Czuwaj

4-5/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
MOIM ZDANIEM

Jedno potrzebne słowo

Kiedyś, kiedy zaczynałem pracę jako instruktor, miałem - tak sądzę z perspektywy czasu - szczęście, podjąć ją w środowisku, którym kierował druh, uznający zasadę, że nic tak nie mobilizuje do dalszej pracy, jak fakt, że ktoś zauważył nasze wysiłki, docenił je, a potem podsumował zasługi zwykłym "dziękuję". Bardzo tego przestrzegał. Po dobrej pracy zawsze padło to słowo. I ja, biorąc z niego przykład, wielokrotnie też dziękowałem innym.

NIESTETY, wraz z moim, że tak określę, rozwojem instruktorskim, coraz bardziej zwracałem uwagę na to, że moje postępowanie należy do tych nieczęsto spotykanych. Widać to było w moim hufcu, w szczepie. Zmieniałem potem dwukrotnie środowiska, lecz nie dane mi było trafić do takiego, gdzie słowo "dziękuję" nie byłoby tematem tabu. Czy wstydzimy się je komuś powiedzieć? Oczywiście, powie ktoś, że są też inne formy wyrażenia uznania: odznaczenia, medale, rozkazy. Tylko głupio, przyznam, było mi czytać rozkaz komendanta hufca, w którym stoi czarno na białym: zwalniam z funkcji drużynowego dh. X, dziękując za dotychczasowe prowadzenie drużyny.

TO czasami była gorzka pigułka dla tych, którzy odchodzą, ale i też dla tych, którzy taki rozkaz czytają. Bo często zdarzało się, że ten, któremu hufcowy tak wstrzemięźliwie podziękował, prowadził drużynę lat kilkanaście, że robił to najlepiej, jak potrafił, i przez te lata też nie usłyszał od hufcowego "dziękuję". Może stąd bierze się źródło tzw. kryzysów instruktorskich? (Tak, tak, Patryku z Torunia). Ktoś widzi, że jego praca jest niezauważana, że jeśli coś w drużynie - szczepie - hufcu zrobi dobrze, to jest to jego obowiązek, a nie powód do pochwały, będącej zachętą do dalszej pracy. No przynajmniej, jak na moje oko, takich kryzysów mogłoby wtedy być o połowę mniej. W końcu może niektórzy z nas powinni zdać sobie sprawę z tego, że to, co robią podlegli nam instruktorzy czy harcerze, najczęściej robią społecznie, więc tym bardziej należy im się słowo "dziękuję". A im lepiej to robią, tym bardziej im się należy.

CZY czasem w Twoim środowisku nie jest tak, że jakiś drużynowy wespół z kwatermistrzem lub przybocznym robią na medal akcję letnią, a na ostatnim obozowym ognisku nie ma komu powiedzieć: byliście znakomici, dzięki waszej pracy było tak fajnie... I tak rok po roku, i tylko po akcji letniej w suchej formie rozkazu, komendant dziękuje (i tu lista nazwisk) - najczęściej tylko drużynowym... Budujące to dla mnie nie jest. Ktoś powie: - Czy komendant hufca w tym przypadku przed każdym takim ma czapkować, w pas się kłaniać, że ktoś zorganizował obóz? Jasne, że nie, ale może w prywatnej rozmowie, gdzieś na boku, powie takiemu drużynowemu: - Tak trzymaj stary, dziękuję ci, fajnie, że w tym hufcu, szczepie, drużynie są tacy jak ty. - To będzie takie zwykłe, ludzkie "dziękuję". I myślę, że mogłoby to rozwiązać wiele problemów.

NA początku wspomniałem też o wynagradzaniu instruktorów odznaczeniami. Oczywiście, i to jest potrzebne, także w tym wyraża się dla kogoś uznanie. Tylko odznaczeń nie daje się na co dzień, a jakże często brakuje nam tego uznania w codziennej harcerskiej pracy, kiedy mamy serdecznie dość czterech nowych rozrabiających harcerzy w drużynie, kiedy brakuje nam tego, kto życzliwie podpowie, jak można by znakomicie poprowadzić następną zbiórkę. Ilu fajnych i mądrych instruktorów dochodziło w końcu po iluś latach do wniosku: "Co ja z tego mam? Sprawdziłem się. Potrafię to, tamto, a ostatnio nawet i to. Ale komu to potrzebne? Dlatego to nie ma dalszego sensu - wypaliłem się - odchodzę". A wystarczyłoby, aby taki ktoś usłyszał: - To, co robisz, naprawdę jest potrzebne, masz jeszcze tyle do zrobienia... - I może nie byłoby wielu rozstań... Może harcerze w zastępie, którego zastępowy nie używa od czasu do czasu słowa "dziękuję", po jakimś czasie nie dochodziliby do wniosku: "Staram się, jak mogę, zrobiłem więcej niż inni, pomogłem mu przygotować rajd i zbiórkę, a on nie raczył tego zauważyć, podziękować mi. Następnym razem, nawet gdy przyjdzie i poprosi, to niech się wypcha - nie pomogę mu".

DLATEGO niech znajdzie się komendant chorągwi, mówiący hufcowemu "dziękuję", niech hufcowy tak mówi drużynowemu, a zastępowy niech zawsze będzie mógł brać przykład z drużynowego. Dlatego uważam, nie wstydźmy się słowa "dziękuję", nie nadużywając go oczywiście, bo będzie to sztuczne i szkodliwe, ale mimo wszystko umieśćmy go w naszym słowniku. "Dziękuję" potrafi czynić cuda...

hm. Piotr Żurek, Poznań



 Generuje GazEla