Czuwaj

2/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl

Dyskusji o drugiej konspiracji ciąg dalszy

WIEK XX odszedł do historii. Ale myślę, że problemy, które zostawił po sobie, jeszcze bardzo długo będą odciskały swoje piętno na naszej świadomości i ocenie tamtego, jakże burzliwego okresu. Dotyczy to również harcerstwa, które było uwikłane bardziej lub mniej w przeszłe wydarzenia.

PISZĄC swój pierwszy artykuł, który ukazał się w "Czuwaj" (nr 1/2000), starałem się robić to bardzo oględnie i nie stawiać nikogo "pod ścianą". Pisałem go trochę przekornie, jak to jest w tym przysłowiu "uderz w stół, a nożyce się odezwą". Przyznam się, że się zawiodłem. Niewiele było tego odzewu. Ktoś napisał, że "harcerstwo jednak nie było takie, jakie chciała je mieć partia". Myślę, że jednak generalnie było. Jakimś dowodem na to jest długi i ślamazarny okres transformacji naszego Związku. Może się mylę, ale piszę to na podstawie osobistego doświadczenia i obserwacji kadry instruktorskiej, zwłaszcza tej starszej wiekiem.

W "Czuwaj" nr 10/2000 hm. Roman Muranyi oskarżył m.in. również mnie o "robienie wody z mózgu". Myślę, że to, iż mam inne zdanie na dany temat, nikogo nie upoważnia do operowania w dyskusji takimi argumentami. Bardzo interesujący jest również wstęp do wynurzeń druha harcmistrza, podkreślony tłustym drukiem, który to odebrałem jako pouczenie. Coś jakby mistrz pouczał nieświadomego i niesfornego uczniaka. Chcę zauważyć, że nie kierowałem się subiektywnymi odczuciami. Nie ubierałem się w togę sędziego. Poruszałem tylko problem. Problem, który jest. Nie jest on wcale wydumany. Na pewno niewygodny dla wielu druhów harcmistrzów, ale on jest. Oświadczam też, że nigdy nie miałem do czynienia z harcerską konspiracją. Najlepiej jest nabrać wody w usta.

NIE chodzi mi też o to, czy to będzie się nazywało II harcerską konspiracją, czy też inaczej. Ale te wydarzenia miały miejsce. I tego nie trzeba szukać w oficjalnych oświadczeniach ówczesnych władz harcerskich, ale w archiwach sądowych i relacjach uczestników wydarzeń. I cytowanie opinii jednego naukowca nic tu nie zmienia. Mógłbym przytoczyć zgoła inne opinie innych naukowców.

DRUH harcmistrz cytuje też wyjątek z referatu hm. A. Kamińskiego: "Państwo odbudowane po okupacji niemieckiej (...) jest naszym państwem". Tak się stało, że dh Kamyk już niedługo potem przekonał się na własnej skórze, jakie to było "nasze" państwo. Po raz drugi przekonał się o tym w 1958 r., kiedy to opuszczał szeregi ZHP. Nie pozwolono mu nawet przemówić nad grobem hm. Tadeusza Strumiłły w Poznaniu. Nie chcę tu wymieniać nazwisk ówczesnych "kierowników" ZHP, którzy na nim wymusili tę decyzję w imię dobra Związku. To są fakty, druhu harcmistrzu.

CHCIAŁEM się jeszcze odnieść do sprawy pana Koźniewskiego. Poruszył ten temat hm. Jakubowski. Jak już pisałem, fakt, że ktoś był kiedyś żołnierzem AK, nie świadczy jeszcze o niczym. Od tamtej pory minęło wiele lat i wiele zdarzyło się w naszym kraju. Było wiele okazji, by ten chlubny okres zachować bądź to wszystko zniweczyć. Spotkałem akowców, więźniów obozów koncentracyjnych, harcerzy, którzy byli gorliwymi funkcjonariuszami UB i budowniczymi Polski Ludowej. Ludzie się zmieniają, druhu harcmistrzu. Wielu było też harcerskich instruktorów, którzy ze wszystkich sił budowali "socjalistyczne harcerstwo".

JESZCZE o panu Koźniewskim. Tak ładnie się druh wyraził: "przyjechał do Jaworzna zaproszony przez służbę wychowawczą wiezienia". Nie każdego zapraszały "służby wychowawcze". A ponadto nie życzyłbym swojemu najgorszemu wrogowi, aby dostał się w łapy ówczesnych więziennych służb wychowawczych. Zdania druha zakrawają wręcz na kpinę z tych wszystkich, którzy wtedy mieli do czynienia z tamtymi służbami.

PISZE druh: "Myślę też, że zawsze, w każdym czasie, niektórzy konspirować będą, bo takie są prawa nieba w płomieniach, a więc młodzieżowych buntów".

NIESTETY, druhu, to nie był czas "nieba w płomieniach". To był czas twardej i krwawej walki o Polskę. W tej walce nie zabrakło również harcerzy. A poza tym pytam: Jak mieli zareagować młodzi ludzie, którym odbierano krzyże harcerskie, sztandary i deptano ideały, w które wierzyli? Zrobili to tak, jak umieli. Często nie zdając sobie sprawy z konsekwencji swoich zachowań.

MYŚLĘ, że cały czas od roku 1944 do 1989 jest w dalszym ciągu jedną wielką białą plamą. I myślę, że żadne rzetelne opracowanie na ten temat nie jest obecnie możliwe. Zbyt wielu ludzi z szeregów ZHP było uczestnikami tych wydarzeń po różnych stronach "barykady", która jest i jeszcze długo będzie rzucać cień na naszą historię.

ALE trzeba nad tym pracować i nie jest to ani niebezpieczne ani antywychowawcze dla ZHP. Jest to po prostu poszukiwanie prawdy. A ona na pewno nie zaszkodzi naszemu Związkowi. I to miałem na celu pisząc na łamach "Czuwaj". Myślę też, że powinien znaleźć się choćby kawałek miejsca na łamach naszego instruktorskiego pisma, gdzie moglibyśmy umieszczać nasze spostrzeżenia, choćby najbardziej kontrowersyjne na temat tamtych "burzliwych lat".

CHCIAŁBYM również podziękować hm. Romanowi Muranyiemu za cenne spostrzeżenia mimo bardzo uszczypliwego odnoszenia się do kogoś, kto "wie inaczej". Nigdy nie miałem i nie mam zamiaru "robienia komuś wody z mózgu". I mam nadzieję, że druh również takiego zamiaru nie ma.

hm. Tadeusz Gaertner, Oborniki Śląskie



 Generuje GazEla