Harcmistrzyni Wanda Czarnota

Wielka gra druha Stefana

Przedstawienie roli Przewodniczącego ZHP w odrodzeniu Związku jest trudnym zadaniem, bo każdy wie, jak to było. Niemniej muszę spróbować.

Zacznijmy od początku

PIERWSZY raz druh Stefan Mirowski brał czynny udział w odnawianiu ZHP w roku 1956, uczestnicząc w Zjeździe Łódzkim. Pełnił potem funkcję sekretarza Centralnej Komisji Weryfikacyjnej Instruktorów. Ten rozdział zakończył się wraz z odejściem Aleksandra Kamińskiego z funkcji przewodniczącego RN ZHP w 1959 r. Harcmistrzowie Stefan Mirowski, Jan Rossman i Hanka Zawadzka podobnie jak wielu innych instruktorów nie umieli i nie chcieli zrezygnować z wartości, w jakich zostali wychowani. Kiedy odszedł "Kamyk", wkrótce poszli w jego ślady.

PO raz drugi Związek Harcerstwa Polskiego zaczął się odradzać po powstaniu "Solidarności". Najpierw, na początku lat osiemdziesiątych, poprzez Kręgi Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego - KIHAM. Stefan Mirowski, jak wielu instruktorów przedwojennych, przyglądał się temu z dużym zainteresowaniem i nadzieją. Nie angażował się jednak osobiście, co najwyżej na zaproszenie jakiejś drużyny czy kręgu instruktorskiego uczestniczył w zbiórce, opowiadał przy kominku, czym jest harcerstwo dla kogoś, kto je rozumie i czuje. Od 1984 r. w Komisji Historycznej Szarych Szeregów przy Archiwum Akt Dawnych m.st. Warszawy pomagał w zbieraniu i opracowywaniu materiałów i dokumentów, a od 1988 r. aktywnie wspierał nowo powstały "Ruch Kamykowy".

ABY zrozumieć, na jaką scenę polityczną wchodził druh Stefan Mirowski jako główny uczestnik "wielkiej gry", konieczna jest wstawka historyczna dla młodszych instruktorów, którzy na szczęście nie pamiętają już, jak to było:

W ostatnich dniach marca 1989 r. Związek Harcerstwa Polskiego na swoim IX Zjeździe (zmienionym w trakcie obrad na XXVI - dla podkreślenia ciągłości historycznej) przełamał polityczny monopol na organizacje w państwie. Na zjeździe, który zakończył się nocą 31 marca 1989 r., bratnim słowem w kręgu żegnał się zespół instruktorów, którzy dokonali cudu: uchwalili Statut, w którym Przyrzeczenie było bez socjalizmu, drużyny miały pełną samodzielność programową, a wybrany naczelnik ZHP nie był rekomendowany przez partię. (Trzeba było ich widzieć rok później na zjeździe w Chorzowie, jak karnie oddawali swoje mandaty, aby ratować Związek przed likwidacją, bo nowe władze w państwie uznały, że ci właśnie instruktorzy nie są godni dokonywać zmian w swoim Związku).

1 kwietnia 1989 r. (a więc już po zakończeniu naszego Zjazdu) w Sopocie powołano Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej - organizację, której zadaniem było przejęcie od nas najlepszych instruktorów i drużyn, co w konsekwencji miało doprowadzić do samolikwidacji ZHP.

I tak zaczęła się wojna o Związek. Była okupacja Głównej Kwatery, było odsądzanie nas od czci i wiary, były próby zastraszania i przekupstwa, było szykanowanie, np. w postaci drastycznego ograniczenia dotacji na akcję letnią. Ale Związek przetrwał. Kto pokusi się o przeczytanie sprawozdania władz ZHP na XXVIII Zjazd (ten w Bydgoszczy), zrozumie, dlaczego przetrwaliśmy.

Dalsze fakty

WRÓĆMY jednak do druha Stefana:

* 27 września 1989 r. hm. Stefan Mirowski na zaproszenie komendanta Chorągwi Stołecznej hm. Bartosza Jabłońskiego "przygląda się" (jak sam napisał w jednej z gawęd), ale tak naprawdę nieoficjalnie odbiera defiladę harcerek i harcerzy w 50. rocznicę podjęcia przez władze ZHP decyzji o przejściu do konspiracji.

* Od października 1989 r. w domu Danusi i Jana Rossmanów przy ul. Sułkowskiego w Warszawie spotyka się "banda czworga" (tak żartobliwie nazwała siebie grupka przyjaciół - Stefan Mirowski, Jan Rossman, Halina Wiśniewska, Anna Zawadzka), rozmawiają o tym, co się dzieje i jak mogliby pomóc harcerstwu. (W tym czasie wszyscy oni są zasypywani zaproszeniami na zbiórki - harcerki i harcerze chcą słuchać o historii ruchu, o metodzie, o etosie harcerstwa, chcą dowiedzieć się z pierwszych ust, jak było).

* "Po "okrągłym stole" widzieli potrzebę upomnienia się o los i przyszłość polskiej młodzieży" (hm. Marian Michałowski w "Gawędzie o druhu Stefanie Mirowskim" - Horyzonty 2001), piszą więc list otwarty do władz państwowych - o potrzebie jedności ruchu harcerskiego oraz złych konsekwencjach wychowawczych rozłamu.

* Od wiosny 1990 r. "banda czworga" na swoje spotkania zaczęła zapraszać młodszych instruktorów, aby poznać ich opinie i plany. U Rossmanów bywają Bartosz Jabłoński, komendant Chorągwi Stołecznej ZHP i Marek Czarnota, drużynowy 9 WDH, który w 1989 r. reprezentował ZHP przy "okrągłym stole", a od marca 1990 r. był przewodniczącym RN ZHP. Często w spotkaniach uczestniczy druh Bogdan Janowski z Wiednia, który przyjął na siebie rolę emisariusza w kontaktach z ZHPpgKraju. Teraz razem zastanawiają się, jak działać. Chodzi przecież nie tylko o przetrwanie. Wojna o Związek prowadzona jest od roku, wielu instruktorów pod wpływem ostrej nagonki w mediach zaczyna mieć wątpliwości. Zaczynają odchodzić - nie tylko słabsi, nie zawsze ci, którzy powinni. Uczestnicy spotkań na Sułkowskiego jedno wiedzą na pewno - wszelkie działania muszą być zgodne z prawem - mamy Prawo Harcerskie i mamy Statut ZHP, tego należy się trzymać.

W kwietniu Jan Rossman i Stefan Mirowski zostali zaproszeni na zebranie RN, każdy z nich wygłosił referat. Druh Stefan mówił o polityczności i apolityczności harcerstwa. Oba wystąpienia wydrukowane zostały w materiałach RN ZHP, a następnie w prasie harcerskiej.

* 10 sierpnia 1990 r. Krajowy Komitet Odrodzenia ZHP wydał oświadczenie: "Prezydium KKO zwraca się do Okręgowych i Obwodowych Komitetów Odrodzenia ZHP, aby wzmogły swoje kontakty z autentycznym środowiskami w ZHP-56... Apelujemy do Rządu RP o zaprzestanie finansowania post-PZPR-owskiej przybudówki... Prezydium KKO ZHP zwraca się do Społeczeństwa Polskiego o poparcie idei pełnego Odrodzenia ZHP... Chodzi nam o przywrócenie społeczeństwu organizacji harcerskiej, która miałaby pełne i rzeczywiste prawo używania nazwy ZHP..."

* "Banda czworga" odpowiedziała na to oświadczenie 23 sierpnia 1990 r. kolejnym listem otwartym, adresowanym tym razem do instruktorów harcerskich, w którym napisali m.in.: "Weźcie w swoje ręce losy harcerstwa ... wasza rzetelna instruktorska praca musi zostać dostrzeżona nie tylko przez zuchy, harcerzy i ich rodziców, musi o niej wiedzieć całe społeczeństwo... Ważnym etapem przemian w harcerstwie był ostatni Zjazd ZHP w 1989 r., określający charakter, cele i zasady działania Związku. Uchwalony wówczas Statut uspołecznił Związek, rozdzielając władze, ograniczając kompetencje władz wykonawczych, nadając pełną samodzielność drużynom i otwierając Związek dla ruchów alternatywnych. Szkoda, że wydarzenia polityczne wielkiej wagi, mające miejsce w tym samym czasie, uniemożliwiły przekazanie społeczeństwu rewolucyjnych decyzji tego Zjazdu. Nikt nie zauważył, że harcerze pierwsi zrezygnowali z politycznych opiekunów, pierwsi zadeklarowali szeroką współpracę z Kościołem w sprawach wychowania i że stało się to trzy miesiące przed wyborami do Parlamentu - wyprzedzili historię... W naszym przekonaniu oświadczenie Prezydium KKO mija się z prawdą... Nie możemy pozostać obojętni na szkalowanie historii ZHP. Związek Harcerstwa Polskiego działał do 1949 r. i następnie od 1956 r. reaktywowany przez dawnych instruktorów z Aleksandrem Kamińskim na czele. I nie żadne komitety i rady, ale właśnie instruktorzy harcerscy, którzy stanęli do pracy w latach czterdziestych, a potem pięćdziesiątych - uniemożliwili powstanie "Pioniera" i "Komsomołu" w Polsce, jako jedynym państwie obozu wschodniego. Gdyby wówczas instruktorzy harcerscy zrezygnowali z pracy organizacyjnej, to dziś nie byłoby czego zmieniać, ani do czego wracać, bo idea skautowa zostałaby zniszczona w świadomości społecznej..."

PRZECIWSTAWIENIE się obiegowym opiniom o niereformowalności Związku wymagało dużej wiary w możliwości ZHP i dużej odwagi cywilnej. Jesienią 1990 r. Związek Harcerstwa Polskiego, jak chyba nigdy przedtem, potrzebował silnego wsparcia niezależnych politycznie autorytetów. Władze organizacji zrobiły już wszystko, co było w ich mocy, dla zatrzymania rozpoczętego w 1989 r. procesu likwidacji ZHP. Teraz gra toczyła się o odzyskanie wiarygodności, a w tym mogli pomóc tylko instruktorzy o nieposzlakowanej przeszłości. Na spotkaniach "bandy czworga" także mówiono o potrzebie znalezienia przed grudniowym zjazdem przewodniczącego dla ZHP. Jakie nazwiska tam wówczas padały!

ALE wybór był już dokonany, choć może mało kto był tego świadomy. Druh Stefan Mirowski (nie wiedząc o tym zupełnie) podpisał zgodę na kandydowanie całym swoim harcerskim życiem. Ostatnia "wielka gra" druha Stefana rozpoczęła się 27 września 1989 roku w 50. rocznicę powołania Szarych Szeregów, kiedy to "przyglądał się" defiladzie harcerek i harcerzy Chorągwi Stołecznej ZHP.

JESIENIĄ już w sposób prawie oficjalny przewodniczący Rady Naczelnej (w uzgodnieniu z Naczelnikiem ZHP), komendant Chorągwi Stołecznej, Jan Rossman i Bogdan Janowski zaczęli przekonywać druha Stefana o potrzebie i konieczności powrotu do służby czynnej.

DRUH Stefan Mirowski miał wątpliwości:

* po pierwsze - "czy będę miał dość czasu" (żona druha Stefana była chora),

* po drugie - "zawsze byłem dwa kroki za Stachem (Stanisław Broniewski "Orsza"), to on powinien być przewodniczącym ZHP, no i przyjaźnię się od zawsze z Tomaszem Strzemboszem - przewodniczącym ZHR",

* po trzecie - "nie jestem już młodzikiem - czy dam radę, czy zostanę zaakceptowany przez młodzież".

OSTATECZNIE w podjęciu decyzji pomogły trzy osoby:

* żona druha Stefana, śp. Irena Mirowska poparła pomysł objęcia przez niego funkcji przewodniczącego ZHP,

* druhna Hanka Zawadzka, która na prośbę druha Stefana, zgodziła się razem z nim przystąpić do "wielkiej gry" o Związek,

* druh Ryszard Pacławski, którego Stefan Mirowski zaakceptował jako kandydata na Naczelnika ZHP.

I tak na kolejnym spotkaniu "bandy czworga" druh Stefan Mirowski powiedział: "Zgadzam się, jeżeli razem z Hanką, no i Renia jest za tym".

6 grudnia 1990 r. jechaliśmy autokarem na Zjazd ZHP do Bydgoszczy, siedzieliśmy razem na sali zjazdowej (na miejscach dla gości). Druh Stefan przysłuchiwał się i przyglądał wszystkiemu z zainteresowaniem i niepokojem, mówił: "Jeszcze mnie nie wybrali, a już się boję".

Druh Mirowski - przewodniczącym

KANDYDATURĘ Stefana Mirowskiego na Przewodniczącego Związku zgłosił komendant Chorągwi Płockiej. Druh Stefan był zdumiony i niezadowolony: "Dlaczego nie z Warszawy, co ja mam wspólnego z Płockiem?". Niełatwo mu było wytłumaczyć, że zjazd niechętnie przyjmuje propozycje warszawskich delegatów, bez względu na ich zawartość merytoryczną, a zgłoszony przez Płock staje się kandydatem bardziej ogólnopolskim.

KIEDY ogłoszono wyniki, obserwowałam druha Stefana, najpierw było to wzruszenie: "Chcieli mnie, prawie jednogłośnie", zaraz potem lęk: "Czy nie zawiodę zaufania, tak niewiele czasu mogę poświęcić, och, gdyby tylko Renia była zdrowa" i wreszcie duma i odpowiedzialność.

MOMENT wręczania sznurów jest zawsze wzruszający, ale tym razem towarzyszyło nam uczucie katarsis. Wiedzieliśmy, że Stefan i Hanka pójdą teraz na pierwszy ogień walki o Związek, ale byliśmy spokojni o jej wynik, bo oni zwycięstwo mieli zapisane w swych życiorysach. Oni zaufali nam, dając swe nazwiska i swoje doświadczenie, my zaufaliśmy im, oddając Związek jeszcze raz w ich ręce. I tutaj Stefan Mirowski jak zwykle pokazał klasę, zapraszając na scenę ustępujące władze Związku. Powiedział wówczas, ściskając ich serdecznie: "To są ci, którym Związek Harcerstwa Polskiego zawdzięcza przetrwanie najtrudniejszego roku swego istnienia, a podziękowaniem za ich trud jest szczęśliwe zakończenie kolejnego - XXVIII już Zjazdu ZHP".

* * *

DZIAŁANIA Stefana Mirowskiego jako Przewodniczącego ZHP są powszechnie znane, można o nich przeczytać w harcerskiej prasie lub w sprawozdaniach na zjazdy. Aby uniknąć czystej chronologii, spróbuję pokazać jego udział w wielkiej grze o harcerstwo, w której raz był rozgrywającym, innym razem partnerem, a często zwykłym uczestnikiem gry - bo tak widział swoją rolę.

POCZĄTEK lat dziewięćdziesiątych to był czas dużej aktywności programowej Związku, kontynuowano działania rozpoczęte w poprzedniej (tej skróconej) kadencji: wprowadzano nowy system stopni instruktorskich, opracowywano programy stopni harcerskich i nowe zestawy sprawności - ciągłe wyjazdy, konsultacje, udział w zjazdach i zlotach (hufców, chorągwi), mnóstwo imprez w szkołach instruktorskich. Wszyscy zapraszali nowe władze.

DLA druha Stefana był to bardzo trudny okres, czuł się rozdarty między dwa zobowiązania. (Kiedy był z chorą żoną, myślał, że znowu nie skorzystał z zaproszenia jakiegoś środowiska harcerskiego, kiedy był na harcerskim spotkaniu, myślał, że być może żona czuje się opuszczona). Zawsze jednak skrupulatnie wypełniał swe obowiązki statutowe - udział w zebraniach Rady Naczelnej i Głównej Kwatery. Na spotkaniach wyjazdowych (konferencje, zloty, zjazdy...) często zastępowała go wiceprzewodnicząca druhna Hanka Zawadzka, bywając tam, gdzie zapraszano ją i tam, gdzie nie mógł pojechać sam Przewodniczący.

PIERWSZĄ oficjalną wizytę nowe władze Związku złożyły 8 stycznia 1991 r. prymasowi Polski, ks. kardynałowi Józefowi Glempowi, następnego dnia marszałkowi Sejmu RP prof. Mikołajowi Kozakiewiczowi. A pierwsze uchwały Rady Naczelnej pod przewodnictwem hm. Stefana Mirowskiego dotyczyły wystąpienia ZHP z ŚFMD i zmiany statusu członkowskiego w CIMEA.

Zlot 80-lecia

W lutym po raz ostatni odezwała się "banda czworga", pisząc w liście do instruktorek i instruktorów ZHP: "Dziś wracamy do służby harcerskiej, aby pomóc ZHP w trudnym okresie jego działania". A na lato roku 1991 Związek Harcerstwa Polskiego zaplanował Zlot 80-lecia z nadzieją, że będzie to jednocześnie zlot zjednoczeniowy harcerstwa. Przewodniczący i jego najbliżsi współpracownicy - wiceprzewodnicząca Anna Zawadzka i naczelnik Ryszard Pacławski (czasem w szerszym gronie - wiceprzewodniczący Wojciech Katner i zastępca naczelnika Wiesław Maślanka) odbyli serię spotkań, wizyt roboczych i audiencji, których celem było doprowadzenie do wspólnego Zlotu 80-lecia. Nadaremnie.

PRZEWODNICZĄCY ZHP w liście do Prymasa Polski datowanym 29 IV 1991 r. pisze: "Chcieliśmy wspólnego zorganizowania Zlotu 80-lecia przez wszystkie organizacje harcerskie. Jednakże już dłużej na podjęcie właściwych zadań czekać nie możemy..."

JAK wszyscy wiemy, Zlot 80-lecia Harcerstwa Polskiego odbył się w Pająku koło Częstochowy. Przybyło nań pięć tysięcy harcerek i harcerzy, którzy wzięli udział w spotkaniu z Ojcem Świętym na Jasnej Górze. I mimo wszystko to my zorganizowaliśmy rocznicowe ognisko z udziałem władz państwowych i kościelnych oraz delegacji "bratnich organizacji".

PO zlocie było już wiadomo, że podział harcerstwa na jakiś czas pozostanie zjawiskiem trwałym. I ciągle jeszcze ktoś miał nam za złe, że działaliśmy po Zjeździe Łódzkim.

W kwietniu 1992 r. Rada Naczelna ZHP określiła swoje stanowisko w sprawie przeszłości ZHP, w którym czytamy, m.in.: "Władze naczelne ZHP, nawet jeśli pochodziły z partyjnego nadania, skutecznie zapobiegały dodaniu przymiotnika "socjalistyczny" do nazwy organizacji... Kompromisy zawierane pomiędzy władzami harcerskimi wszystkich szczebli a władzami partyjnymi służyły często tworzeniu nisz wychowawczych, w których drużyny mogły bez przeszkód prowadzić swą codzienną działalność..." (trudno nie dopatrzyć się w tych sformułowaniach myśli druha Stefana).

Codzienna praca

W pierwszej kadencji druh Przewodniczący odbył 20 spotkań z władzami państwowymi i kościelnymi, tzn. z Prezydentem RP, Prymasem, marszałkami Sejmu, premierami, ministrami edukacji (na trzech ostatnich funkcjach w czasie tej kadencji zmiany nastąpiły kilkakrotnie); uczestniczył w 14 spotkaniach o charakterze polityczno-historycznym, np.: spotkaniu kawalerów orderu Virtuti Militari u Prezydenta RP 19.06.1992 r., gdzie mówił "o roli harcerstwa w podtrzymywaniu patriotycznych tradycji w wychowaniu". Za nie mniej ważne od tych urzędowych uważał druh Stefan spotkania i zbiórki związane bezpośrednio z życiem organizacji. W ciągu trzech lat wziął udział w 23 harcerskich i instruktorskich:

* zlotach - szczepów, hufców, chorągwi, np. Zlocie Harcerstwa Śląskiego na Górze św. Anny (z udziałem prezydenta Lecha Wałęsy),

* konferencjach programowych - starszoharcerskich i harcmistrzowskich hufcowych i chorągwianych,

* uroczystych apelach - "Kamykowych" na Powązkach, pod Arsenałem,

* obchodach rocznicowych - 35-lecia Nieprzetartego Szlaku, gdzie powiedział: "Mamy tylko to, co zdołamy z siebie dać. Dar nie ofiarowany nie istnieje."; 75-lecia połączenia organizacji harcerskich w ZHP, 50-lecia akcji pod Celestynowem i pod Sieczychami,

* jubileuszach - "Gawędy", "Dzieci Płocka", Harcerskiej Orkiestry Dętej w Tczewie, Szczepu "Polanie" w Wiedniu.

DO roboczych spotkań zaliczał też druh Przewodniczący kontakty z ruchem skautowym i ZHR oraz z ZHPpgKraju. Oficjalnie było 14 tego typu spotkań i wyjazdów, ale kto zliczy listy, telefony i rozmowy prywatne prowadzone z przedstawicielami tych organizacji, w kraju i za granicą... (Łącznie 71 spotkań odnotowanych przez prasę harcerską, czyli raz na dwa tygodnie, oprócz zebrań RN i GK).

SPECYFICZNĄ formą kontaktu z instruktorami stały się gawędy druha Stefana, drukowane od października 1992 roku przez "Czuwaj". Wybrałam trzy myśli, które w moim przekonaniu pokazują, jakim był człowiekiem i jakim przewodniczącym:

* "Nasz harcerski styl potraktujmy jako wkład w wychowanie obywatelskie, w styl życia współczesnego nam społeczeństwa". (październik '92).

* "Nie było i nie będzie w harcerstwie lustracji, zaglądania do sumień, do teczek, nie będzie upokarzającego powtarzania Przyrzeczenia. ZHP, jak mało które stowarzyszenie, przeszedł spokojnie przez ferment ostatnich lat... Nie dopuśćmy do działań niezgodnych z Prawem Harcerskim. Oczyszczanie z błędów przeszłości jest procesem długotrwałym... Wiemy, jak dużo mamy jeszcze do zrobienia, ale miejmy świadomość, że w tej wędrówce ku szczęściu jesteśmy na dobrym tropie..." (luty '93).

* "Najtrudniej być porządnym człowiekiem, gdy nikt nie widzi".(kwiecień '94).

W wywiadzie dla "Czuwaj" w marcu 1992 r. na pytanie, jak udaje mu się łączyć obowiązki rodzinne, zawodowe, społeczne i harcerskie - druh Przewodniczący odpowiedział: To proste. Bo kiedyś dobrowolnie przyrzekałem służyć Bogu, Polsce i bliźnim.

A w grudniu 1993 r. przed XXIX Zjazdem na pytanie "Czuwaj" czy nie żałuje, odpowiedział: "Absolutnie, nie... I ja, i druhna Hanka Zawadzka, i inni instruktorzy mojego pokolenia włączyliśmy się do procesu odnowy ZHP z pełną świadomością. Niektórzy wyobrażali sobie harcerstwo bez ZHP, myśmy uważali, że harcerstwo to przede wszystkim odrodzony ZHP..."

Druga kadencja

W wystąpieniu inauguracyjnym na XXIX Zjeździe ZHP Przewodniczący nawiązał do programu szaroszeregowego, mówiąc, że nasze:

* "...dziś - to nauka, praca, wyrzeczenia, wielki wysiłek budowania skautowego braterstwa",

* "jutro - to znalezienie swego miejsca w życiu, badenpowellowska wędrówka ku szczęściu ścieżkami harcerskiej służby",

* "pojutrze - to poczucie dobrze spełnionego obowiązku względem Boga, ojczyzny, bliźnich, względem siebie samego, a także względem ZHP..."

DELEGACI na XXIX Zjazd ZHP jednogłośnie wybrali harcmistrza Stefana Mirowskiego ponownie na funkcję Przewodniczącego Związku. Był szczęśliwy, pierwsze wypowiedziane słowa brzmiały: "Więc jednak mnie chcieli".

DRUGA kadencja była dla Przewodniczącego może spokojniejsza politycznie i bardziej robocza. Związek Harcerstwa Polskiego milowymi krokami zmierzał do struktur skautowych. Już nikt nie miał wątpliwości, że wystarczy kilka drobnych korekt w statucie i następna światowa konferencja skautowa jest nasza. Nawet ci, którzy nie wierzyli, byli teraz z nami. W maju 1994 r. delegacja ZHP z Przewodniczącym i Naczelnikiem bierze udział w uroczystościach 50-lecia bitwy pod Monte Cassino, zostali zaproszeni do Honorowego Komitetu obchodów 50-lecia Powstania Warszawskiego, zwyczajem stał się ich udział w spotkaniach opłatkowych u Prezydenta RP. (Zła passa minęła, znowu władze Związku zaliczane są do grona VIPów).

W styczniu 1996 r. w gawędzie "Czym jest skauting" druh Stefan pisał: "Ocaliliśmy tożsamość. ZHP został przyjęty do Światowej Organizacji Ruchu Skautowego w takim kształcie, o jakim zadecydował, w duchu takich przemian, jakie samodzielnie i suwerennie przeprowadził, aby w pełni przywrócić swój udział w ruchu, który współtworzył".

A 15 lutego 1996 r. odbyło się spotkanie przyjaciół harcerstwa z okazji ponownego przyjęcia ZHP do Światowej Organizacji Ruchu Skautowego.

DWA dni później na uroczystościach zorganizowanych wspólnie przez drużyny ZHP i ZHR w Krakowie, druh Przewodniczący odznacza pośmiertnie hm. Józefa Grzesiaka, założyciela słynnej "Czarnej Trzynastki", Złotym Krzyżem za Zasługi dla ZHP. (Druh Przewodniczący był ciągle rozchwytywany, środowiska harcerskie prześcigały się w zaproszeniach. Rocznica bez udziału Przewodniczącego ZHP, wydaje się mniej ważna. Jakby czuli, że to już ostatnia szansa posłuchać, co myśli).

Ostatnie myśli

W czerwcu 1996 r. ukazała się ostatnia gawęda Przewodniczącego "Harcerskie refleksje". Dzieląc się przemyśleniami na temat historii Związku, mimowolnie podsumował swoją harcerską grę, swój wkład w fenomen XX wieku, jakim jest polskie harcerstwo. Pisał tam:

* "Skauting trafił na podatny grunt zainteresowań, potrzeb i marzeń ideowej młodzieży polskiej. Najsilniejsze na nim piętno wycisnęło dążenie do niepodległości. Upłynęły lata, zanim okrzepł... wspaniały program harcerskiej gry..."

* "Druga wojna światowa była sprawdzianem wartości harcerskiego wychowania w międzywojennym dwudziestoleciu... Po niej z niedobitków wojennych drużyn, ze wspomnień przedwojennych, z fali powracających z rozsypki instruktorów powstało harcerstwo. Ale ruch ten przez swoją rolę wychowawczą stanowił zagrożenie dla ustroju".

* ""Odwilż" 1956 roku - ZHP został reaktywowany pod naciskiem społecznym. I znów przeżywał rozkwit, i znów, gdy odwilż minęła, stał się niebezpieczny. I znów drużynowi, hufcowi, instruktorzy nie pozwolili zniszczyć tradycji".

* "Ogólne przemiany w kraju w latach osiemdziesiątych miały ogromny wpływ na harcerstwo. Powstało dwadzieści "harcerstw" w ramach modnego, ale źle pojmowanego pluralizmu".

* "Związek nie upadł, ale zapoczątkowany w latach osiemdziesiątych nurt odnowy doprowadził do kolejnego odrodzenia..."

OSTATNIE słowa druha Przewodniczącego ZHP przed wyjazdem na Światową Konferencję Skautową brzmiały:

"SKAUTING jest wielką grą uprawianą przez przyjaciół w służbie. Jest braterstwem służby. W tej grze zaczyna się niedługo mecz drugiego stulecia. Gramy o przyszłość młodzieży Polski i świata. Nie możemy przegrać".

12 lipca 1996 r. na Światowej Konferencji Skautowej w Oslo Przewodniczący i Naczelnik ZHP odebrali świadectwo ponownego członkostwa Związku Harcerstwa Polskiego w Światowej Organizacji Ruchu Skautowego.

13 lipca druh przewodniczący ZHP hm. Stefan Mirowski zakończył swoją wędrówkę ku szczęściu, zakończył swoją "wielką grę" i odszedł na wieczną wartę.

PREZYDENT Rzeczypospolitej Polskiej za wybitne zasługi w działalności na rzecz harcerstwa nadał pośmiertnie druhowi Przewodniczącemu Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

ZAKOŃCZĘ swoje wspomnienia kilkoma cytatami o tym, jaką rolę w grze o dziś, jutro i pojutrze naszego Związku odegrał swoim życiem harcmistrz Stefan Mirowski:

Mówią o druhu Stefanie

* Hm. Tadeusz Filipkowski w "Słowie o Druhu Stefanie" - Czuwaj Nr 9/96: "Poświęcił się przywróceniu harcerstwu nie tylko tradycyjnych wartości i ideałów, ale podjął też walkę o czysty wewnętrznie, zgodny z głoszonym programem obraz Związku. ... Mimo że "poszły w kraj" nieodpowiedzialne opinie, iż Stefan Mirowski i grono jego współpracowników to tylko szyld".

* Hm. Marian Michał Michałowski w "Gawędzie o druhu Stefanie Mirowskim" - HBW "Horyzonty" 2001: "Odszedł na wieczną wartę ten, który łączył, spajał, jednoczył a nigdy nie dzielił. ... To właśnie Jego osobowość, postawa humanistyczna, instruktorska, społeczna i apolityczna, poparta etosem wojennej harcerskiej walki, dała czy może i zmusiła otoczenie do przyjęcia Jego prawd za własne i emanowała na wszystkie szczeble Związku. Był wzorem współczesnego instruktora, jakże mądrze wtopionego w realia odnowionej III Rzeczypospolitej..."

* Krajowy duszpasterz harcerek i harcerzy ks. biskup Leszek Sławoj Głódź (z mowy na pogrzebie): "W nim wszystko stanowiło jedność. Był jak wyciosany z jednego pnia".

* Z wystąpienia naczelnika ZHP hm. Ryszarda Pacławskiego na pogrzebie: "Odszedł nagle, w momencie szczególnym, urastającym do rangi symbolu, odszedł do domu po wykonaniu harcerskiego zadania, jego życie jest dla nas swoistym testamentem, jak żyć".

PRZYPOMINAJĄ się słowa gawędy "Trzeci nurt skautingu" (marzec 1993): "Gra się o wygraną, ale prawdziwym zwycięzcą jest ten, kto czysto grał".

WIELKA gra druha Stefana zakończyła się wygraną Związku Harcerstwa Polskiego.

Warszawa, 13 października 2001 r.



 Generuje GazEla