Czuwaj

4-5/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer


Napisz do nas:
czuwaj@zhp.org.pl
Z PAMIĘTNIKA REDAKTORA NACZELNEGO

Zamiast "Zamiast Wężykiem"

TEN tekst jest zatytułowany "Zamiast Zamiast Wężykiem", ponieważ tym razem na "mojej" stronie postanowiłem zapoznać was z fragmentami listów, które w ostatnim czasie otrzymałem. Zapytacie, dlaczego po prostu nie wydrukuję wszystkich listów? Czy tylko rzecz w braku miejsca w piśmie? Nie tylko. Chcę dziś nie tylko pokazać ich najciekawsze, moim zdaniem, fragmenty, ale także skomentować i zaprezentować mój punkt widzenia. Gdy przedrukowuję listy w "Czuwaj", jest to niemożliwe. Powiecie - manipulacja. Nie, tylko pokazanie, co o problemach organizacji myśli naczelny redaktor "Czuwaj".

ZACZNIJMY od krytyki mojej osoby. W okresie Świąt Wielkanocnych dostałem list od druhny Janiny z Przemyśla. Pisze ona: Z wielkim niesmakiem czytałam "Czuwaj" z lutego 2001 r. Czy naprawdę potrzebna była na łamach pisma polemika i dyskusja na temat zebrania Rady Naczelnej? Miesięcznik "Czuwaj" jest wprawdzie przeznaczony dla instruktorów, ale instruktorzy to również ludzie młodzi. (...) Czy taka dyskusja na łamach "Czuwaj" ma pomóc w pracy i zwerbowaniu jak największej liczby młodzieży do Związku? Te artykuły czytają również rodzice! Dla mnie jest tylko jedno wytłumaczenie - pewnie nie macie nic ciekawszego do umieszczenia w "Czuwaj".

POMYŚLMY spokojnie. Materiał o decyzjach Rady Naczelnej był niezbędny i wydaje mi się - ciekawy. Opisywanie istotnego dla całej organizacji problemu - konfliktu między władzami organizacji

- jest traktowane przez druhnę Janinę jako kalanie własnego gniazda. Wszak młodzi harcerze i ich rodzice mogą dowiedzieć się, iż mamy wewnątrz ZHP problemy, i w efekcie zniechęcić do pracy w Związku. Nie, na takie rozumowanie się nie godzę. Wspólnym trudem, starzy i młodzi, musimy rozwijać harcerstwo

W XXI wieku. Ale bez pełnej wiedzy także o naszych kłopotach uczynić się tego nie da. Chowanie głowy w piasek nie jest metodą na sukces.

NAWIĄZUJE do takiego myślenia i mojego artykułu druh Roman z Konstancina: Jestem jednak optymistą, ponieważ zawirowania w harcerskich władzach można zlikwidować metodami demokratycznymi, zaś przy największej mizerii finansowej, dopóki mamy w całym kraju lokale, kilka ośrodków, pisma centralne, przyjaciół w radach, polityków życzliwych, z którymi tworzyć będziemy naszą dobrą pozycję w środowiskach hufców i chorągwi - można wiele zdziałać i iść po prostej wznoszącej. Możliwość osiągnięcia prostej jest jednak uwarunkowana zrzuceniem przez Radę Naczelną balastu działań pozornych lub wręcz szkodliwych dla Związku.

BARDZO ważna jest też rola "Czuwaj", któremu chwała za odważne poinformowanie opinii harcerskiej o ważnym zdarzeniu, a któremu można zamknąć usta, stosując na przykład znaną bolszewicką zasadę, która mówi, że lepsza tragedia, czyli zanikanie możliwości kierowania Związkiem, aniżeli wstyd, jaki przyniesie temu czy innemu uczestnikowi demokratyczna dyskusja.

DRUH Roman wspiera moje wysiłki. Mogę tylko powiedzieć: "Dziękuję".

DRUHNA Ewa z Olsztyna w imieniu instruktorów hufca przekazała nam bardzo ostry w formie list otwarty kierowany do członków Rady Naczelnej. W liście tym czytamy: To osobisty przykład instruktora ma być drogowskazem dla młodych wkraczających w nasze szeregi. Czy tak mają się odbywać zjazdy chorągwi, hufców czy choćby posiedzenia rad drużyn? Dlaczego nie daliście szansy druhowi Maślance na to, by mógł pełnić tę funkcję i doprowadzić Związek do kolejnego zjazdu ZHP przy olbrzymich kłopotach ekonomicznych naszej organizacji. (...) Członkowie zespołów instruktorskich naszego hufca zaczynają się zastanawiać, czy my na dole mamy na pewno też tak postępować? Tym bardziej, że na zjazdach hufców i chorągwi nie brakuje dyskusji instruktorskich, pytań i wątpliwości. Pada czasami wiele gorzkich słów, uwag i zarzutów. Jednak po wyborze komendanta nikt nie stara się wiązać mu rąk na początku nowej kadencji, tylko daje mu szansę sprawdzenia się.

TO prawda, jednak taki głos nie posuwa rozważań o naszej organizacji do przodu.

DRUH Piotr z Chorągwi Śląskiej (prosiłbym jednak o przekazanie mi nazwiska do wiadomości redakcji) patrzy na pracę Naczelnika ZHP z zupełnie innego punktu widzenia, jakby znał wcześniej list druhny Ewy: Członkowie Rady Naczelnej mają prawo głosować tak, jak zagłosowali. (...) nie ma po co rozpaczać, ani też miotać gromów. Dh Naczelnik na pewno nie po to zgodził się przewodzić Związkowi, by zaraz rezygnować, jeszcze nie takie mogą go czekać przeciwności i utrudnienia w służbie. Być może przemyśli sobie to, co się stało, może szczegółowo przeanalizuje, by móc w przyszłości uniknąć tego typu błędów personalnych. W zupełności zgadzam się, że z pozycji drużyny niewiele widać tego, co się dzieje na "górze", ale jedno ze starych powiedzeń mówi, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Są funkcje i osoby - kandydaci do ich pełnienia, nie zawsze jednak faworyci wygrywają w cuglach.

TAK też można myśleć. Druh Piotr obiecał mi kolejną korespondencję, może być ciekawa.

JESZCZE o innej sprawie pisze do mnie druhna Ania z Sulejówka: Druhu Adamie! Zamiast gromić członków Rady Naczelnej, że robią wbrew druhowi Naczelnikowi, może bardziej twórcze byłoby przyjrzenie się "harcerskiemu stylowi" w wykonaniu kadry kierowniczej na wszystkich szczeblach. Dyskusja o tym, jaki ma być Związek Harcerstwa Polskiego, wydaje się być retoryczna - ma być HARCERSKI! Reszta to tylko narzędzia, którymi ta harcerskość powinna być osiągana. Rozwój społeczny wymaga nieustannej pracy nad narzędziami, doskonalenia ich i przystosowywania do wymogów czasu i zadań, które mają być nimi wykonane. O tych narzędziach powinniśmy dyskutować i ciągle je udoskonalać. Proponuję, aby w zaciszu gabinetów Głównej Kwatery przeanalizować funkcjonowanie najważniejszego z nich - przykładu osobistego instruktora kadry kierowniczej i po wyciagnięciu wniosków zabrać się do doskonalenia następnych narzędzi: metodycznych i treści programowych. Inaczej przez kolejne miesiące przedzjazdowe przetaczać się będzie jałowa dyskusja, jaki ma być Związek, a nie jak mamy pracować, aby sprostać wyzwaniom cywilizacyjnym.

LIST ten przeleżał czas jakiś w redakcyjnej szufladzie. Wymagał, bym sam się nad nim zastanowił. Rozumiem, że "zacisze gabinetów" to taka ładna przenośnia. Ja bym użył sformułowania "w wiecznym młynie, jakim jest Główna Kwatera". Ale to tylko szczegół. Istotnych w tym liście jest kilka wątków, między innymi sugestia, że nie cała kadra kierownicza Związku świeci przykładem osobistym. Pewnie tak, bo gdyby była wzorcem, praca władz naczelnych organizacji przebiegałaby bez zgrzytów. Tylko czy zastanawianie się w "zaciszu gabinetów" coś tu zmieni?

NIE, nie będę zgrabną pointą kończył mojego nietypowego "Wężyka". Nadal zapraszam autorów wszystkich listów - piszcie, dyskutujcie. Do zjazdu jeszcze kilka miesięcy. A i po zjeździe będziemy jeszcze mieli to i owo do zrobienia.

Adam Czetwertyński

PS "Normalny" felieton z tej strony - moje marcowe zapiski - przeczytać można w Internecie na stronie

WWW.ZHP.ORG.PL jako ostatni artykuł tego numeru "Czuwaj".



 Generuje GazEla