Czuwaj

4-5/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
PRACA Z KADRA

Przełożyć na konkrety

ZJAZD, zjazdem, zjazdowi, zjazdu... Dyskusja na łamach harcerskiej prasy i na harcerskich witrynach, postulaty spisywane na konferencjach, spotkania zespołów, komisji, podkomisji... Pewnie też i przy Konopnickiej 6 temat powraca regularnie... Czyli cały Związek zamiast improwizować w ostatniej chwili, z odpowiednim wyprzedzeniem odpowiedzialnie planuje swoją przyszłość?

CZYTAM po raz kolejny tekst hm. Grzegorza Całka ("Czuwaj" 12/2000) i po raz kolejny stwierdzam, że jestem "za". Marzy mi się taka organizacja - z lekką strukturą, z przejrzystymi kompetencjami, z fachową kadrą, z programem dostosowanym do potrzeb (nie tylko tych na dziś i jutro) i tuż powyżej możliwości, żeby nie nudzić, nie zniechęcać, ale pobudzać do rozwoju. Do tego jeszcze dodajmy przejrzystość finansową na wszystkich szczeblach. Chciałabym tak po prostu wyciąć ze Związku to, co ogranicza, to, co odbiera satysfakcję, to, czego musimy się wstydzić... Tak proste wydają się recepty - stwórzmy silne hufce, a one lepiej zajmą się kadrą, pozyskiwaniem środków, programem.

JESTEM przekonana, że wielu mamy instruktorów, nie tylko w Warszawie, ale rozsianych po całej Polsce, którzy mają wizję ZHP na miarę czasów. Którzy na podstawie swoich doświadczeń z działalności w sferze organizacji pozarządowych, z pracy na różnych harcerskich funkcjach, z kontaktów ze skautingiem europejskim, mogliby siąść już teraz i napisać nowy Statut, projekty uchwał i stanowisk, które powinien przyjąć grudniowy Zjazd. Ale czy nie jest tak, że w naszej wciąż wielkiej, bezwładnej organizacji, stworzenie wizji jest najłatwiejszą częścią zadania, które przed nami stoi? Do napisania kolejnego słusznego dokumentu wystarczy kilka rozsądnych osób, ale do wdrożenia go w życie potrzeba spójnego, konsekwentnego współdziałania setek, jeśli nie tysięcy osób w całym kraju, tych z dużych aglomeracji i tych z Polski powiatowej czy gminnej.

NIECH mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę - weźmy pierwsze z brzegu konkretne zapisy, np. zasady organizacji pracy komendanta i komendy hufca ZHP, instrukcję w sprawie organizacji kształcenia instruktorów ZHP, regulamin zaliczania służby instruktorskiej - są one martwymi zapisami. Bo czy wyciąga się konsekwencje za ich nieprzestrzeganie? Ile istnieje hufców, które nie realizują swoich zadań statutowych? Ilu instruktorów, którzy nie zapłacili składek lub nie mają zaliczonej służby, skreślono z listy członków? Ile dyplomów ukończenia kursu zakwestionowano z powodu uchybień formalnych?

KTO i jakie ma w ręku argumenty, żeby zmusić do działania

WŁADZE, które nie wywiązują się ze swoich obowiązków? W świetle przepisów - my wszyscy (zjazd hufca, wybrani przez nas delegaci na zjazd chorągwi, Związku), czyli nikt. Bo nie ma takiego zwyczaju, bo kadencja jest za długa, bo pamięć ludzka jest zawodna... W tej sytuacji nie widzę takiej siły, która zmusi tych samych ludzi do realizowania bolesnych reform.

WEŹMY pierwszy element prezentowanej przez Grzegorza wizji - odchudzenie struktury. Pojawia mi się kilka pytań. Jeśli w związku z tym do rozwiązania jest słaby hufiec, z długami liczonymi w dziesiątkach tysięcy złotych, to kto je spłaci? Są takie komendy, które odziedziczyły tak duże finansowe zobowiązania, że uniemożliwia im to jakiekolwiek sensowne działanie - jak można planować pozyskiwanie środków na bieżącą działalność z komornikiem na karku? Czy można wobec tego ogłosić bankructwo hufca lub chorągwi, żeby nowe władze mogły zacząć kadencję z czystym kontem?

SKORO skończył się czas dotacji rozdzielanych centralnie, skoro środki na działalność mają być pozyskiwane "na dole", jak zabezpieczyć drużyny, hufce przez niegospodarnością lub niekompetencją na wyższych szczeblach? Mocny to zarzut, ale nie mogę się pogodzić z obserwowaną praktyką - dobra drużyna zdobyła na swój wyjazd zagraniczny dotację, a przy kasie dowiaduje się, że życie jest brutalne. Nikt nie kwestionuje, że to są ich pieniądze, ale ich hufiec ma w sądzie przegraną sprawę o zaległe czynsze, a inny, z drugiego końca chorągwi, nie zapłacił składek.

SĄ takie chorągwie, które i tak nie mają kadry i środków na realizację dotychczasowych zadań, ale są takie (nazywam je "mocarstwowe"), w których komendant ma władzę,

BO ma czym dzielić i ma przy chorągwi wartościowe zespoły instruktorskie. Co on i jego współpracownicy otrzymają w zamian, gdy zredukuje się do minimum ich kompetencje? Czy to coś (oczywiście nie myślę tu o rekompensatach materialnych) wystarczy, żeby poparli taką zmianę? Jak ma wyglądać i jak długo trwać okres przejściowy?

PODOBNO (nie jestem w tych sprawach ekspertem) kiedy amerykański szef sztabu mówi "Wzmocnić naszą obecność na Oceanie Indyjskim", to wie, że jego podwładny poleci wysłać 2 lotniskowce, kolejny wybierze, które to będą okręty i jakie towarzyszy im wsparcie, tego podwładnego podwładny zarządzi w odpowiednim terminie działanie służb zaopatrzenia, a konkretny kapitan w określonym czasie wyda sternikowi rozkaz "Kurs 330, prędkość 20 węzłów" i usłyszy w odpowiedzi "Yes, sir!".

ODNOSZĘ czasami wrażenie, że zbyt wielu poczuwa się do bycia szefem

SZTABU, ale brak nam kadry średniego szczebla, która przetłumaczy ogólne sformułowania na działania. Brak nam też mechanizmów (pomimo mitycznego militaryzmu polskiego harcerstwa), żeby na samym końcu tego łańcucha zamiast spóźnionych dyskusji "po co", "dlaczego" usłyszeć "Służba!". Dlatego mam

SUGESTIĘ dla wszystkich naszych sztabowców - proponując wizje i modele przedstawcie nam, szaraczkom w terenie, konkrety, co będą musieli zrobić instruktorzy dwóch przykładowych komend chorągwi (tej "mocarstwowej" i tej "gołej"), trzech przykładowych hufców (miejskiego, powiatowego, gminnego) oraz pięciu przykładowych drużynowych. Taka prosta symulacja, która pomoże zrozumieć przyszłym delegatom, za czym i przeciwko czemu głosują.

hm. Anita Regucka-Kwaśnik



 Generuje GazEla