Czuwaj

2/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
PO ZEBRANIU RADY NACZELNEJ

Wierzę, że sobie poradzimy

UCZESTNICZYŁEM w ostatnim posiedzeniu Rady Naczelnej. Jestem więc w pewnym stopniu współwinny tego, co zaszło. Nie raz, nie dwa, nie dziesięć razy uczestniczyłem w różnego rodzaju zjazdach i konferencjach. Widziałem "organizowanie się" do wyborów, słyszałem słowa "tego (tę) wycinamy". Ba! i ja byłem wybierany, i ja czasem głosowałem przeciw komuś. Znam te emocje, tę - czasem - radość. Z perspektywy lat umiem dostrzec, że często emocje brały górę nad racjami.

PARĘ razy odczuwałem współczucie dla tych, których "wycięto", moim zdaniem, niesłusznie. Nie będę posługiwał się nazwiskami, ale i podczas posiedzeń Rady Naczelnej miewałem uczucia bardzo mieszane, np. wtedy, gdy nie tak dawno dokonywano zmian w składzie GK. Z poziomu drużyny i hufca nie tak dobrze widać politykę "góry". Dobrze to czy niedobrze?

TEN przydługi wstęp ma uzasadnić część właściwą. Podczas posiedzenia RN poszło o kilka spraw: o styl pracy, o zmiany, o kwestionowanie wykładni CKR... Krótko: sytuacja była bardziej niż nietypowa. Zrezygnował Naczelnik. Jeden z jego zastępców został wybrany na jego miejsce. Inny z zastępców składa rezygnację, lecz Rada nie może jej przyjąć w związku z jego nieobecnością. Nowy Naczelnik chce powołać na swego zastępcę jednego z członków GK, a w skład GK - kierownika jednego z działów. I Rada odrzuca te dwie kandydatury w tajnym głosowaniu.

ZADAWAŁEM sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego na niecały rok przed Zjazdem Rada Naczelna aż tak bardzo utrudnia pracę Naczelnikowi? W kuluarach mówiono cicho, za to dość dużo o tym, że coś tam nie tak było w Chile, że coś tam ze Światłem Betlejemskim... Nie byłem, nie widziałem, nie znam sprawy... Jednak na tyle skutecznie "urobiono" członków Rady, że obaj (dlaczego obaj?) kandydaci nie uzyskali wymaganej liczby głosów.

ROZGORYCZENIE Naczelnika i obu kandydatów było bardzo widoczne i słuszne, moim zdaniem.

NA rok przed Zjazdem nowy Naczelnik ma prawo - tak sądzę - kompletować sobie zespół ludzi do pracy. Znam różnego rodzaju ograniczenia co do liczby zmian w Głównej Kwaterze, zapewne są słuszne, ale czasem sytuacja wręcz stawia nas pod ścianą. Zresztą, to przecież Rada Naczelna władna jest dokonywać tak poważnych zmian. Rozumna Rada Naczelna. Co tu dużo mówić... być Naczelnikiem Związku w takiej sytuacji to nie zaszczyt, lecz duży kłopot. Bardzo trudno jest pracować w okresie przejściowym.

UWAŻAM, że duży błąd popełnili ci, którzy postawili swe prywatne racje przed pragmatyzmem. Związkowi grozi zapaść. Czy będą mieli satysfakcję z tego, że się do niej przyczynili? Gorzką satysfakcję? Chyba tylko poczucie odpowiedzialności nie pozwoliło Naczelnikowi postąpić w sposób spektakularny i złożyć rezygnację.

MOŻE należało umożliwić kandydatom wypowiedzenie się na forum Rady, wysłuchania pytań, może nawet krytyki? Chociaż, któż powstrzyma ludzi, którzy chcą kogoś skreślić? Przecież głosowanie było tajne.

WYRZUCAM sobie, że nie zdobyłem się na to, by wstać i powiedzieć: przecież wiem, czyja to zasługa. Wstań i powiedz publicznie to samo. Było już jednak po głosowaniu.

ŹLE się stało. Z dumą noszę skórzany suwak na sznurze, ale wtedy pomyślałem: gdzie tu braterstwo? Szczerość? Otwartość? Coś niedobrego dzieje się w Radzie.

SPRAWA Statutu: Centralna Komisja Rewizyjna ma prawo dokonywać wykładni Statutu. Możemy się z tą wykładnią nie zgadzać - prywatnie. Istotnie, nasz Statut jest w tej kwestii nieco nieprecyzyjny, gdyż daje możliwość zastanawiania się nad tym, czy Naczelnik jest, czy też nie jest członkiem Głównej Kwatery. Tu nie powinno być żadnych wątpliwości. Wprowadzenie właściwego zapisu będzie jednym z zadań komisji statutowej, a później zjazdu.

TO prawnicy powinni formułować Statut, ustalając poszczególne paragrafy w sposób nie dopuszczający dwuznaczności. Tłumaczono mi tę sprawę w kuluarach - przyznawałem rację. Słuchając wyjaśnień przewodniczącego CKR, przyznawałem rację jemu. Może prawda leży pośrodku? Nie jestem prawnikiem, mam prawo nie rozumieć, że nie zawsze 2 plus 2 daje 4.

NASZ Związek przeżywał wiele trudnych chwil, więc i z tą powinien sobie poradzić. Jednak pozostał mi jakiś niemiły osad w duszy. Dlaczego my, harcerze, tak się gryziemy między sobą? Dlaczego nie umiemy odłożyć na bok spraw prywatnych, może i uzasadnionych, w sytuacji, gdy zagrożone jest dobro Związku? Wierzę, że poradzimy sobie. Musimy. Wymaga tego dobro naszej Organizacji.

hm. Jacek Chlebda, Opole



 Generuje GazEla