Czuwaj

9/2001

 Poprzedni numer  Strona nadrzędna  Następny numer
ZLOT SKAUTÓW EUROPY ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ CARPATHIA 2001

Adam Czetwertyński

Wielki, choć niewielki

Czy coś pamiętacie o zjeździe trzech królów w 1235 roku na zamku w Wyszehradzie? Uczyliście się o tym wydarzeniu na lekcji historii? Spotkali się tam trzej potężni monarchowie - zjechali z Polski, Czech i Węgier. Pokazali, jak potężną mogą stworzyć koalicję, by bronić swych ziem...

Tegoroczny zlot skautów "Carpathia 2001" w Csobance koło Budapesztu nawiązywał do tego historycznego wydarzenia. Znów trzej królowie spotkali się na ziemi węgierskiej i to wydarzenie było kanwą części zajęć na zlocie skautowym.

SKAUCI węgierscy po raz pierwszy po odrodzeniu przed dziesięcioma laty organizacji mieli możliwość zorganizowania zlotu międzynarodowego. Nie dziwi więc, że w organizacji i programie znaleźć można było niedoróbki. Ale wszelkie błędy rekompensowali ogromnym zapałem, wykazywali prawdziwego skautowego ducha, którego wykrzesywali przez ponad dziesięć dni zlotu.

NAS, Polaków, na "Carpathii" było bardzo wielu. Więcej niż na "Feniksie" w Pradze cztery lata temu, więcej niż na słowackim "Eurokorze" przed trzema laty i nawet więcej niż na naszym "Sanie 1999". Licząc harcerzy z Czech i Litwy - prawie 350 osób. Pozostałych uczestników było znacznie, znacznie mniej. Dlatego w podobozach dominował język polski, w czasie zajęć często też. Organizatorzy posługiwali się oczywiście węgierskim, często także mówili po angielsku. Ale, uwaga, uwaga - okazało się, że wśród skautów węgierskich jest grupa mówiąca po polsku - od instruktora odpowiedzialnego na zlocie za wychowanie duchowe (Polak z krwi i kości) i grupy młodzieży z małżeństw mieszanych po Gabrysię, rozpoczynającą studia polonistyczne na uniwersytecie w Budapeszcie (mama Gabi-Szarotki jest Polką) i po Laslo - komendanta zlotu, który także ma polską krew. Nic dziwnego, że wszyscy czuliśmy się na zlocie jak u siebie w domu.

TEREN zlotu - kawał łąki i budynki dawnej szkoły - został wydzierżawiony skautingowi węgierskiemu na wiele lat. Po raz pierwszy zorganizowano tam dużą imprezę. Miejsce jeszcze nie do końca zagospodarowane, budynki wymagają częściowo remontu. Ale Węgrzy mają już plany remontów i rozbudowy. Dziś, jeżeli jakaś drużyna harcerska szukałaby bazy w rejonie Budapesztu - Csobanka jest znakomitym miejscem.

GDY organizujemy takie imprezy w Polsce, zasadniczym problemem jest brak środków finansowych. A tu uczestnicy płacili po 200 złotych i za to otrzymali między innymi pełne wyżywienie, przejazdy na imprezy programowe (autokar na zajęcia w Budapeszcie, dowóz na start wycieczki pieszej, przejazd nad Dunaj na zajęcia wodne itd.), materiały, gazetkę zlotową, plakietki... Wiemy, że wszystko kosztuje - woda, przenośne toalety, światło, budowa estrady... Skąd więc na to środki? Przede wszystkim ze znanej i w Polsce Fundacji Wyszehradzkiej. By korzystać z jej środków, należy stworzyć projekt, w którym uczestniczą przedstawiciele trzech z czterech państw: Polski, Czech, Słowacji i Węgier. A na "Carpathii" była młodzież reprezentująca wszystkie cztery narody. W każdym razie kłopotów ze środkami organizatorzy nie mieli.

ZAWSZE podstawą dobrego zlotu jest program - co zapamiętam ze zlotu, a może i inni uczestnicy?

WIELKĄ grę po Budapeszcie? Po przejściu wielu przeszkód mieliśmy dotrzeć do glejtu, jaki król węgierski wystawił rycerzom, by ci bez kłopotu mogli przyjechać do Wyszehradu. Niestety glejt został skradziony i ukryty gdzieś w Budapeszcie. Dzielna grupa, w której byłem, glejt znalazła. Ale z tego, co wiem, byliśmy zdecydowanie w mniejszości. Nam się udało - innym nie. A może ci inni byli zbyt leniwi, by zbierać po mieście elementy łamigłówki, która miała nas doprowadzić do armaty przed muzeum historycznym i glejtu znajdującego się w lufie armaty???

B też rajd, który zapowiadał się niewinnie, ale okazało się, że przejście wymaga pewnego wysiłku fizycznego, podciągania się na szlaku (w parowie potoku) po łańcuchach i dość szybkiego marszu. Czy nie okazało się w efekcie, że nasz opiekun - skaut węgierski za szybko skrócił nam trasę, obawiając się, że nie zdążymy na powrotny autobus. Lecz co z tego rajdu zapamiętam, to moje.

I zajęcia na terenie obozu lub w pobliżu - w średniowiecznej wiosce, na skałkach, na kominie (zjazd na linie z komina - co za atrakcja), bieg terenowy, uczenie się współpracy z niepełnosprawnymi, nauka ludowych tańców, zawody na orientację... Wiele innych propozycji, a każde z nich dobrze przygotowane, dobrze poprowadzone.

A może do końca życia zachowam w pamięci wspomnienie o kąpieli w Dunaju i o wiosłowaniu w wielkiej łodzi (czy taką pływali starożytni Grecy?). Zajęcia nad wodą były znakomite, ponieważ część z nas mogła nie tylko pływać w rzece, ale także taplać się w wielkim błocie. Dunaj jest czysty, ale niesie ze sobą mnóstwo błota. Zawody podobno były świetne.

A kto zapomni wielki skansen, Węgry w pigułce, choć rozłożone na wielu hektarach. Chaty ze wschodu - takie prawie jak ukraińskie, chaty i zabudowania z zachodu - jak austriackie, i te znad Balatonu - jeszcze zupełnie inne. Można zazdrościć Węgrom ich położenia geograficznego, bo zimy są tam ciepłe i ogrzewanie domostwa jest znacznie prostsze.

LATO na Węgrzech też bywa upalne (fakt, że i w Polsce w połowie sierpnia można się było opalić). Zlot zapamiętamy więc jako czas życia w temperaturze 40 stopni Celsjusza. Miało to swoje zalety - wykorzystywaliśmy liczne koszulki zlotowe, ale miało liczne wady - na przykład koszulki te trzeba było stale prać. Aha! Jeszcze zdanie o koszulkach. Każdy z nas miał jedną podobozową, a każdy podobóz miał inny kolor. My "Złote smoki" byliśmy jak kanarki - ślicznie żółciutkie. Ale były bardzo różne - pełna gama kolorów. Najśliczniejsze oczywiście sztabu - koloru bordo.

PO zlocie zadałem sporej grupie harcerzy i instruktorów jedno pytanie - czy chcieliby jeszcze raz przyjechać na taki zlot, czy im na tym zlocie było dobrze. I odpowiedzi były jednoznaczne - tak, nasi harcerze byli zlotem zachwyceni.

MOŻEMY wiele mówić o przyjaźni między narodami, możemy pisać o naszym wchodzeniu do Unii Europejskiej, lecz podstawą jednej Europy - Europy ojczyzn musi być świadomość nas wszystkich, że to jest niezbędne. Temu służą takie zloty jak "Carpathia 2001".

PS Niestety, nie wiemy, kto zorganizuje kolejny zlot skautów Europy Środkowo-Wschodniej. I jak tu planować lato 2002 bez naszego tradycyjnego zlotu?



 Generuje GazEla