Czuwaj

4-5/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
MOIM ZDANIEM

Co każdy harcerz wiedzieć powinien?!

Kończy się obóz. Już niedługo trzeba będzie złożyć namioty, spakować sprzęt i zacząć wracać do domu.

JEDNAK zanim opuścimy las, należy sprawdzić, czego harcerze się na tym obozie nauczyli i, ogólnie, jaki poziom "wyrobienia harcerskiego" osiągnęli. Okazję do tego stwarza harcerski bieg terenowy. Początkowo, gdy byłem zwykłym harcerzem, udział w "HBT-ach" sprawiał mi satysfakcję - bieganie po lesie i wykonywanie kolejnych zadań było dobrą zabawą. Jednak później, gdy zacząłem go organizować, miejsce bezkrytycznego zapału zajęły pewne wątpliwości. Stojąc na punkcie miałem zazwyczaj wystarczająco dużo czasu, by w przerwach pomiędzy obsługiwaniem kolejnych patroli zastanawiać się, czy ciągłe sprawdzanie znajomości technik harcerskich rzeczywiście ma sens. Często zdarza się, że harcerze oceniani są na podstawie tego, jak wypadli na takim sprawdzianie.

W wielu środowiskach panuje przekonanie, że o wartości osoby decyduje to, ile węzłów potrafi zawiązać, wie, jak na mapie zaznaczona jest linia telefoniczna, a jak kabel wysokiego napięcia albo zna dokładnie różnice między "Zawiszą" a "Bojowymi Szkołami". Natomiast mniejszą uwagę zwraca się tam na sprawy naprawdę istotne, jak np. codzienne postępowanie godne harcerza. Być może miałoby to trochę sensu, gdyby dobra znajomość technik harcerskich rzeczywiście była przydatna w dorosłym życiu. Niestety, zdarza się to rzadko. Zastępowi i drużynowi starają się, aby harcerze perfekcyjnie opanowali szyfr GA DE RY PO LU KI i kilka innych. Ale czy ktoś będzie go używał poza zbiórkami? Można by się zastanowić, czy dzisiaj, w epoce Internetu i satelitów telekomunikacyjnych poznawanie sposobów łączności pochodzących jeszcze z XIX wieku ma sens?

PODOBNIE wygląda sprawa z podchodami. Spacer po leśnych ścieżkach wzdłuż pozostawionych tam strzałek niewiele ma wspólnego z tym, co zalecał Baden-Powell w celu wyrabiania zdolności obserwacji i wnioskowania. Większość czytelników "Czuwaj" uważa zapewne, że chociaż nauka samarytanki może się przydać w praktyce. To prawda, ale jakże często jakość szkoleń w drużynach czy zastępach (gdzie harcerze uczą się tylko przyklejać plasterki lub bandażować łokieć) odbiega od poziomu profesjonalnych szkoleń medycznych, np. kursów na odznakę ratownika medycznego ZHP.

CZASEM obserwując pracę niektórych drużyn dochodzę do wniosku, że technik harcerskich harcerze uczą się tam tylko po to, by mieć co robić na zbiórkach. To świetnie, że dzięki temu się nie nudzą. Szkoda tylko, że nie mają żadnych innych pomysłów na działalność. Byłoby dobrze, gdyby dzięki działalności drużyny jej członkowie mogli np. nauczyć się korzystania z Internetu (duża ilość profesjonalnie zrobionych stron harcerskich pokazuje, że jest taka możliwość), wykorzystać przynależność do WOSM i WAGGGS, aby poznawać ludzi z innych krajów i doskonalić znajomość języków obcych, albo - ucząc się w praktyce prowadzenia gospodarki finansowej i sprzętowej - przygotowywać się do założenia prywatnej firmy, a nie ograniczać się wyłącznie do wyznaczania azymutów.

TO, o czym piszę, nie jest rzeczą nową. W harcerstwie od lat zwraca się uwagę na to, by tworzyć atrakcyjny i stymulujący program. Niestety, program taki ma pewną wadę: często wymyślanie go jest trudne, wymaga głębszego zastanowienia i przełamania dotychczasowych schematów. Dużo łatwiej jest realizować ciągle te same, typowe wzorce - np. co roku organizować obóz według tego samego planu (ewentualnie zmieniając trochę obrzędowość) albo przeprowadzać akcje rekrutacyjne tak samo jak w czasach, gdy nie było jeszcze gier komputerowych, centrów rozrywkowo-handlowych czy Pokemona w telewizji. Nie twierdzę, że drużynowi mają przestać uczyć harcerzy pionierki czy terenoznawstwa. Jednak powinni myśleć, co ich harcerze na tym skorzystają. I uczyć myślenia ich samych.

pwd. Michał Piotrowski

Hufiec Warszawa Żoliborz



 Generuje GazEla