Czuwaj

4-5/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
PRZED ZJAZDEM ZHP

Co ja - szaraczek mogę?

A któż może sobie zadać powyższe pytanie? Sądzę, że zdecydowana większość instruktorów ZHP, kiedy tylko się zastanowią nad tym, jaki (realnie) mają wpływ na swój Związek teraz - kilka miesięcy przed jego zjazdem.

Bo sytuacja w skrócie wygląda tak:

- Rada Naczelna uchwala Ordynację wyborczą, która przewiduje, że zbiórki wybierające delegatów na zjazd odbywają się od połowy września do połowy listopada. Większość zbiórek odbywa się raczej później niż wcześniej, ponieważ trzeba się "obudzić" po wakacjach, mianować drużynowych i innych funkcyjnych, gdyż dopiero to mianowanie będzie im dawać czynne prawo wyborcze. Tym sposobem okazuje się, że hufiec ma wybranego delegata na kilka tygodni przed zjazdem.

- Mimo tak późnego wyboru, to i tak... za wcześnie, ponieważ jeszcze nie ma gotowych materiałów przedzjazdowych! Kiedy więc delegat ma się z nimi zapoznać? Brak szans, nie mówiąc już o spotkaniu z instruktorami swojego hufca, skonsultowaniu się z nimi, aby reprezentować na Zjeździe nie tyle swój pogląd, lecz swoje środowisko!

- Przygotowania na ostatni moment powodują, że przeciętny delegat jedzie na zjazd nieprzygotowany - ot, po prostu nie ma szans, aby w ostatniej chwili zorientować się, co i jak! Dlatego na zjeździe prym wiodą starzy wyjadacze - manipulatorzy, a więc członkowie dotychczasowych władz naczelnych oraz komendanci chorągwi. Wygląda to mniej więcej tak: jest do przegłosowania coś ważnego, więc Naczelnik zbiera komendantów chorągwi i klaruje im, jakie powinny być decyzje zjazdu. Ich zadaniem jest przypilnowanie, aby prowadzona przez nich chorągiew wykazała się lojalnością. Nie jest to trudne, wszak głosowanie jest jawne i łatwo bystrym wzrokiem ogarnąć kilkunastoosobową delegację!

- Jeśli dopiero na zjeździe okazuje się, kto kandyduje na jaką funkcję, to jest to wybór nie w imieniu określonego środowiska instruktorów, lecz pojedynczego delegata! Jaki ja mam realny wpływ na

ZWIĄZEK, kiedy dopiero po zjeździe dowiaduję się nie tyle, kto został wybrany, ale nawet, kto kandydował do władz naczelnych???

- Kolejna sprawa to program zjazdu. Tak jakoś się składa, że jest on tak ułożony, że mnóstwo czasu zajmują procedury, sprawy statutowe, a na rzeczy fundamentalne (np. program) nie starcza czasu, bo już świta i wszyscy są zmęczeni.

- A zgłosić jakiś wniosek? Można, tyle że jest niewielka szansa, aby przeszło coś, co nie zostało przygotowane przed zjazdem. Powiem szczerze: to dobrze, a właściwie byłoby dobrze, gdyby był czas na zgłoszenie tych wniosków (patrz punkt pierwszy).

- Jeszcze o kwestii wyborów delegatów. Jest to fantastyczne miejsce do manipulowania! Wyobraźmy sobie, że komendant chorągwi nie lubi kilku hufców (bo tam są krnąbrni instruktorzy). Jak ich wyeliminować? Jeśli z tego hufca mamy 40 instruktorów z czynnym prawem wyborczym, to przecież wystarczy stworzyć okręg tego hufca z jeszcze dwoma, które będą miały razem ponad 40 instruktorów i sprawa załatwiona - wybiorą swojego! Proste, prawda? Tak sobie myślę, że jak na politykierstwo i postawy pewnych instruktorów na ważnych szczeblach, to jest to zbyt łatwy sposób manipulowania...

- I ostatnia sprawa. Wiele hufców ma swoich przedstawicieli we władzach naczelnych. Zapytam Cię więc, instruktorze - szaraczku, ile razy podczas kończącej się kadencji odbyło się w twoim hufcu spotkanie z tym przedstawicielem? Czy wiesz, czym się zajmuje np. Rada Naczelna? Czy choć raz ten instruktor konsultował się z tobą i innymi instruktorami twojego hufca w jakichś sprawach, które mają być przedmiotem zainteresowania określonej władzy naczelnej? Odpowiedz sobie w duchu, jaki więc masz wpływa na Związek Harcerstwa Polskiego???

A jak musiałoby być,

ABY realny wpływ każdego instruktora na losy Związku był większy? Proszę bardzo, oto kilka pomysłów:

- Zbiórki wybierające delegatów zrobić przed wakacjami, wówczas cała jesień mogłaby być poświęcona na spotkania delegatów oraz ich konsultacje z własnymi środowiskami. Krótko mówiąc: faktycznie reprezentowaliby oni na zjeździe poglądy całych hufców, swoich środowisk!

- Zobowiązać delegatów do organizowania spotkań przedzjazdowych z tymi, co ich wybrali. Po zjeździe zobowiązać do tego wybranych członków władz naczelnych.

- Rozliczać delegatów z ich działań - przygotowań przed zjazdem, aktywności na zjeździe oraz realizacji zaleceń zbiórek wyborczych.

- Wprowadzić w Ordynacji przepis, że instruktorzy kandydujący na funkcje Naczelnika i Przewodniczącego ZHP muszą zgłosić swoją kandydaturę na trzy miesiące przed zjazdem, a kandydaci do pozostałych władz naczelnych - na miesiąc przed zjazdem. Dzięki temu nawet instruktor-szaraczek będzie wreszcie miał poczucie, że "góra" się z nim liczy!

- Większość prac programowych wykonać w gronie delegatów przed zjazdem (byłaby na to cała jesień!), tak, aby sam zjazd podjął ostateczne decyzje. To trochę tak, jak w Sejmie: robotę wykonują komisje, a na posiedzeniu plenarnym "przyklepywane" są ich decyzje, głosowane rozwiązania wariantowe, wnioski mniejszości, a także podejmowane uchwały "ideowe", kierunkowe.

- I ostatnie, może najważniejsze: wybierać na zjazd instruktorów silnych, myślących samodzielnie, nieschematycznie, potrafiących wykorzystać własną wiedzę specjalistyczną z różnych dziedzin, dla których Związek to pasja, styl życia, a nie jedynie zawód.

* *  *

TO tylko kilka propozycji. Z pewnością masz własne pomysły i wiele z nich warto wprowadzić w życie, dlatego apeluję do Ciebie: molestuj intelektualnie władze swojego hufca, chorągwi, swego przedstawiciela w Radzie Naczelnej, inicjuj spotkania w instruktorskich gronach. Bo przecież to jedyny sposób, aby coś zmienić na lepsze, aby nie mieć poczucia, że zmarnowana została kolejna szansa udemokratycznienia naszego Związku, że nie wykorzystałeś nadarzającej się okazji dokonania zmian w ZHP. Wszak następna możliwość będzie dopiero za cztery lata...

hm. Grzegorz Całek

PS W związku z głosami instruktorów, którzy zwracali się do mnie e-mailem lub osobiście po artykule o harcerstwie XXI wieku ("Czuwaj" z grudnia 2000 r.), wyjaśniam, iż pomocniczość jest jedną z zasad społecznej nauki Kościoła sformułowaną w 1931 r. w encyklice Quadregesimo anno i stanowi dziś podstawę organizacji społeczno-gospodarczej Unii Europejskiej.



 Generuje GazEla