Czuwaj

4-5/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
WSPÓLNOTA DRUŻYN GRUNWALDZKICH
Artykuł wyraża opinie szerszego grona instruktorów Wspólnoty, a autorzy zostali zobowiązani decyzją Rady Ruchu do wyartykułowania ich opinii.

Problemy, zagrożenia i perspektywa

Problemy determinujące i kształtujące strategię Wspólnoty Drużyn Grunwaldzkich odnoszą się, naszym zdaniem, do całego ZHP - i jako takie powinny stać się przedmiotem ogólnozwiązkowej dyskusji poprzedzającej nieodległy zjazd Związku.

Zainteresowanie harcerstwem

ZACZNIJMY od zmniejszenia się zainteresowania harcerstwem zarówno ze strony dzieci, jak też ich rodziców. Na młode osoby oddziałują media oraz dużo organizacji, instytucji i zjawisk społecznych. Istnieje wiele możliwości spędzania czasu wolnego. Uważamy, że harcerstwo w rankingu atrakcyjności plasuje się dziś chyba gdzieś w trzeciej dziesiątce.

RODZICE zaś muszą przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: "Jak wykształcić i wychować Adama, żeby nie został w tyle, żeby uniknął zagrożeń nadchodzącego stulecia?". Jak odnaleźć się w sytuacji, gdy "edukacja spolaryzowała się: są szkoły złe i dobre". "W lepszych dzielnicach wielkich miast... okrzepły szkoły dobre... To są szkoły dla dzieci rodziców bogatszych nie tylko w sensie finansowym, ale i w sensie ich umiejętności wychowawczych. Nie ma w nich miejsca dla dzieci wychowywanych twardą ręką na prymusów albo - przeciwnie - pozostawionych sobie. Na przeciwnym biegunie pozostają szkoły kultywujące stary kanon... W tych gorszych szkołach pracują marni i marnie opłacani nauczyciele, a na uczniów ze zdwojoną siłą czyha narkomania. Poczucie odrzucenia, ...a jednocześnie właściwa dla wieku potrzeba tożsamości z jakąś wspólnotą rodzą co chwila zorganizowany sprzeciw albo reakcje wycofania, np. w subkulturę...". (wszystkie cytaty z raportu "Polityki" nr 53/2000).

DZIŚ część rodziców jakże często staje przed kolejnym dylematem - na co ich stać, a na co nie. 2,8 miliona dorosłych Polaków to bezrobotni. Wiele rodzin żyje na granicy przetrwania, modląc się, by niespodziewany wydatek nie naruszył ich miesięcznego budżetu. Zatem jeśli ich stać, to inwestują w dzieci - przede wszystkim w ich naukę: języki obce, sporty walki, komputery, muzykę. Jeśli zaś w rodzinie brak środków na zaspokojenie podstawowych potrzeb dzieci - najczęściej ogranicza to ich aktywność do uczestniczenia w życiu wybranych grup rówieśniczych lub spędzania nadmiaru wolnego czasu przed telewizorem.

NASI nobliwi manipulanci opinii publicznej rozpływają się z radości, jak już nam blisko do kultury Zachodu, a każdy przypadek krytyki ich zdania określają mianem "ciemniactwa". Określenie "Polak-Europejczyk" ma brzmieć dumnie, a słowo Ojczyzna systematycznie traci na znaczeniu. Młody człowiek, od lat wystrojony w dżinsy i adidasy, dokłada do swego wyposażenia telefon komórkowy i wysyłając kolejnego SMS-a czuje się obywatelem świata. Co harcerstwo w tej sytuacji ma do zrobienia? I czy ma w ogóle szansę przetrwania?

Promocja Związku

KAŻDE z rodziców pragnie, aby jego dziecko było piękne i bogate, czego oczywiście nasz Związek zapewnić nie może. Sądzimy jednak, że w ogromnej większości rodzice życzyliby sobie, aby ich pociecha była zdrowa, wolna od nałogów, sprawna, zaradna, odpowiedzialna, wrażliwa, aby umiała znaleźć się w grupie i była przez tę grupę akceptowana. Te właśnie cechy z dobrym skutkiem kształtujemy u naszych wychowanków od wielu lat. Rzecz jednak w tym, skąd współcześni rodzice mają się o tym wszystkim dowiedzieć. I tu uderzmy się z hukiem we własne piersi - trzeba wreszcie sobie uświadomić fakt, że w XXI wieku świat reklamą stoi. A co nasz Związek, co my sami robimy w tym względzie? Na przykład co po Zlocie GNIEZNO 2000 zapamiętał przeciętny obywatel naszego kraju? Po pierwsze, że byli tam dostojnicy państwowi, z panem Prezydentem na czele, ale w końcu bywają codziennie w tylu różnych miejscach, taka ich powinność. Po drugie, że wiatr poprzewracał harcerzom ich budowle i musieli je na nowo postawić. Oto kwintesencja Zlotu!

NIE słyszeliśmy w telewizji, nie napotkaliśmy w liczącej się prasie żadnych informacji o wychowawczej roli harcerstwa. I nic dziwnego - jako Związek nie dysponujemy bowiem nawet przesłaniem ideowym, zrozumiałym dla przeciętnego dorosłego Polaka, który z harcerstwem nie miał dotąd nic wspólnego. Prawo Harcerskie jest przeznaczone dla czwartoklasisty (bo tak być powinno), może jeszcze satysfakcjonować ucznia gimnazjum - ale co dalej, a raczej, co wyżej? Jest oczywiście artykuł hm. Stefana Mirowskiego "Nasze ideały", ale czy jest on znany poza organizacją? Wydaje nam się, że gdyby rodzice, a także nauczyciele mogli przeczytać ten artykuł w swoim ulubionym czy poważanym tygodniku - nieco inaczej postrzegaliby harcerstwo. Wspomniany artykuł i jemu podobne powinny znaleźć się w "Głosie Nauczycielskim", "Gazecie Szkolnej", "Cogito" oraz (po właściwych zabiegach adaptacyjnych) w różnych pismach kobiecych.

NASZĄ szansą jest doprowadzenie do świadomości społecznej, jakim wartościom służymy i jakie działania podejmujemy w tym kierunku!!!

Problemy całkiem przyziemne

WIELU rodziców, zwłaszcza spośród znaczącej grupy nie najlepiej sytuowanych, uważa harcerstwo za zabawę dosyć drogą (mundur, plecak, śpiwór, koszty wyjazdów na rajdy i biwaki, coraz wyższe ceny obozów) i zajmującą dużo czasu. Jeśli w skali hufców i chorągwi nie rozwiążemy tego problemu, to dalej będziemy zmuszeni hołubić rachityczne dziesięcioosobowe drużyny, a harcerskie obozy będą coraz mniej liczne, czyli coraz droższe. A przecież wiemy wszyscy, że nigdzie tak jak na obozie nie przeżyje się harcerskiej atmosfery, wspólnotowego nastroju, kręgu przyjaźni.

NALEŻY rozważyć, czy w chorągwiach i hufcach nie powinny powstać wypożyczalnie ekwipunku harcerskiego. Trzeba poważnie zastanowić się nad tym, czy mundur i akcesoria harcerskie mają aż takie znaczenie wychowawcze, że nie można z nich częściowo i czasowo zrezygnować. Przecież brak munduru już teraz eliminuje z drużyny dzieci najgorzej sytuowane. A może przejściowo wystarczyłby harcerski krzyż na swetrze czy kurtce? Wszak najważniejsze jest to, co wychowankowie noszą w sercach i umysłach.

JEST i inne rozwiązanie tego problemu - nie od nas jednak bezpośrednio zależne. Przecież tak wiele sprzętu i wyposażenia mundurowego naszej armii oraz organizacji paramilitarnych oddaje się na przemiał albo upłynnia za duże (zbyt duże dla Związku) pieniądze. Przedmioty te mogłyby z powodzeniem służyć w ZHP...

Stosunek władz

NIESTETY, zanika zainteresowanie harcerstwem ze strony władz państwowych i samorządowych. Odnosimy takie wrażenie, że w wirze walk politycznych i personalnych nikomu już nie zależy na patriotycznym, obywatelskim czy wręcz etycznym wychowaniu młodego pokolenia. Nie ma, bądź nie artykułuje się - co na jedno wychodzi - potrzeby istnienia organizacji kształtującej postawy propaństwowe, uczącej działania w grupie, wnoszącej do świadomości dziecka uniwersalne zasady etyczne w sposób praktyczny - poprzez zabawę, która niedostrzegalnie staje się służbą dla bliźnich. Czyli nie ma potrzeby popierania harcerstwa. A to oznacza nie mniej i nie więcej, jak zaprzestanie finansowania naszej organizacji ze środków państwowych.

WŁADZE wszelkich szczebli sprawiają wrażenie, jakby nie miały do harcerstwa żadnego właściwie stosunku. Od czasu do czasu zasada "dziel i rządź", a zwłaszcza "dziel", podsyca - pewnie ku uciesze urzędników, bo w jakimże innym celu - nasze wewnętrzne spory. Od czasu do czasu brak dotacji uniemożliwia dzieciom uczestnictwo w akcji letniej. Samo życie. Ale za to jako sympatyczna ozdóbka jesteśmy (oczywiście w pełnym umundurowaniu) wzywani do uczestniczenia we wszystkich państwowych i lokalnych uroczystościach "ku czci"...

JEST tu, jak sądzimy, pole do popisu dla obecnej, ale szczególnie dla byłej kadry Związku, która pełni obecnie funkcje państwowe i samorządowe na różnych szczeblach władzy.

PANIE i Panowie! Skoro w osobistym rozwoju zaszliście tak wysoko i społeczeństwo wam zaufało, to przypuszczamy, że ani harcerstwo, ani służba instruktorska wam nie zaszkodziły. Powiedzcie zatem publicznie o swoim harcerskim rodowodzie. To przecież nie hańbi. Jeżeli pan Prezydent nie czuje się skrępowany wykonywaniem patronatu nad Związkiem, jeżeli może istnieć i działać Parlamentarny Zespół Przyjaciół Harcerstwa, to dlaczego nie mielibyśmy oczekiwać od byłych działaczy i wychowanków naszej organizacji poparcia i reklamy Związku. Przecież właśnie wy najlepiej wiecie, że wychowanie dzieci i młodzieży to inwestycja o bardzo długim okresie zwrotu nakładów. Tu nie można liczyć na "szybki zysk".

SKORO jednak potrzeby istnienia i działania organizacji o charakterze harcerskim nie artykułują władze państwowe - to nic dziwnego, że od harcerstwa odwracają się kolejno: Wojsko Polskie (mające dość problemów z własną restrukturyzacją), Ministerstwo Edukacji Narodowej, samorządy (walczące z problemem "krótkiej kołdry"), a przede wszystkim szkoły. Szkoły stanowiły kiedyś naturalne zaplecze harcerstwa. Obecnie drużyny harcerskie to uciążliwy balast dla szkół i ich dyrektorów. A przepraszamy bardzo - gdzie mają się odbywać zbiórki? Gdzie przechowywać ten z ogromnym trudem pozyskany sprzęt? Gdzie wreszcie prowadzić promocję i pozyskiwać nowy narybek?

MY też nie jesteśmy bez winy. Gdzie jest dziś nasza koncepcja działania w reformujących się strukturach oświaty? Jaki model drużyn powinien obowiązywać - jednopoziomowy w ramach starszych klas szkoły podstawowej osobno, w ramach trzyletniego gimnazjum osobno i w liceum też osobno - czy wielopoziomowy, ale za to międzyszkolny? Czy nie za słabo promujemy naszą Centralną Szkołę Instruktorską w "Perkozie"? Chyba dla wielu dyrektorów szkół i nauczycieli istotna byłaby informacja, że w "Perkozie" działa niepubliczna placówka doskonalenia zawodowego nauczycieli - Centralny Ośrodek Doskonalenia Instruktorów. Celem tego ośrodka jest przecież dokształcanie nauczycieli i wychowawców pozaszkolnych pracujących

Z wykorzystaniem metody harcerskiej.

W ogóle w kontaktach z sojusznikami jesteśmy zbyt pasywni - ot, zeszłoroczny Zlot Grunwaldzki był pozycją w centralnym planie przedsięwzięć patriotyczno-obronnych resortu obrony narodowej, a tegorocznego tam nie znajdziecie. A jeśli czegoś nie ma w planie, to... Wina oczywiście leży po naszej stronie, bo ktoś "na szczeblu" zapomniał wypełnić i wysłać w terminie odpowiedni wniosek. A może po prostu nie pomyślał. A ZHR wprowadził do tegoż planu przedsięwzięć MON całą swoją letnią akcję kształcenia kadry dla około 1200 osób. I chwała mu za to, bo nie tylko zapewnił sobie pomoc wojska, ale również zobowiązał się do proobronnego kształcenia swoich instruktorów. A my?

Kadra Związku

I tu dochodzimy do znanej prawdy, że podstawą jednak jest kadra. Jeżeli dyrektor i pedagog szkolny nie znajdą w drużynowym lub komendancie szczepu współuczestnika w rozwiązywaniu trudnych problemów wychowawczych, programowych czy może nawet organizacyjnych - to należy między bajki włożyć marzenia o "powrocie do szkoły" i partnerskim nas traktowaniu.

ZAPYTACIE, skąd brać takich ludzi, skoro w niektórych hufcach z trudnościami znajduje się kandydatów na funkcję komendanta. Tymczasem instruktorów jest sporo. Kończą oni właśnie lub niedawno skończyli swoją pracę zawodową, "wyścig szczurów" nie stanowi dla nich żadnej atrakcji, a wewnętrzna dyspozycyjność pewnie stanowiłaby zachętę dla podjęcia się roli sojusznika młodego drużynowego w kontaktach z dyrektorem szkoły czy innymi gminnymi notablami. Rzecz w tym, że to właśnie "młodzi krzepcy" i koniecznie najmądrzejsi drużynowi czy komendanci różnych szczebli uważają starszych instruktorów za "anachronizm dziejowy". Ale także "dinozaury" zbyt często i zbyt głośno krytykują młodych i ich działania, zapominając czasem, że zaszło jednak trochę zmian w rzeczywistości społeczno-gospodarczej od czasów, gdy prowadzili "najlepsze w hufcu (chorągwi) drużyny". W efekcie doświadczeni instruktorzy są zamykani w kręgach seniorów i bezskutecznie czekają na jakieś inicjatywy ze strony władz harcerskich.

SĄDZIMY, że w programach kształcenia kadry powinny się znaleźć zajęcia seminaryjne dotyczące współpracy międzypokoleniowej, która jest jedyną racjonalną metodą przełamania tego swoistego pata. Myślimy też, że struktury związkowe mogłyby baczniej przypatrzyć się ruchom programowo-metodycznym i lepiej wykorzystać ich potencjał. W ruchach bowiem komunikacja międzypokoleniowa działa i zawsze działała prawidłowo.

Nowoczesność harcerstwa

ZAGROŻENIE kolejne - źle rozumiana nowoczesność. Harcerstwo, być może słusznie, postrzegane jest ogólnie jako twór bardzo konserwatywny, żyjący w wyimaginowanym świecie tradycji, próbujący ponownie przeżywać lata przedwojenne i wojenne. Sprzyjają niestety temu

WIZERUNKOWI nasze zwyczaje i obrzędy, i nasza bieda finansowa, uniemożliwiająca wprowadzenie do programu działań techniki na wysokim poziomie. Czy nie rozpada nam się harcerska flota, dlaczego tak mało w ZHP klubów lotniczych i motorowych, tak mało w eterze harcerskich radiostacji, a na estradach - harcerskich zespołów artystycznych?

WSPÓŁCZESNA młodzież nieustannie goni za czymś nowym. Komputery, Internet, literatura "fantasy", roll-play games, survival i paintboll z jednej strony, z drugiej zaś "marycha", "hera", "szmal", balansowanie na krawędzi prawa. To wszystko wydaje się być dla dzieci atrakcyjne. Tylko jakie będą tego skutki społeczne?

* * *

ZACZĘLIŚMY analizę od wyspecyfikowania zagrożeń dla harcerstwa, jakie działająca we Wspólnocie kadra dostrzega i z jakimi boryka się w swej codziennej pracy. Czy podobne przemyślenia mają przedstawiciele innych harcerskich środowisk? Czy zespoły kadry podzielają nasze obawy i rozterki? A może sprawdzono już jakieś skuteczne rozwiązania?

ZAPRASZAMY do dyskusji, która z rozważań nad problemami ruchu programowo-metodycznego przeistacza się w szukanie odpowiedzi na pytania: Czy przetrwamy? Jak przetrwać?

hm. Małgorzata Jakubowska,

hm. Janusz Gebert,

hm. Marek Ruszczak*

instruktorzy Wspólnoty Drużyn Grunwaldzkich

Warszawa - Olsztyn, marzec 2001

* od 1995 formalnie nie należy do ZHP z powodów światopoglądowych



 Generuje GazEla