Z PAMIĘTNIKA REDAKTORA NACZELNEGO

Zamiast Wężykiem

3 maja

U księdza Staszka Sikorskiego wielka uroczystość. Nowo powstały szczep harcerski przy parafii Radom-Firlej otrzymuje sztandar. Ksiądz Staszek, czyli członek Rady Naczelnej ZHP phm. Stanisław Sikorski, jest niestrudzony. W swojej poprzedniej parafii w Oleksowie pozostawił Szczep im. Orląt Lwowskich i natychmiast po przejęciu parafii w Radomiu utworzył nowe środowisko harcerskie. Staszek jest indywidualistą - kieruje drużynami i szczepem po swojemu, dominuje wśród młodzieży, jest dla nich alfą i omegą - cóż, nie dziwmy się, przede wszystkim jest proboszczem. Nawet sztandar zlecił wyhaftować niezbyt zgodnie z regulaminem.

ALE Staszka, z jego oryginalnością, zadziornością, poczuciem humoru, niepokornością, ale też konsekwencją i poglądami, szanujemy i akceptujemy. Gdyby nie było takich Staszków, nasze harcerstwo byłoby o wiele bardziej ubogie, nijakie, zwyczajne. Najsilniej, jak umiem, ściskam kciuki za długie, długie lata pracy szczepu i jego szczepowego.

5 maja

W "Perkozie" spotkanie Rady Programowej CSI. Tu występuję w roli obserwatora, słuchając, jak oceniona została dotychczasowa praca i jakie są plany na przyszłość. O pracy szkoły przeczytać można w każdym numerze "Czuwaj", piszą do nas systematycznie jej instruktorzy, dlatego ja spróbuje skreślić kilka uwag jakby na marginesie tego spotkania.

NIE odkryję Ameryki stwierdzając, że taki będzie Związek, jacy są instruktorzy, a zatem, jak są przeszkoleni, jaką mają wiedzę i umiejętności. Nie odkryję też Ameryki stwierdzając, że poziom kursów zależy od poziomu kadry kształcącej. Zadać musi sobie Główna Kwatera ZHP, Rada Naczelna, a być może i najbliższy zjazd pytanie, dlaczego w tak wielu chorągwiach kształcenie kuleje, dlaczego niezły, wydaje się, system szkolenia dobrze funkcjonuje mniej więcej w jednej trzeciej Związku. Dlaczego w większości chorągwi nie ma prężnych zespołów kadry kształcącej, dlaczego kadra ta nie chce kształcić się w "Perkozie"? Nie ma w chorągwiach instruktorów? Nie mają pieniędzy na przejazd do Olsztynka? Mają złe zdanie o poziomie kształcenia w CSI i lekceważą formy dokształcania tam proponowane?

W trakcie spotkania Rady Programowej zadałem pytanie, jak to może być, że z pewnej chorągwi w ciągu roku we wszystkich formach proponowanych w "Perkozie" uczestniczyły dwie osoby. Może to znakomita chorągiew i sama sobie we wszystkich rodzajach kursów radzi? Nie uzyskałem pełnej odpowiedzi, tylko dwuznaczne: - No, wiesz...

NIE wiem, ale w pełni znać odpowiedź na moje pytanie powinna kadra CSI oraz komenda nie tylko tej jednej wymienionej chorągwi. Bo taka sytuacja do niczego dobrego nie prowadzi.

14 maja

TOCZYMY rozmowy o zmianach w Statucie. Wiele spraw jest prostych, część z nich będzie wprowadzanych jakby automatycznie. Zastanawiam się jednak, jakie decyzje podejmie grudniowy zjazd w sprawie funkcjonowania coraz liczniejszej grupy seniorów. Będą odrębną grupą wiekową, nie tylko ruchem programowo-metodycznym? Czy pozostanie ta nazwa, odpychająca dużą grupę potencjalnych dorosłych członków ZHP, którzy nie czują się seniorami i tak nazywani być nie chcą? Czy instruktorzy-seniorzy nie pełniący funkcji statutowych nadal nie będą mieli pełnych praw wyborczych? I czy zjazd zrobi porządek z pojęciem nie do końca jasnej funkcji statutowej? Czy zostaną podjęte jakieś decyzje (choćby kierunkowe) w sprawie zdobywania stopni instruktorskich przez seniorów będących tylko członkami kręgów, a więc nie prowadzących pracy wychowawczej z młodzieżą? Jaki mamy mieć stosunek do rygorystycznego przestrzegania przez seniorów Prawa Harcerskiego? Co zrobić z tymi, którzy podporządkować się temu Prawu nie chcą? Usunąć z ZHP czy stworzyć dla nich jeszcze jedną kategorię członkowską? I tak dalej, i tak dalej. Dziś jeszcze możemy zadawać sobie pytania, jest ich oczywiście o wiele, wiele więcej. Ale powoli pora także na nie odpowiadać. Nie znam dotąd ani jednego stanowiska, które zostałoby sformułowane w środowisku harcerzy najstarszych.

28 maja

KOŃCZY się maj, za moment zaczną się wakacje. Mam nadzieję, że będą one udane dla nas wszystkich - i instruktorów, i harcerzy oraz zuchów. Co prawda, gdy czytam wasze relacje z obozów, wydaje mi się, że czas płynie zbyt szybko, a może nasza organizacja za szybko się zmienia. Ja rozumiem, że żyjemy w XXI wieku, wieku nowoczesności. Ale wierzyć mi się nie chce, iż już są całe pokolenia harcerzy (takich od zuchów aż do szarż), którzy nie byli na normalnym obozie pod namiotami.

SPYTACIE, cóż to jest dla mnie taki normalny obóz? To taki, który rozbijamy w lesie nad jeziorem lub rzeką, budujemy go sami, a później sami zwijamy. No dobrze, niech na tym obozie nie będzie już kuchni polowych, niech będą palniki gazowe. Ale niech on będzie nasz od początku do końca. Muszę przyznać, że w życiu brałem udział w wielu obozach stałych, ponad dziesięć zgrupowań czy ośrodków obozowych sam prowadziłem. I nigdy przez te lata nie byłem obsługiwany przez etatowe kucharki lub etatowych kwatermistrzów. Nigdy też nie obozowałem zamknięty za płotem. Owszem, przejmowałem w drugim turnusie obóz od pierwszego turnusu, zachowywałem mostek, bramę lub urządzenia magazynowe. Czasem sam przekazywałem sprzęt drugiemu turnusowi. I to tyle z udogodnień obozowych. W pewnym momencie nastąpiła u nas moda na urządzenia obozowe bez gwoździ (to wpływy skautingu), więc i przerób metalu wbijanego w drewno jakby się zmniejszył.

GDY czytam, jak obozowali skauci niemieccy w Polsce (jest relacja w tym numerze "Czuwaj"), stwierdzam, że właśnie to jest ten styl, jaki lubię. Fakt, że od dwudziestu lat w naszym środowisku czerpiemy sporo ze skautingu, ale i tak nie przeszliśmy na tak silną pracę zastępami, jak to widzimy w innych organizacjach. Może jednak takie obozownictwo i taki sposób pracy na obozie byłby dla nas lepszy niż harcerskie kolonie pod namiotami, z jakimi spotykamy się na co dzień w całej Polsce?

Adam Czetwertyński



 Generuje GazEla