Czuwaj

4-5/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
HARCERSTWO A SZKOŁA

O wyższości umysłu dydaktycznego

To w harcerstwie trzykrotnie spotkałam się z genialnymi w swej prostocie i prawdziwości słowami Konfucjusza. W trzech formach gramatycznych brzmiały one następująco:

SŁUCHAM i zapominam, Patrzę i zapamiętuję, Robię i rozumiem;

USŁYSZAŁEM i zapomniałem, Zobaczyłem i zapamiętałem, Zrobiłem i zrozumiałem;

POWIEDZ mi, a zapomnę, Pokaż mi, a zapamiętam, Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.

UTKWIŁY mi one w pamięci niczym wschodnie haiku, przypominając się czasem znienacka, ni stąd ni zowąd, czasem zaś w odpowiadającej ich treści sytuacji (uczelniane zajęcia z dydaktyki lub... "harcwykłady"...), zawsze zmuszając mnie do przysłowiowej "minuty mądrości" - minuty kontemplacji. Z pozoru tylko słowa te przekazują tezę o działalności ludzkiego mózgu i, ewentualnie, rodzajach pamięci: wzrokowej, słuchowej czy tzw. ruchowej. Dla mnie są one przede wszystkim kwintesencją metody harcerskiej i gwarancją jej nieśmiertelności. Śmiało mogą być argumentem w dyskusji "Harcerstwo XXI wieku" - argumentem przemawiającym za stosowaniem starych, przedwojennych sposobów harcowania. Tych z Grodeckiej i Phillipsa; tych z Kamińskiego i - żaden ze mnie Kolumb - Baden-Powella...

• Czym bowiem była, jest i będzie (chyba...) szkoła?

W przeważającej swej masie szkoła mówi, czasem pokazuje - cóż, wykład, pogadanka, czy też zadanie lektury (nie mówię tu o literaturze pięknej!) to jednak najszybsze z metod nauczania. A ilość materiału - z roku na rok - przyrasta... Uczniowi, który akurat nie jest omnibusem, nie pozostaje nic innego jak zasada "trzech z": zakuć, zdać, zapomnieć. I jak się w praniu okazuje, reformie nic albo prawie nic do tego...

• A czym było, jest i oby będzie dalej prawdziwe harcerstwo?

PRAWDZIWE harcerstwo to "szkoła życia", która kształtuje światopogląd harcerzy i realnie wpływa na ich codzienne funkcjonowanie w swoich środowiskach. To naturalne i pośrednie uczenie w działaniu, w grupach - razem - ale indywidualnie!

OD drugiego roku studiów jestem fanatyczką metody harcerskiej i pamiętam, jak wstrząsnęło mną odkrycie, iż ten prawdziwy skarb, znajdujący się w rękach instruktorów ZHP od prawie 90 lat, doskonale przekłada się na współczesne, rzekomo "nowe" i "odkrywcze" metody stosowane w zarządzaniu, ruchu oazowym, Nowej Szkole...

CZYM różni się dydaktyka akademicka od metody harcerskiej? Dlaczego w ciągu półrocza (jak dotąd) swojej nauczycielskiej pracy dziękowałam Bogu za to, że jestem harcerką i że postawił On na mojej drodze studenckiej zarówno KHKA "Diablak", jak i Ruch Całym Życiem? Z całą świadomością magistra dydaktyki mogę napisać, iż o ile prawdziwe harcerstwo jest "szkołą życia", o tyle prawdziwe instruktorowanie jest "szkołą dydaktyki"! Bogatsza o doświadczenia z drużyną w wieku podstawówkowo-gimnazjalnym uczę języka angielskiego w szkole podstawowej i gimnazjum właśnie. I - po harcersku - daję się uczyć! Moi uczniowie uczą mnie pokory - zupełnie "nie rusza" ich osiągnięta przeze mnie bardzo dobra ocena z dydaktyki języka polskiego (czy to z egzaminu, z pracy, czy z obrony...), ani trud zdawania dodatkowego egzaminu FC (byle za wszelką cenę móc uczyć, jak nie "polaka" to "anglika"). Wykorzystują z równą intuicją co bezwzględnością moją dobrą wolę, dobre serce i mimo wszystko niezachwiane pojęcie o wyższości podmiotu nad przedmiotem - oraz o równości podmiotów. Na szczęście wiem - a skąd, jak nie z harcerstwa?! - co może kryć się za maską lekcyjnego przeszkadzacza, jak reagować na - bywa i tak - brutalne prowokacje; wiem, że cierpliwość jednak popłaca i że "chcieć to móc"!

I o ile teoria - także dydaktyki akademickiej - działa na zasadzie "wszystko się może zdarzyć", szczególnie że sprzęt komputeropodobny, który może wygenerować także wszystko, jest na wyciągnięcie ręki, to praktyka szkolna zdecydowanie ogranicza rojenia o "uczniu wirtualnym" (czy modelowym) i przywraca rzeczywistości. Szkoda tylko, że jest to coraz częściej bezosobowa praktyka testów i wiedzy liczonej w procentach. Nie ma to jak bieg patrolowy, parada oszustów, czy inna typowo harcerska forma sprawdzania wiadomości!

MIMO wszystkich zalet bycia nauczycielką i  instruktorką zarazem, cierpię na lekką schizofrenię, która wynika z organicznej sprzeczności dwóch rzeczy: harcerskiej dobrowolności i przymusu szkolnego. Zwłaszcza, iż u pedagogów napotkałam myślowy precedens: nie musi tak być![1]

POWTARZAM jednak - mnie jako przeciętnej jednostce nauczycielskiej (ale nauczycielskiej z powołania!) - harcerstwo dało wiele: odwagę stosowania rozwiązań niekonwencjonalnych, trwały entuzjazm oraz ów rodzaj nawiedzenia, który akceptował druh Mirowski[2]. A także świadomość, że mnie nie interesuje proste przekazywanie wiedzy. Mnie interesuje przekazywanie trwałej wiedzy z jednoczesnym budowaniem wewnętrznych struktur - tak w zakresie umiejętności, jak i postaw. Innymi słowy - staram się być wzorem, exemplum.

NO i - posłużmy się językiem reklam - harcerstwo dało mi jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną, arcyskuteczną - metodę harcerską. Stąd mój końcowy apel: - Instruktorze!! Pozwól mi zrobić, a zrozumiem - Twój wychowanek.

phm. Barbara Smoła

basiasmola@poczta.fm

[1] Por. Z.Barciński, cykl artykułów pod wspólnym tytułem: Porządek na lekcji, "Grupa i Zabawa" (Kwartalnik Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów KLANZA) 1998, nr 3, 4; 1999, nr 1, 2, 3, 4, 5.

[2] S. Mirowski, Styl życia, Warszawa 1997, s. 31.



 Generuje GazEla