SOBÓTKOWA NOC

hm. Jadwiga Skiba

Kwiat paproci

SOBÓTKOWA, świętojańska noc znana była od wieków jako czas ognisk i zabaw. Były w tym święcie elementy kultu przodków i oczyszczanie się od złego, ale dominowało szukanie szczęścia w postaci kwiatu paproci.

* *  *

NOC ŚWIĘTOJAŃSKA nie była jedyną szaloną nocą w kalendarzu. Znane jest - już także i u nas - Święto Hallo-ween, obchodzone w krajach anglosaskich w przeddzień 1 listopada. W górach Harzu, w wigilię 1 maja odbywały się słynne noce Walpurgii, gdy według legendy na szczycie Brocken balowały czarownice i demony. Święto to posłużyło jako temat dla takich twórców, jak Goethe, Mann, Gounod czy Mendelssohn.

NOC ŚWIĘTOJAŃSKA (z 23 na 24 czerwca) także znalazła swoje odbicie w powieściach i poezji, a specjalną sztukę poświęcił jej słynny Lope de Vega. W Polsce najważniejsze obrzędy sobótkowe odbywały się ponoć przed wiekami na Ślęży i na Łysicy. Podobno w tę noc występuje specjalne promieniowanie kosmiczne, które tak wpływa na ludzi, że każe im zbierać się w określonych miejscach ku zabawie i radości. Czy tak jest istotnie, nikt nie wie. Być może nasi przodkowie, żyjący w warunkach naturalnych, odbierali z kosmosu szczególne impulsy, sygnały czy nakazy wewnętrzne, które skłaniały ich do spotkań i rozpalania sobótkowych ognisk w tę czarodziejską noc...

* *  *

Z NOCĄ ŚWIĘTOJAŃSKĄ ściśle związany jest obrzęd zbierania ziół i wicie z nich wianków. Zioła zbierane w tę noc zanoszono też do domów, bo stanowiły od wieków skuteczne lekarstwa na wiele dolegliwości, na czary i na miłość. Złe duchy domowe odpędzała skutecznie ciemięrzyca. "Jady i trucizny z ciała" wywodził arcydzięgiel. Biedrzeniec anyż przywracał młodość, a cykoria pomagała w rzucaniu złych zaklęć. Na knowania złych duchów dobry był dziurawiec - ziele świętojańskie, a eukaliptus sprzyjał dobrym snom. Jemioła przynosiła szczęście, a lubczyk pomagał w miłości. Zerwany w NOC ŚWIĘTOJAŃSKĄ rumianek zapewniał szczęście i pomyślność, zabezpieczał też ludzi przed złymi czarami. Mawiano, że "śmierć tego nie ubodzie, u kogo szałwia w ogrodzie". Tymianek przynosił siłę przed rycerskimi turniejami, a bylica, czyli werbena dawała powodzenie dziewczętom u chłopców. Czy tak było? Wiadomo, że magowie i czarownice mieli sporo fantazji i lubili ubarwiać swoją wiedzę o ziołach, aby ludzie je stosowali w praktyce. Do dziś jednak stosujemy chętnie zioła przeciw różnym dolegliwościom i mamy je zawsze w domowych apteczkach. Może nie bronią nas od uroków i czarów, ale skutecznie, choć powoli leczą.

* *  *

JÓZEF Ignacy Kraszewski tak pisał w swojej Starej baśni: Kupała to święto w całym swoim pogańskim obchodzone świecie, dzień Boga Bieli, na którego cześć paliły się zawsze ognie nad Adrią, nad Bałtem, nad Dunajem, nad Łabą, Wisłą, Dniestrem, Rodanem i Sekwaną. Dzień Kupały najdłuższy w roku. Noc Kupały, najkrótsza, była

JEDNYM cięgiem wesela, śpiewu, skoków i obrzędów.

SOBÓTKA, Kupalnocka, Kupała to święto, w którym przed wiekami dokonywało się zespolenie dwu różnych kultów, święconych w czasach przedchrześcijańskich zapewne oddzielnie. Kultu wody i kultu ognia. Pierwszy przetrwał w nieco zmodyfikowanej formie do dziś w postaci wianków kwietnych, puszczanych na wodę w myśl przysłowia "Na święty Jan woda kwitnie". Rzucanie wianków na wodę miało za cel pozyskanie jej życzliwości, a zanurzone w niej zioła zyskiwały lecznicze moce. W Pieśni Świętojańskiej o Sobótce Jan Kochanowski pięknie opowiada o kulcie ognia i tańcach wokół zapalonego stosu. Popiołem z wygasłych już sobótek posypywano potem pola, aby zapewnić im urodzaj i uchronić od gradu. Wierzono też, że przepędzone przez zastygłe już popielisko bydło chronione było od chorób i zarazy. Tańce i śpiewy sobótkowe miały wreszcie charakter wróżebno-magiczny, zwłaszcza dla dziewcząt.

OJ, Janie, Janie, Janie zielony...

* *  *

WEDLE bardzo rozpowszechnionych wierzeń ludowych w NOC ŚWIĘTOJAŃSKĄ zakwita na krótko paproć, a kto przypadkiem jej kwiat odnajdzie, temu pisane wielkie szczęście, zdrowie i bogactwo. Szukają go od wieków ludzie, ale jeszcze nikomu nie udało się go zobaczyć! Może nie umiemy szukać, może nasze serca nie są tak czyste, jak być powinny, aby go ujrzeć, może nie jesteśmy godni, aby być szczęśliwymi?

DRUHNY i Druhowie Instruktorzy! Opowiedziałam stare, ale piękne historie z dawnych wieków. Może prawdziwe, a może nie. Coś jednak sprawia, że lubimy je i co roku w Krakowie pod Wawelem czy na warszawskim wiślanym brzegu odbywają się WIANKI, że w wielu większych i mniejszych wsiach palimy sobótkowe ogniska i pleciemy z ziół wianki, aby je później rzucić na wodę, wypowiadając różne swoje życzenia? Myślę, że i wy 23 czerwca spotykacie się za swoją drużyną, ze swoim szczepem czy hufcem przy sobótkowym ogniu. Rozpalacie go gdzieś nad rzeką lub nad jeziorem, aby rzucić na wodę wianki, uplecione z przyjaznych wam ziół. Aby dopisywało wam wszystkim zdrowie i wiara w swoje siły. Wrzucacie do ognia spisane na kawałkach kory różne nasze wady i przywary, zmartwienia i kłopoty, aby spaliły się na popiół i przyniosły spokój. Bawicie się wraz z waszą młodzieżą przy sobótkowym stosie, aby ta zabawa dała tak potrzebne nam teraz poczucie braterstwa i nadzieję na lepsze harcerskie jutro!

KOCHANI! Nie szukajcie w tę noc mitycznego kwiatu paproci, bo go nie znajdziecie. Wejrzyjcie we własne serca - bo on jest właśnie tam! Nie zatraćcie - szukając nieistniejących, mitycznych rzeczy - tych wartości, które w naszym Związku są ważne na co dzień!

...JAKŻE los nasz piękny, wzniosły!

GDZIE idziemy - same głogi,

GDZIEŚMY przeszli - róże wzrosły,

WIĘC nie schodźmy z naszej drogi!...

(S. Goszczyński)



 Generuje GazEla