RECENZJA

Harcerze na Żywiecczyźnie

BADANIE regionalne, a także wieńczące je publikacje mają tę zaletę, że podtrzymują dla ludzkiej pamięci fakty i opisy zdarzeń, które uzupełniają i najczęściej potwierdzają znane i przyjęte przez historyków wypracowane uogólnienia i syntezy przeszłości. Jednocześnie pokazują, jak istotne znaczenie ma eksploracja wszelkich źródeł, sięganie do skąpych nawet archiwaliów, do korespondencji, notatek, pamiętników, wreszcie do nie spisanych relacji i wspomnień.

TE dwa początkujące zdania są kwintesencją, nader krótką choć treściwą, publikacji o harcerstwie, jaka się ukazała przed dwoma laty w Żywcu, staraniem ludzi już nieco posuniętych w latach, ale takich zapaleńców bożych, którym w sercu do dziś pozostał i do cna się nie spopielił żar, jaki w nich rozbudził skauting. Pojawił się tam dwutomowy zarys dziejów harcerstwa na Żywiecczyźnie w latach 1912-1975, pod wspólnym tytułem Na harcerskim szlaku. Tom pierwszy traktuje o historii organizacji, drugi zawiera wspomnienia. Całość spięta zdawać by się mogło banalnym tytułem, ale przecież osobliwie historycznym, bo przejętym z kilkusetstronicowego pamiętnika Zdzisława Kabały, w którym ten ledwie przybyły z obozu w Gross Rosen, pierwszy powojenny komendant hufca żywieckiego, zawarł kronikarskie zapiski i harcerskie wspominki z lat 1932-1949.

JAK się rzekło, tom początkowy zarysowuje historię żywieckiego harcerstwa, które kiełkowało pod przyjaznymi skrzydłami Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", by już w połowie stycznia 1912 r. zaprezentować się organizacyjnie powstaniem pierwszej drużyny skautów im. T. Kościuszki, a w następnym roku drużyny żeńskiej im. E. Plater. Autorzy części historycznej, Hieronim Woźniak i Tadeusz Trębacz wiodą czytelnika przez dziesięciolecia dziejów zethapowskich, nie kryjąc meandrów ideologicznych, strukturalnych, przeobrażeń programowych, ciężkiego borykania się o zachowanie ciągłości tradycji Przyrzeczenia Harcerskiego.

NA początku lat 60. hufiec żywiecki był oficjalnie uznany za największy hufiec wiejski w Polsce. Ale ilość - jak życie dowiodło - nie zawsze w jakość się przekształca, tak i kolejne reorganizacje (powstanie hufców gminnych) wiodły ku zatracie nawet ilościowych sukcesów. Dzieje żywieckiego harcerstwa inkrustują - można powiedzieć - mnóstwem przykładów procesy historyczne. Harcerstwo, już dzisiaj wpatrzone w przyszłość niedaleką, gdy będzie nie bez dumy świętować swe setne urodziny, w przeszłości swej na rozległych i pięknych terenach Beskidu Żywieckiego odnajdzie trwałe korzenie, historię zasobną, pełną i chwały i klęsk.

NAPISAŁEM, że w annałach harcerstwa w ogóle, tedy i żywieckiego, są momenty chwały i klęsk. O nich słów kilka. Czytam lapidarne sformułowanie: "W uroczystości pogrzebowej nie było harcerzy, Jego harcerski życiorys został zapomniany" (s. 13). Te słowa dotyczą ostatnich tygodni 1973 r. Wiążą się z nie byle czyją osobą, bo Tadeusza Jänicha, któremu bez żadnego rozmijania się z prawdą można przydać miano ojca żywieckiego skautingu, skoro właśnie tutaj, na początku stulecia, jeszcze w pomroce niewoli, tworzył dwie pierwsze drużyny. Krótko walczył pod Austriakami, potem pod komendą gen. J. Hallera, potem w II i III powstaniu śląskim, by w Polsce wolnej głodować z rodziną z braku jakiegokolwiek zarobku. Wreszcie praca, choć marna. I ten pogrzeb. Krzywda zapomnienia, z możliwych najgorsza!

TAKICH jak on - liczonych w dziesiątki! - przywraca pamięci żywczan publikacja, o której piszę. I za ten trud, przecież niemały, by dotrzeć do rozmaitych materiałów, dokumentów, relacji, należy się autorom pokłon.

A teraz, bodaj krótko, ale niezbędnie o II rozdziale pierwszego tomu, autorstwa Stanisława Dobosza, zatytułowanym: "Postawa oraz walka harcerek i harcerzy Żywiecczyzny w latach 1938-1945". Ten szkic niejako się wtapia w cały materiał tomu, ale z racji lat, o których traktuje, umożliwia - bardziej niż pozostałe pięć rozdziałów - poznanie tych serc gorących i prawych.

SZKIC S. Dobosza traktuje o latach szczególnych. Zupełny brak archiwaliów zmusza autora do wykorzystania ułomków dokumentacji, śladowych wzmianek, szperania po pamiętnikach, relacjach i kronikach, i choć nie jest on w stanie odtworzyć pełnego stanu poczynań harcerek i harcerzy w ostatnim roku międzywojnia i miesięcy poprzedzających wojenną jesień 39 roku, to jednak obraz działań drużyn jest zaiste tak wieloraki, że aż zadziwia.

NA Żywiecczyźnie nie było Szarych Szeregów, w dodatku "aktualny stan źródeł nie pozwala nawet na szacunkowe ustalenie ilości harcerek i harcerzy zaangażowanych w różne formy walki o niepodległość w latach 1939-1945" (s. 37), to jednak tuziny nazwisk, które autor przywołuje niczym na apelu, pojawiają się przy omówieniu każdego kolejnego "sposobu na życie" w czasach zniewolenia.

DLACZEGO temu rozdziałowi poświęcam więcej uwagi? Otóż, gdy śledziłem wywód historyka, pamięć przywołała poetycką frazę Miłosza z tego okresu, gdy przyjaciele rówieśnicy, nie przeczuwali jeszcze, że ku jesieni ich życia szły miesiące i lata najbliższe:

WIĘC sławę nam znaczono stworzyć - bezimienną,

JAK okrzyk pożegnalny odchodzących - w ciemność.

A czy pozostałych dwóch autorów zasługa jest mniejsza? O, nie! Wszyscy się postarali dać Żywiecczyźnie w darze garść jej historii, ożywić pamięć o czasach, których świadkowie jeszcze żyją, choć czas niełaskawy mocno wyszczerbił harcerskie bractwo, co tworzyło własną historię na niemałej przestrzeni lat 1912-1975. Rzecz przecież w tym, by pamięć służyła nie tylko po to, aby wspominać wydarzenia i ludzi, w świadomości tworzyć historię, zawsze ważną, gdyż człowiek jest taki, jakie są jego doświadczenia. W historii patrzymy na własne korzenie i dostrzegamy dziedzictwo tych, którzy przeszli przed nami. A nam, przechodniom, poprzez czas idącym, uświadamia ona, jak świat się przeinacza.

A tom drugi? Zawiera wspomnienia, dłuższe i całkiem krótkie, bardziej rzeczowe bądź okraszone sentymentem. Różnych dotyczą okresów i spraw. Wszystkie są jednakowo ważne, bo są dopowiedzeniem, jakby osobliwym i osobistym postscriptum każdego wspominającego do jakiegoś fragmentu tomu pierwszego, w którym się zawarł kawał historii ZHP na Żywiecczyźnie.

Lesław Forczek

NA harcerskim szlaku. Zarys dziejów harcerstwa na Żywiecczyźnie w latach 1912-1975, pod red. Hieronima Woźniaka, Żywiec 1998, cz. 1: "Historia", cz.2: "Wspomnienia harcerzy i instruktorów".



 Generuje GazEla