Czuwaj

9/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
MOIM ZDANIEM

Przebrzmiały już przemówienia i modły w Jedwabnem. Temat mordu dokonanego na Żydach przy współudziale Polaków przechodzi do lamusa, przytłumiony wyborami parlamentarnymi. Na jakiś czas nad kwestią odpowiedzialności Polaków za własną historię zapadnie cisza. Do następnej afery sprzed pół wieku.

Sąsiedzi

W świadomości przeciętnego Polaka funkcjonują dwa stereotypy. Pierwszy, to przekonanie o wspaniałej tolerancji Polaków. Drugi, to dogmat - nie podlegający dyskusji - o jednolitym narodowo charakterze współczesnego państwa polskiego.

OBA stereotypy są równie fałszywe. Przeciw pierwszemu świadczy choćby nasza historia, która od XVII wieku jest coraz bardziej nietolerancyjna. Mało osób zdaje sobie sprawę z tak drobnego faktu, że ustawy tolerancyjne, gwarantujące wolność wyznania, zostały uchwalone przez owiany złą sławą Sejm Niemy w 1717 roku. Ten sam, który zatwierdzał pierwszy rozbiór Polski. Uznanie wolności wyznania zostało na Polakach wymuszone obcymi bagnetami. Wiek XIX, to rozwój doktryny Polaka-katolika i coraz częstsze konflikty polsko-żydowskie, polsko-ukraińskie, polsko-litewskie itd. itp. Do czego to doprowadziło, widać wyraźnie w latach 1860-1968, a nawet współcześnie. Kiedy czcimy pamięć Orląt Lwowskich, czy obrońców Warszawy z 1920 roku, nie zastanawiamy się, czemu ludność Ukrainy nie miała ochoty korzystać z polskiej pomocy i budować wspólnego, czy choćby zaprzyjaźnionego państwa.

PRZECIW tezie o tolerancji Polaków świadczy też codzienne doświadczenie wszystkich "innych". Jako ewangelik wielokrotnie miałem "przyjemność" wysłuchiwać beznadziejnych pytań, czy jestem Niemcem. Spośród moich znajomych ewangelików i żydów nie ma ani jednego, który przynajmniej raz nie poczuł się "nie u siebie". >pl:Przypomina mi się skandal, jaki wywołał klip reklamowy, na którym grupa religijnych Żydów śpiewała polski hymn narodowy. Wrzask był straszny, że to profanacja, bluźnierstwo itp.

PRZEJAWEM nietolerancji jest też drugi ze wspomnianych stereotypów. Sam fakt ignorowania obecności ludzi odmiennych jest już przejawem nietolerancji. Przecież jeśli wszyscy mieszkańcy Polski są Polakami, to ten, który uważa się za Żyda, Białorusina, Rosjanina, Litwina, Czecha, Słowaka, Niemca itd., jest podejrzany. Wystarczy wspomnieć zamieszanie, podejrzenia i oskarżenia, jakie towarzyszyły powstaniu organizacji mniejszości niemieckiej w Polsce na początku lat 90. Od podejrzeń blisko do niechęci, a od niechęci krok do nienawiści. A niech tylko "obcemu" pójdzie w życiu lepiej, pojawia się zawiść i agresja. Stąd już krok do szowinizmu i pogromów.

PEWNA znana rozgłośnia konsekwentnie lansuje model Polaka-katolika. O północy nadaje w całości "Mazurek Dąbrowskiego", w którego refrenie za wzór cnót i jedyną szansę na ocalenie stawiany jest protestant, gen. Jan Henryk Dąbrowski. Ale "tolerancyjny" Polak w ogóle tego nie zauważa.

PATRZĄC na relację z Jedwabnego, myślałem, co powinienem zrobić, żeby w moim narodzie podobna zbrodnia się nie powtórzyła. Owszem, znam argumenty, że to tylko margines i bandziory brały udział w zbrodni, ale jeśli tak, to Jedwabne zamieszkiwała wówczas spora grupa bandziorów i ten margines był dość szeroki. Do tego ktoś tym ludziom dał argumenty przeciw żydowskim sąsiadom. Ktoś uzbroił ich mentalnie. Jak rozbroić tę bombę nienawiści, żeby znowu nie wybuchła?

WYDAJE się, że jedynym rozwiązaniem jest edukacja. Ale nie ta szkolna, tylko ta najprostsza, trafiająca i do umysłu, i do serca. Kto wie, że Olga Drahonowska miała czeskie pochodzenie? Kto wie, że Andrzej Małkowski był w połowie Anglikiem z ekumenicznej protestancko-katolickiej rodziny? Kto wie, że Wincenty Pol był z pochodzenia Niemcem, Tuwim i Słonimski Żydami, a Matejko Czechem? Kto zdaje sobie sprawę, że polska kultura jest dlatego tak bogata i ciekawa, bo jest wielokulturowa? Ma wszelkie cechy kultury pogranicza. To dawało jej siłę asymilacji obcych przybyszów, którzy z jednej strony dostrzegali w niej swojskie elementy, a z drugiej widzieli ją jako egzotyczną, odmienną.

JAK wielu z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że w Polsce są ośrodki muzułmanów, Białorusinów, Ukraińców, Łemków, którzy byli tu "od zawsze"?

CO stoi na przeszkodzie, żeby zabrać harcerzy na wycieczkę do Sokółki do meczetu, albo do synagogi Nożyków w Warszawie? Jaki jest problem, żeby pokazać im zjazd Łemkowszczyzny lub wybrać się na doroczne nabożeństwo protestanckie na Równicy na Śląsku Cieszyńskim? >pl:Jaki jest problem, żeby zrobić to w formie pewnej oferty programowej, skierowanej do drużyn zuchowych, harcerskich i starszoharcerskich?

POZNAĆ, znaczy zaakceptować, a może i pokochać.

NA pewnej konferencji instruktorskiej zaproponowałem stworzenie takiego programu. Usłyszałem wrzask:

- Po co, przecież Polska jest jednolita narodowościowo?!!Kolejne Jedwabne czeka.

pwd. Maciej Pietraszczyk,

Warszawa



 Generuje GazEla