BO przy okazji padają też ostre słowa o tych instruktorach, którym trzeba się dobrze przyglądać, bo "porzucili służbę", że powinni powtórzyć Zobowiązanie, a może nawet Przyrzeczenie... I aż się chce zakrzyczeć - ludzie, rozumu! Przyrzekaliśmy owszem - całym życiem - ale być harcerzem, nie instruktorem! To "tylko" rodzaj harcerskiej służby! Jeden z wielu. Popatrzmy na "bycie" instruktorem jak na rodzaj wolontariatu. Dziś ktoś pracuje z zuchami, jutro robi coś innego. Zdradził? A może "tam", np. w szkole, szpitalu, parafii, w innym stowarzyszeniu, bardziej jest potrzebny, mądrzej spożytkowuje to, czego nauczył się w harcerstwie, także na instruktorskiej funkcji. Służy Bogu, Polsce, ludziom - jak kiedyś przyrzekał. Buduje jakieś dobro, może powiedzieć - na chwałę harcerstwa, które go ukształtowało.

A my, zamiast ubolewać nad tymi, co odchodzą, pomagajmy (a już na pewno nie utrudniajmy!) i znajdźmy wśród nas dobre miejsce dla tych, którzy chcą jakoś do nas wrócić, którym na widok dnia 22 lutego w kalendarzu nagle mocniej zabiło serce, którym łopoczący na wietrze namiot przypomniał czar harcerskiej przygody, którym dym ogniska przywrócił wspomnienie starych przyjaciół, tych, którzy po otwarciu szafy na dawno nie używanej półce dotknęli przypadkowo spłowiałego munduru i niespodziewanie poczuli pod powiekami zupełnie niemęskie łzy. q

Z czasem zadomowił się w Statucie przepis, mówiący o konieczności pełnienia przez instruktora funkcji statutowych. Nie pełnisz - to właściwie fora ze dwora. Do działaczy - i już.

"BYCIE" instruktorem to rodzaj harcerskiej służby. Jeden z wielu.

hm. Jarosław Balon, Kuklik górski



 Generuje GazEla