Czuwaj

2/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
PO ZEBRANIU RADY NACZELNEJ

PRZEBIEG ostatniej Rady Naczelnej ZHP, zwłaszcza wybory zastępcy naczelnika ZHP oraz nowego członka Głównej Kwatery, musi wywoływać refleksję. Nie chciałbym snuć rozważań, starając się odnaleźć przyczynę takiego wyniku, zwłaszcza że gdyby kilka spośród 41 osób uczestniczących w głosowaniu podjęło inną decyzję, moglibyśmy nadal trwać w przekonaniu, iż nasza wewnątrzzwiązkowa demokracja zbliża się do ideału. Myślę jednak, że przed kolejnym zjazdem ZHP musimy sobie odpowiedzieć, jak ma funkcjonować proces wyborczy, aby nie zatracić tego, co w harcerstwie powinno być najważniejsze - braterstwa, szczerości, prawdy, zaufania...

Zabrakło szczerości

SĄ w Związku komendantki i komendanci, którym zjazdy, tuż po wybraniu ich na te funkcje, odrzucały część lub całość proponowanego przez nich składu komendy. Można by oczywiście powiedzieć - to jest prawo środowiska, to jest prawo kadry hufca czy chorągwi, która po prostu nie chce mieć w składzie swojej komendy hm. X lub phm. Y. Patrząc z innego punktu widzenia, można by też powiedzieć, iż komendant obdarzony zaufaniem zjazdu powinien mieć swobodę doboru swoich współpracowników, za których ponosi odpowiedzialność. Jeśli taki zespół nie sprawdzi się w działaniu - powinien zostać odwołany, co zresztą Statut umożliwia. W każdym z tych twierdzeń jest wiele racji i trudno jednoznacznie wskazać rozwiązanie najlepsze dla całego Związku. Ale jest też wiele środowisk, gdzie tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Myślę tu o tych hufcach i chorągwiach, w których szczera instruktorska rozmowa jest standardem. Ta szczerość nie jest "zamykana na klucz" także podczas wyborów. Zastrzeżenia i wątpliwości wobec kandydatów są publicznie przedstawiane, dyskutowane, a ostateczny wynik wyborów jest sumą indywidualnych decyzji głosujących, rozważanych w ich sumieniach, a nie w ramach różnego typu koalicji i porozumień.

NIESTETY, takiej szczerości zabrakło w styczniu członkom Rady Naczelnej,

TAKIEJ szczerości zabrakło też podczas niektórych zjazdów hufców i chorągwi odbywających się w końcu 1999 i na samym początku 2000 r. W efekcie odrzucano kandydatów, którym nikt nie postawił żadnego zarzutu, a wielokrotnie nawet żadnego pytania. Odrzucali ich nie tylko ci, którzy ich znają od lat, ale także ci, którzy dotychczas nawet nie mieli okazji porozmawiać z taką kandydatką czy takim kandydatem. Odrzucali, bo rezygnując z własnego prawa do oceny i wyboru zdali się na sugestie innych - tych "mądrzejszych" czy bardziej "doświadczonych". Ci, którzy chcieli zrobić coś dobrego dla Związku, zostali postawieni nagle w sytuacji, w której nie tylko nie wiedzą, kto ich nie akceptuje, ale przede wszystkim - dlaczego. Co mają zrobić, aby się dowiedzieć?

NA ostatnim zebraniu Rady Naczelnej Naczelnik Związku, podobnie jak wcześniej wielu komendantów, dostał wkrótce po swoim wyborze wyraźny sygnał, iż zaufanie, którym obdarzono go dwa miesiące wcześniej, jest bardzo ograniczone. A może chodzi o to, aby władza wykonawcza formalnie istniała, ale była władzą możliwie najsłabszą?

WARTO się chyba zastanowić, czy takie sądy kapturowe to jeszcze harcerstwo? Dlaczego tak wielu instruktorek i instruktorów "chowa głowę w piasek" i nie ma odwagi zgłosić swoich zastrzeżeń czy wątpliwości, gdy dochodzi do wyborów personalnych? Przecież to nie jest trudne. Czy prezentując taką postawę mają szansę, aby swoich wychowanków w pełni przygotować do dorosłego życia, w którym kłopotliwe decyzje personalne i niepopularne wybory są nieodłącznym elementem życia zawodowego każdego szefa czy kierownika? Dlaczego tak wiele osób traktuje pełnienie przez innych funkcji w harcerskich władzach nie jak miejsce służby instruktorskiej, lecz jak pewien przywilej, który może być przyznany w nagrodę za zasługi? Dlaczego w ocenach kandydatów do władz pojawia się niekiedy tak wiele zawiści?

NIE udało mi się odkryć, skąd trafił do nas taki styl postępowania, dlaczego tak bardzo odchodzimy od tych wzorców, które prezentował druh Stefan Mirowski w "Stylu życia". Niewątpliwe nie z polityki, która w wielu dziedzinach staje się w Polsce kopalnią negatywnych wzorców. Tam bowiem i to zarówno na szczeblu parlamentarnym, jak i samorządowym, sytuacja jest najczęściej bardzo przejrzysta. Jest większość sprawująca władzę, jest zidentyfikowana mniejszość, będąca opozycją. Nawet i w takich warunkach, gdy dochodzi do kluczowych wyborów personalnych, opozycja stara się przedstawić merytoryczne uzasadnienie dla swego sprzeciwu, a niekiedy, gdy kandydatura jest uznana za bardzo dobrą, decyduje się na jej poparcie. Styl taki nie bierze się także z przeszłości Związku, z czasów, gdy wybory władz niewiele miały wspólnego z demokratycznym procesem. Wówczas bowiem wyniki wyborów najczęściej znano jeszcze przed ich przeprowadzeniem.

RYBA psuje się od głowy - to oczywista prawda. Dla nas tą głową będzie odbywający się w grudniu XXXII Zjazd ZHP. Dlatego tak ważne jest, aby "ta głowa się nie zepsuła", aby obserwowane w Związku w ostatnich latach zachowania nie tylko nie zostały przeniesione na najwyższy szczebel, ale aby z tego szczebla popłynął wyraźny przykład, iż także podczas wyborów można prowadzić szczerą, otwartą, instruktorską dyskusję. Aby to zrealizować, trzeba w procesie wyborczym wprowadzić nową jakość. Powinna to być przede wszystkim dużo pełniejsza prezentacja wszystkich kandydatów do władz wybieranych przez Zjazd niż to czyniono w latach 90., tak aby delegaci mieli możliwość samodzielnego dokonania możliwe pełnej oceny ich przydatności do funkcji we władzach naczelnych. Rozważenia wymaga sama filozofia aktu wyborczego - być może warto wprowadzić zasadę pozytywnego wyboru, a więc zaznaczania tych kandydatów, których się wybiera w miejsce dotychczasowej zasady negatywnej - czyli skreślania kandydatów odrzucanych. Myślę również, że należy poważnie rozważać takie rozwiązania statutowe, które nie czyniąc uszczerbku w demokratycznym charakterze Związku pozwolą na stosowanie nowych zasad także w trakcie wyborów. Bardzo ważną może stać się zasada konstruktywnego wotum nieufności przeniesiona na nasze "harcerskie podwórko" - wymuszająca na tych, którzy dotychczas koncentrowali się na negacji, przedstawianie rozwiązań alternatywnych. Być może wymagają korekty zasady wyboru niektórych władz, a zwłaszcza komend i Głównej Kwatery - tak aby nadal istniała możliwość odrzucenia zgłaszanych kandydatur, ale jej zastosowanie wymagało jawności postępowania i argumentów. Propozycji będzie prawdopodobnie dużo więcej. Dla mnie jedno wydaje się być jednak pewne - jeżeli przejdziemy nad tymi zjawiskami do porządku dziennego, to za kilka lat w wielu środowiskach braterstwo będzie pojęciem znanym jedynie z książek i piosenek. Jeśli nawet uznamy, iż ZHP przygotowuje do życia we współczesnym świecie, ucząc po prostu występujących tam brutalnych standardów postępowania, to odpowiedź na pytanie "Czy to jescze jest harcerstwo?" nie będzie już łatwa.

hm. Krzysztof Pater

Autor jest instruktorem Hufca Warszawa Wola, w latach 1989-1990 był członkiem Prezydium Rady Naczelnej, w okresie 1991-1997 wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Rewizyjnej, a od 1997 r. jest wiceprzewodniczącym ZHP.



 Generuje GazEla